czwartek, 23 grudnia 2010

TOP 2010

Nawet Hurts już ,,nie boli", jak za pierwszym razem...

Muzyczny rok 2010 zapamiętamy jako czas powrotów starych znajomych zespołów z lat osiemdziesiątych, które swoją ostatnią płytę studyjną wydały dość dawno. Zaskoczyły zespoły OMD, Alphaville, Duran Duran oraz Red Box (pozytywnie i negatywnie dla niektórych), na nowe albumy Blancmange i Human League musimy jeszcze poczekać, a Depeche Mode? Niestety ostatnio bardzo mnie rozczarowało - stąd brak ich w moim podsumowaniu.

Przedstawiona poniżej dziesiątka to płyty, które słuchałem często - i tym się sugerowałem w podsumowaniu. Nie jest to dziesięć płyt ,,najważniejszych" w muzyce 2010, lecz jedynie moje osobiste TOP 10. Każdy na pewno ma swoją ulubioną płytę roku, z mojej strony wahałem się między ,,Indicator" a ,,History Of Modern". Przewaga zwycięzcy jest jednak niewielka.
W moim Top 10 znalazło się miejsce dla  ,,świeższych" wykonawców, którzy w latach 80tych nie istnieli. Wększość tworzy muzykę synth-electropopową, między innymi Hurts, do których przez długi czas nie mogłem się przekonać. Faktycznie, mają coś z Pet Shop Boys poza imagem - gdy Pet Shop Boys wydało West End Girls oraz Love Comes Quickly - nagrania zupełnie mnie nie przekonywały, jednak teledysk do ,,Opportunities" zmienił całkiem moje nastawienie do duetu. Podobnie ignorowałem duet Hurts, nagranie Wonderful Life wpuszczałem jednym uchem, wypuszczałem drugim... lecz cały album jest dość dobrze złożony i po paru przesłuchaniach ciężko się od niego oderwać.

Najważniejsza w moim podsumowaniu jest pierwsza trójka - reszta pozycji nie ma większego znaczenia - to bardziej kolejność przypadkowa, a jak już pisałem - układałem listę według częstotliwości słuchania tych albumów.

1. Deine Lakaien - Indicator

2. OMD - History Of Modern

3. Duran Duran - All You Need Is Now

4. Alphaville - Catching Rays On Giant

5. Hurts - Happiness

6. TourdeForce - Colours In Life

7. Minerve - Please

8. Villa Nah - Origin

9. Blind Passengers - Next Flight To Planet Earth

10. Vision Talk - Elevation
                                                        
                                                ***
Albumy, które nie zmieściły się w dziesiątce, a były wspomniane na moim blogu:

Bryan Ferry - Olympia

Yazoo - Reconnected Live

Red Box - Plenty

Chris De Burgh - Moonfleet and Other Stories

sobota, 18 grudnia 2010

Marc Almond - In Session vol. 2

W 2006 roku przedstawiłem pierwszą część sesji Marca Almonda (Soft Cell, Marc and the Mambas, Marc Almond and the Willing Sinners, Flesh Volcano) dla BBC. Przez dość długi czas spodziewałem się, że ktoś pójdzie ,,za ciosem" i dołoży do mojej propozycji część drugą... nikt chyba jednak nie posiadał nawet pierwszej części, więc lata mijały, a ja zupełnie zapomniałem, że zalegamy z resztą nagrań.
Tak się składa, że od pewnego czasu jestem posiadaczem drugiego woluminu nagrań Almonda z sesji dla BBC. Aranżacyjnie piosenki różnią się od wersji ,,oryginalnych", a właściwie nazwać by je należało ,,oklepanych" :) Na przykład Bedsitter z repertuaru Soft Cell tutaj jest w wersji, którą śmiało można nazwać akustyczną.

