niedziela, 3 października 2010

Yazoo - Reconnected Live

,,Wszyscy uważamy, że Yazoo są bardzo dobrzy, naprawdę. Poszliśmy obejrzeć ich występ w Dominion w Londynie i naprawdę byliśmy pod wrażeniem, zwłaszcza pokazu slajdów. Od czasu do czasu wpadamy na Vince`a na korytarzach Mute, ale nie spotykamy się na gruncie towarzyskim. Poza tym, on nigdy nie robi sobie wystarczająco długiej przerwy w pracy, żeby wyjść".     - Dave Gahan (Depeche Mode) 1982

On - zamknięty w sobie samotnik, niespokojny duchem, słuchający jako nastolatek płyt Simona i Garfunkela. Ona - bardziej przystępna, z mocnym głosem, zaangażowana pod koniec lat siedemdziesiątych w punkowych i bluesowych zespołach na obszarze południowo wschodniego Essex.
Vince Clarke i Alison ,,Alf" Moyet stworzyli w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych jeden z oryginalniejszych duetów, który na świecie znany jest pod nazwą Yazoo, natomiast w Stanach Zjednoczonych figuruje jako Yaz.

Duet powstał po odejściu Vince`a Clarke`a z zespołu Depeche Mode pod koniec 1981 roku. Mając w zanadrzu kompozycję ,,Only You", chciał ją koniecznie wydać, piosenkę zaproponował nawet grupie Depeche Mode, która odprawiła go z kwitkiem.
Clarke tak się uparł na opublikowanie, że zaczął poszukiwać osoby, która by mogła ,,Only You" zaśpiewać.
Alison znakomicie się do tej roli nadawała - jej głos górował nad syntezatorem, cała konstrukcja nagrania stała się stabilna, przez co ,,Only You" odniosło spory sukces. Patrzący chłodnym okiem brytyjscy krytycy muzyczni, wciąż jeszcze nie mając pełnego zaufania do tej ,,mody na syntezatory", tym razem byli zachwyceni.
Clarke, który myślał na początku o wydaniu tylko tej jednej piosenki, postanowił pójść dalej w tym kierunku. Szybko stworzył nagrania ,,Don`t Go" ,,Situation" ,,The Other Side Of Life". W nagrywaniu tych piosenek i zarazem dużej płyty Yazoo zatytułowanej ,,Upstairs At Eric`s", Clarke wykorzystał sampler Fairlight (urządzenie poza tym, że było syntezatorem, posiadało wejście audio, przez które można było nagrywać a następnie przetwarzać wszelkie dżwięki). Był jednym z pierwszych ludzi w Wielkiej Brytanii, który taki sampler sobie zakupił.

Album sprzedawał się znakomicie, byli koledzy z Depeche Mode zgrzytali zębami, Daniel Miller z Mute zacierał rączki, krytyka kiwała głowami z uznaniem.
1982 to także rok, w którym Yazoo występowali na żywo przed publicznością. Poza sesjami u Johna Peel`a i Kida Jensen`a, duet ruszył w trasę po Wielkiej Brytanii, dając od sierpnia do listopada 1982 roku około dwadzieścia pięć koncertów.

Druga płyta ,,You And Me Both", wydana została krótko po rozwiązaniu się duetu w roku 1983. Nie było więc żadnych tras koncertowych, pozostały tylko żale krytyki, słuchaczy i - jeżeli wierzyć plotkom - rozgoryczenie jednego fana, który na wieść o rozpadzie Yazoo wysłał do Clarke`a paczkę ze zdechłym gołębiem.

Jeżeli jest to prawda, Vince`owi najprawdopodobniej śnił się ten gołąb przez lata, ukazując jako koszmar poruszający sumienie muzyka. Powrót na scenę  to niejako dokończenie nie załatwionych spraw związanych ze zbyt szybkim rozpadem  Yazoo.
Żyjemy w okresie, gdy powróciły na scenę grupy z lat osiemdziesiątych, czasem chociażby po to, by zagrać trochę koncertów. Spandau Ballet, Ultravox, KajaGooGoo... a teraz Yazoo.
W roku 2008 powrócili, by uzupełnić brakujące tournee, związane z płytą ,,You And Me Both". Nagrania takie jak ,,Nobody`s Diary", ,,Mr Blue" ,,Unmarked" dopiero teraz otrzymały szansę wykonania na żywo. Całość została wydana niedawno na 2 CD, pod tytułem ,,Reconnected Live". Czy taka płyta w ogóle była potrzebna?

Vince Clarke przed koncertami mówił, że chce, by muzyka brzmiała w miarę możliwości tak, jak na płytach studyjnych Yazoo. Dla mnie jest to wielki minus, w szczególności u artystów tworzących ,,muzykę z komputera". Z całym szacunkiem do pionierów, ale inny duet, który gra disco, a nazywa się Pet Shop Boys, swoimi koncertami, a szczególnie wykonaniem i aranżacją piosenek, biją duet z Basildon na głowę. Może, gdyby Clarke przyłożył się do stworzenia koncertów tak, jak to robił w duecie Erasure ( trzy tygodnie programowania na syntezatorach, tworzenie sekwencji, oraz swoboda, by w międzyczasie na żywo dodać jakąś własną wstawkę), zaowocowałoby niezwykłymi wersjami starych przebojów.
A tak mamy strasznie odgrzanego kotleta, którego się słucha bez jakichkolwiek emocji. Oczywiście będąc na koncercie, widząc i słuchając to jedno, sama płyta to chyba bardziej pamiątka dla tych, co przeżyli bliskie spotkanie z Alison oraz Vincem.
Nie mam oczywiście żadnych zastrzeżeń do głosu Moyet. Brzmi jak zawsze czysto i potężnie. Problem leży w sztucznej aranżacji, która brzmi kropka w kropkę, jak na płytach studyjnych.
Kiedyś Clarke w jednym z wywiadów zażartował, że na koncertach jest całkowicie niepotrzebny.
,,Mnie tylko co wieczór wyprowadzają na scenę i sadzają przy moich maszynach. Jestem tam właściwie zupełnie zbędny. Lepiej byłoby gdybym został w domu i zaoszczędził sobie tych wszystkich kosztów hotelowych".

Pozytywnie  o koncertowej płycie wypowiadają się sami Anglicy. Oni mają sentyment i do Clarke`a i do Moyet. ,,Jakby się nigdy nie rozstali" oraz ,,Ich pionierski wkład w muzykę pop słychać w każdej piosence", to tylko niektóre z przykładów brytyjskich recenzentów.
Dla mnie ta płyta powinna powstać  dwadzieścia siedem lat temu, wtedy emocje może byłyby większe. Historia jednak chciała inaczej.

1 Comments:

Blogger TOM said...

Na chwilę człowiek wyjedzie z kraju a tu takie ciekawe rzeczy...Z przyjemnością poczytałem o Howardzie, o Savage a teraz o Yazoo.
Co do płyt koncertowych takich wykonawców jak choćby Yazoo trudno jest mi się wypowiadać bo nigdy nie słyszałem na żywo. Co innego słyszeć płytę z takiego koncertu - analizujesz na ile to jest wierne oryginałowi, co zmienił klawiszowiec na plus, ile wersja koncertowa jest dłuższa itd. Ciekawe jak też publika bawi się na takich koncertach - i tu już wielokrotnie o tym wspominałeś ważna jest też oprawa koncertu - lasery, zdjęcia, jakieś "fajerwerki", tancerze, stroje itp. Te koncerty które widziałem na dvd, choćby Depeszów pokazują że może być całkiem fajnie a nawet rewelacyjnie. Zespoły takie jak Yazoo czy Eurythmics gdzie wokaliści ( tu wokalistki ) mają mocne głosy i potrafią je dobrze wykorzystać na scenie sprawiają że dobrze się bawisz a nie kręcisz nosem że coś nie tak. Inna sprawa że nie każdy potrafi wyjść z szufladki pod tytułem "zagrajmy to dokładnie tak jak jest na płycie" - koncert to też a może przede wszystkim bezpośredni kontakt z widownią. Dla mnie mistrzynią jest choćby babcia Tina ale to nieco inna bajka i inna muza.
Pozdrawiam
Tomasz

niedziela, 03 października, 2010  

Prześlij komentarz

<< Home