Część druga sesji zaczyna się w miejscu, w którym przerwana została część pierwsza - a więc okolice roku 1984 - 1985. Utwory od 1 do 4 nagrane zostały szesnastego stycznia 1985 roku dla programu BBC, który poprowadziła Janice Long. Nagrania od 5 do 7 nagrano osiemnastego sierpnia 1985 (także dla Janice Long). Natomiast kompozycje od 8 do 10 nagrane zostały do programu Simona Mayo pierwszego maja 1995 roku. Na dokładkę mamy pięć nagrań z roku 1984 (od jedenastego do piętnastego).

Marc Almond to jeden z oryginalniejszych wokalistów, rozpoczynających swoją karierę w latach osiemdziesiątych. Po sukcesach w duecie z Davidem Ballem jako Soft Cell piosenkarz postanowił rozwijać się jako solista i do dziś zaskakuje nas różnorodnością wydawanych albumów - chociaż nadal jest to ten sam Almond, wraz ze swoim  charakterystycznym głosem. Przez wielu kochany niczym skarb narodowy, jednocześnie jest przedmiotem obelżywych plotek. Obecnie otoczony dość wąskim gronem przyjaciół, mający problemy z koncentracją i zapamiętywaniem piosenkarz uważa, że przez te wszystkie lata zdołał się do takich sytuacji przyzwyczaić.

Aktualnie  zauważamy falę powrotów ,,starej gwardii" która zapoczątkowała boom na muzykę z wykorzystaniem syntezatorów. Niestety, wydaje się, że obok OMD, Human League oraz Duran Duran nie stanie przy ich boku duet Soft Cell. Mimo, że w 2002 roku wydany został ich nawet niezły album zatytułowany Cruelty Without Beauty, nic nie wskazuje na to, by teraz Almond i Ball wkręcili się w tą modę.

,,Jako Soft Cell wypaliliśmy się w dość krótkim czasie" - powiedział kiedyś Marc w jednym z wywiadów - ,,Z Davidem Ballem nadal jesteśmy przyjaciółmi, nigdy nie było żadnych animozji między nami. Jednak ani ja, ani David nie jesteśmy zainteresowani powrotem w ramach tej całej sceny retro."

,,Było wiele silnych zespołów z wyjątkową tożsamością w latach osiemdziesiątych. To był czas dla gwiazd, dla muzyki pop, a wiele z tych zespołów miało bardzo oryginalne brzmienie i charyzmatycznych wokalistów. Teledyski były bardzo wyraziste. To był pierwszy raz, kiedy ludzie zaczęli korzystać z video. Tam jest dużo oryginalności i  myślę, że ludzie dlatego powracają do tamtych nagrań i ich słuchają, ponieważ czują się bardzo niezadowoleni z większości obecnej muzyki. Ludzie, którzy obecnie są frontmanami zespołów, tak naprawdę nie mają wiele magnetyzmu i osobowości."

1. Always
2. Traumas Traumas Traumas
3. Brokenhearted Beautiful
4. Love & The Little White Lies
5. I Who Never
6. My Candle Burns
7. Heart Medley:
- Unchain My Heart/ Black Heart/ Take My Heart
8. Adored & Explored
9. Bedsitter
10. We Need Jealousy
11. Gutter Hearts
12. Tenderness Is a Weakness
13. Hell Was a City
14. Love For Sale
15. Pink Shack Blues

http://www.mediafire.com/?nalu3r3toj2q38k

czwartek, 16 grudnia 2010

Classix Nouveaux - BBC In Concert (13th January 1982)

Dzięki uprzejmości czytelnika odwiedzającego mój blog, mogę w końcu zaprezentować koncert Classix Nouveaux, który zarejestrowany został dla BBC w 1982 roku.
Brzmienie zdecydowanie się różni od przedstawionego niedawno ,,River Sessions", mimo, że pochodzą z tego samego roku. Gitary brzmią jakby bardziej wyraziście oraz agresywnie, jeżeli chodzi o Sala Solo, to wokalista jest tu w swojej szczytowej formie.

Link udostępnił Marc (dziękuję!) - naprawdę  jest to dla mnie wielki, świąteczny prezent.
Postanowiłem dać go na ,,główną stronę", ponieważ prowadząc blog przez tyle czasu wiem, że nie wszyscy zaglądają w komentarze. Szkoda więc, by się zmarnowało...
Jako bonus do poczytania postanowiłem dorzucić recenzję z pisma Non Stop - tym razem rok 1985, był to już początek końca Classixów.

Classix Nouveaux - Torwar/ Opera Leśna, Warszawa/ Sopot

Czekałem na ten koncert. I to nie tylko ja, o czym świadczyły liczne listy nadsyłane do naszej redakcji, radia i tv, PAGART-u. Rozpoczął się z półgodzinnym opóżnieniem, spowodowanym realizacją przez Pawła Karpińskiego video clipu piosenki ,,Heartbeat". Ale przez to ci, którzy przyszli wcześniej zająć dobre miejsca, mogli do woli naoglądać się swego ulubieńca.
Kiedy wreszcie koncert się rozpoczął, na estradzie pojawili się znani z poprzedniej wizyty Rick Driscoll - gitara, Mik Sweeney - gitara, gitara basowa, saksofon, Paul Turley - perkusja i Andy Quanta - instrumenty klawiszowe oraz Kevin Powell - gitara basowa, Pandit Dinesh - instrumenty perkusyjne, Angie Giles oraz Kate Puckurick - śpiew, no i oczywiście ten, który przyciągnął tu tylu widzów, Sal Solo. Bohater wieczoru, obiekt westchnień nastolatków. Oczekiwałem więc dobrego show. Niestety, nie bawiłem się tak dobrze jak rok temu - bezprzewodowy mikrofon, który pozwalał Salowi Solo na swobodne przemieszczanie się po estradzie chyba był uszkodzony, gdyż w pierwszych utworach jego głos był prawie niesłyszalny (szczególnie ,,słyszeli" to telewidzowie oglądający transmisję z Sopotu) a i nie brzmiał tak, jak do tego przywykliśmy. Po drugie - Classix Nouveaux, grający głównie repertuar dobrze znany z płyt Tonpressu i ,,Secrets", postanowił przearanżować swoje przeboje. Nie wyszło im to na dobre. Przeładowane muzycznie, przypominające Goombay Dance Band (,,Never Again"), sprawiające wrażenie odfajkowania programu (,,Never Never Comes"), nie wystawiały - moim zdaniem - wysokiej noty wykonawcom. Chociaż... publiczność, której było nieco mniej niż by można się było spodziewać, cały czas bawiła się dobrze. Ale tylko raz zapaliła zapałki!

 Rozczarowało mnie warszawskie wykonanie piosenki ,,San Damiano" - z pół playbacku! A przecież były wokalistki, był Hindus! Tak jednak uczyniono w Sopocie.
Ale nic to. Owacyjnie były przyjmowane pozostałe piosenki z najnowsdzego longplaya ,,Heart And Soul", który Marek Niedżwiecki zaprezentował już w całości w PR, znane z naszych list przebojów i programu TVP: ,,Music And You", ,,Contact", ,,Shout! Shout!" i ,,Heartbeat", wydana ostatnio przez MCA na maxi-singlu w dwóch wersjach. Czy tylko dlatego, że mamy je świeżo w pamięci? Nie sądzę. Po prostu Classix Nouveaux utrafił znakomicie w gusta tzw. szerokiej publiczności, nie zasklepiającej się w miłości do jednego tylko gatunku muzycznego. Trafił w gust fanów Lady Pank, Maanamu, Kombi i Lombardu, gdyż łączy w sobie najlepsze cechy naszych topowych kapel. A jednocześnie widać, że ta muzyka (jak trzeba to agresywna, albo tęskna, wywołująca liczne skojarzenia, pozwalająca swobodnie unosić się własnym myślom), wykonywana jest przez autentycznych profesjonalistów (bez weryfikacji!!!), którzy się też dobrze bawią - zwłaszcza, gdy pozwalają im na to warunki, jak w Operze Leśnej.
No i On. Indywidualność estradowa, skupiająca na sobie uwagę widzów, bezbłędnie wyczuwająca nastrój sali i nim kierująca. Łatwo nawiązujący kontakt z publicznością, nie tylko dlatego, że do wspólnej zabawy namawia w naszym języku. Posiada charyzmę, która powoduje, iż towarzyszący mu muzycy stanowią tylko tło. Ale jakie! A przecież oni też decydują o poziomie koncertu. Była też dobra oprawa świetlna i cały czas będące w ruchu śpiewające panienki. Jednak się cieszę, że ich obejrzałem ponownie.

J.B. Non Stop (Pażdziernik 1985)

Classix Nouveaux - BBC In Concert (13th January 1982)

01 - Is It A Dream
02 - Inside Outside
03 - Run Away
04 - It's All Over
05 - Because You're Young
06 - Never Again (The Days Time Erased)
07 - 1999
08 - Gulity

http://www.mediafire.com/?rt59yfk18bkj9qz

wtorek, 14 grudnia 2010

Old Romantic ?

   
Duran Duran - All You Need Is Now

Simon LeBon
Nick Rhodes
John Taylor
Roger Taylor


Zespół Duran Duran osiągnął w swoich latach istnienia właściwie wszystko. Widnieli na pierwszych stronach gazet, poczuli smak sławy, zwiedzili kawał świata... póżniej coś pękło. Sukces zaczął ich przerastać i męczyć. Doprowadziło to do tego, że panowie spędzając większość czasu razem, nie mogli w końcu już patrzeć jeden na drugiego, co doprowadziło do rozłamu w zespole.

Po tworzeniu muzyki opatrzonej łatką ,,new romantic", płynnym przejściu do muzyki pop, Duran Duran zapragnęli  się ,,rozwijać artystycznie", co spotkało się z mieszanymi uczuciami  u krytyków i u słuchaczy. ,,Notorious" w swojej zawartości brzmiał bardziej ,,amerykańsko", co uwydatniło się w nagraniu ,,Skin Trade", gdzie  Simon Le Bon brzmi jak  Prince. Po ukazaniu się Notorious magazyn Rolling Stone napisał: "W poszukiwaniu dojrzałości muzycznej, Durans  stracili dużo ze swojej tożsamości."

W latach 90tych grupa wydawała płyty z różnym powodzeniem - godnym uwagi jest ,,The Wedding Album" z 1993 roku, póżniej już bywało ,,średnio", poczynania zespołu nie zwracały na mnie już szczególnej uwagi, aż do płyty All You Need Is Now.

Album ten to dla Duran Duran  ,,być albo nie być" w muzycznym biznesie. Po niezbyt chwalonym Red Carpet Massacre, zespół poważnie się zastanawiał, czy w ogóle jest jeszcze sens się ,,w to bawić", bo nie ma co ukrywać - Duran Duran powoli znikał z rankingów i list przebojów.

Perkusista Roger Taylor powiedział w wywiadzie dla ,,Daily Star", że All You Need Is Now to płyta bardzo ważna dla całego zespołu, ponieważ może być (chyba w razie niepowodzenia - ROb) ostatnią w ich karierze. A więc jak już odejść to z płytą, która nie byłaby gwożdziem do trumny.

Tak naprawdę, to zespół nie ma właściwie nic do stracenia - już wszystkie wzloty i upadki jako gwiazdy pop przeżyli. Sprzedali więcej płyt niż Kwinto zjadł kotletów, nic więc nie stało na przeszkodzie, by na luzie zagrać po prostu to, od czego zaczęli - staroszkolny new romantic. A może  powinno się to teraz nazywać ,,old romantic", bo i muzyka już nie brzmi nowatorsko a muzycy lekko posiwieli i przytyli.
Niektórzy uśmiechną się z politowaniem, mówiąc ,,Panowie, dzisiaj już się tak nie gra". Ale czy to wystarczający zarzut? Wydaje mi się, że  u artysty priorytetem jest szczerość. Że to, co prezentuje, naprawdę lubi i nie zmusza się do tworzenia czegoś, co go tylko skompromituje i stanie się obiektem ciętych artykułów. Dopiero, gdy muzyka zabrzmi przekonująco, wiarygodnie, wtedy znajduje uznanie u nas, słuchaczy, którzy w swoich ocenach potrafią być bezlitośni, gdy ktoś gra nie tak, jak nas do tego przyzwyczaił.

W muzyce ,,new romantic" wszystko zostało już powiedziane i przedstawione na wszelkie możliwe sposoby. Mimo tego w ostatnich miesiącach tego roku zaczęły się dziać jakieś dziwne rzeczy. OMD ze swoim History Of Modern, ,,koncertowe" Yazoo,  Alphaville (może nie staroszkolnie, ale nadal syntezatorowo), oraz nie wydane jeszcze, ale oczekiwane najnowsze Blancmange oraz  Human League zmuszają nas do myślenia, czy przypadkiem nie zaleje nas niedługo potop ,,dinozaurów synthpopu i noworomantycznego grania". Jednak wątpię, by w tym temacie nastąpiła jakaś rewolucja - stawiałbym bardziej na chwilową modę, w stylu ,,łap okazję, póki trwa zainteresowanie".

No tak, ale miało być o All You Need Is Now.
Poza zespołem, wielkie brawa należą się producentowi o nazwisku Mark Ronson, który stworzył płytę w stylu lat osiemdziesiątych. A więc - tylko dziewięć nagrań, niczym w RIO  ( oczywiście w tej wersji internetowej, ponieważ wydanie CD będzie miało jeszcze trzy nagrania dodatkowe), oraz zupełny brak ,,loudness war", przez co muzyka ,,nie kłuje" nas w uszy.

,,To najlepsza płyta jaką stworzyliśmy od dwóch dekad" - powiedział Nick Rhodes, a ja jeszcze niedawno uśmiechałem się ironicznie, mówiąc: ,,Takie teksty szokowały mnie jak miałem dziesięć lat, teraz mam trochę dystansu do pochwał, które są niczym innym, jak reklamą, nawet jeżeli jest to gniot stulecia".

Muszę przyznać, że mimo swojej wtórności, ciężko cokolwiek tu znależć, by mieszać Duransów z błotem. Większość słuchaczy (którzy pamiętają czasy, gdy Duranies debiutowali) właśnie takiej płyty chciała. ,,Dajcie nam drugie Rio!" ,,Skończcie z eksperymentami!" wykrzyknął z pewnością niejeden fan.
Z tego, co zdążyłem wyczytać, większość recenzji jest przychylnych zespołowi. Chociaż to nie jest Rio (po paru przesłuchaniach stwierdziłem, że jednak trochę brakuje AYNIN by dorównać tej klasycznej płycie), to i tak słucha się tego nieżle.

Do pierwszych trzech nagrań nie mam zastrzeżeń - a do Being Followed wcale - dla mnie najlepszy, najbardziej przebojowy numer na płycie. ,,Rozmydlenie" zaczyna się właśnie po tym nagraniu - Leave A Light On trochę buja w obłokach, a Safe strasznie drażni i nie pasuje do całości płyty.
The Man Who Stole A Leopard - kiedyś w komentarzach DD rozmyślaliśmy z Romance, czy uda się zespołowi stworzyć coś na miarę Save A Prayer - ja dodałem, że nawet nie myślę o czymś w stylu The Chauffeur i... proszę, jaka miła niespodzianka. Może nie ma tej piorunującej siły , co wspomniane wyżej dwa klasyki, lecz i tak posiada klimat (dżwięki są mocno stworzone na bazie The Chauffeur). Nie wszystkim jednak się to nagranie podoba (jeden z komentatorów w poście zapowiadającym tą płytę uznał nagranie za strasznie irytujące). Jeżeli byłbym osobą odpowiadającą za układ płyty, to nagranie wziąłbym na zakończenie. Chociaż wtedy całkiem kojarzyłoby się to z Rio... Natomiast Runway Runaway ustawiłbym jako utwór numer 4. Na zakończenie pozostaje nam Before The Rain - nasycona posępnym marszem w deszczu nostalgia, po której właściwie ważą się losy Duran Duran. Być albo nie być w muzycznym świecie? Słuchacze już osądzają. Mnie zaskoczyli pozytywnie.

                          Image kontrolowany
  
Tak jak The Rolling Stones mieli dług wobec Bo Diddleya i Chucka Berry`ego, tak i my zawdzięczamy wszystko Roxy Music. Nie mieliśmy intencji stać się zespołem z Factory Records. Nie szukamy współczucia - szukamy przebojowych piosenek. W przemyśle rozrywkowym odgrywamy rolę, która od dawna była potrzebna - rolę dostawcy radości.
  -Nick Rhodes (Melody Maker 1982)

Nick Rhodes i John Taylor dorastali mieszkając obok siebie w Hollywood. Jednak nie tym słynnym Hollywood w stanie Kalifornia. Tak samo nazywa się przedmieście w Birmingham.
,,Od samego początku wiedziałem, że Nick Rhodes chce działać w muzyce rockowej. Miał ogromne ambicje" - wspomina John Taylor. ,,Miał bardzo jasne wyobrażenie tego, co chciał robić".
Kiedy Rhodes miał szesnaście lat, opuścił szkołę i kupił tani syntezator. John Taylor lubił grać na gitarze, wkrótce wspólnie z muzykiem z Birmingham o nazwisku Stephen ,,Tin Tin" Duffy, który został wokalistą i grał na gitarze basowej założyli w 1978 roku Duran Duran. Wkrótce dołączył do nich Simon Colley grający na klarnecie. Nick przyjął nazwisko Rhodes, odrzucając swoje prawdziwe Bates, wyjaśniając , że zrobił to ,,ze względów estetycznych".

Zespół narodził się w nocnym klubie Rum Runner, gdzie Nick i John byli zatrudnieni. ,,Była to klubodyskoteka, własność dwóch braci Paula i Michaela Berrow" - mówi Rhodes -,,Zawsze było pełno biznesmenów ubranych w modne koszule. Zarazem był to najpopularniejszy klub w mieście". Tam też odbywały się próby i regularne muzykowanie przyszłych Duran Duran.
Pod koniec lat siedemdziesiątych jeden z właścicieli klubu Paul Berrow wrócił z wycieczki z Nowego Jorku i natchniony tym, co zobaczył, pragnął urzeczywistnić wielkie plany. Chciał obrócić Rum Runner w Studio 54 ulokowane w Birmingham.
Bracia Berrow szybko zaproponowali zespołowi, że podejmą się zarządzania zespołem, a Rhodes się zgodził. On i menedżerowie rozpoczęli pracę nad wizerunkiem grupy. Berrow rozpoczął poszukiwania najnowszego gitarzysty oraz wokalisty ( ponieważ w międzyczasie odszedł z zespołu Stephen Duffy). Tym razem, zamiast po prostu wybierać kogoś z puli lokalnych muzyków zespół umieścił ogłoszenie w brytyjskim piśmie muzycznym Melody Maker.

Jednym z ludzi, którzy odpowiedzieli był Andy Taylor, gitarzysta z Whitley Bay, który był dopingowany przez swojego ojca, widzącego muzykę jako bardzo opłacalny wybór w karierze. Andy swoją pierwszą gitarę miał już w wieku pięciu lat, a kiedy miał lat szesnaście, wyjechał z domu zwiedzając Europę grając w różnych miejscach.

Z Andym menedżerowie spotykali się wielokrotnie, by ostatecznie zdecydować się na to, by wcielić w końcu gitarzystę do składu. Jednak nadal brakowało im wokalisty. Usłyszała to barmanka, która zaproponowała, że jej chłopak nieżle śpiewa i może go namówić na spotkanie.

,,Ten facet przyszedł w skórzanych spodniach różowego koloru z cętkami pantery, brązowej, zamszowej kurtce, okularach przeciwsłonecznych i spiczastych butach" - mówi Rhodes - ,,Powiedział wtedy: Moje nazwisko: Le Bon, a ja pomyślałem: Nie! On nie może się nazywać Le Bon!"

Le Bon studiował dramat na Uniwersytecie, w przyszłości zamierzał zająć się na stałe aktorstwem i wywodził się z klasy średniej.
,,Totalna klasa średnia" - mówił o sobie. Parę lat póżniej Simon zachłyśnięty swoim gwiazdorstwem, na pytania reporterów, jak się czuje zwykły człowiek, który osiągnął karierę, prawie arogancko odpowiedział: ,,Ja nie jestem z klasy robotniczej!"
Nigdy jednak nie sądził, że związek z Duran Duran wypełni mu resztę życia. ,,Myślałem, że to było hobby. Póżniej zdałem sobie sprawę, że to biznes. Czysty biznes."
 Aby sfinansować trasę koncertową dla Duran Duran, Michael Berrow musiał sprzedać swój dom. Na szczęście tournee się opłaciło, ponieważ różne wytwórnie płytowe zwracały uwagę na zespół z Birmingham. Już jesienią 1980 roku grupa miała podpisaną umowę z EMI Records. W lutym 1981 roku został wydany ich pierwszy singel ,,Planet Earth". Osiągnął dwunastą pozycję na brytyjskiej liście przebojów, niewątpliwie przyczyniło się wciąż rosnące w tym czasie zjawisko ruchu ,,new romantic", rozdmuchane przez Visage oraz Spandau Ballet - chociaż łączenie tych zespołów było czysto przypadkowe. Niemałą rolę odgrywał oczywiście image zespołu - falbaniaste koszule, wytapetowane twarze i połączenie Bowiego z Roxy Music nasuwały skojarzenia z ,,Blitz Kids".
,,Może powinniśmy na koncertach nosić maski" - powiedział Nick Rhodes, zapytany czy dużo fanów słucha Duran Duran tylko ze względu, że dobrze wyglądają. Po chwili dodał: ,,Zresztą nie gramy muzyki dla trzydziestoletnich urzędników bankowych". 

Nick, John, Roger i Simon

Członkowie Duran Duran w latach osiemdziesiątych jasno określali swoją muzykę, jako muzykę taneczną.  Łączyła w sobie rytmy disco z energią i witalnością klasycznego rock and rolla. Jednak wielu uważało, że  Duran Duran to zespół płytki, prosty, a nawet artystycznie bezwartościowy. Obecnie zespół złożony jest z czterech muzyków - z tego ,,właściwego" składu nie ma Andy Taylora. Przyjrzyjmy się aktualnej czwórce zespołu.

NICK RHODES

Poza tym, że jest współtwórcą  Duran Duran,  klawiszowiec Nick Rhodes był odpowiedzialny za wiele innych aspektów związanych  z zapewnieniem grupie sukcesów. Medioznawca i sprytny biznesmen szybko stał się rzecznikiem od spraw zespołu i często udzielał wywiadów. Nawet, jeżeli nie promował swojego zespołu, dzielił się swoją wiedzą z innymi grupami. Był współproducentem przeboju ,,Too Shy" zespołu Kajagoogoo, i chcąc nie chcąc, właściwie stworzył konkurencję dla Duran Duran. ,,Muszę być szalony" - przyznał wtedy. Niemniej jednak pozostali członkowie zespołu są zgodni w tym, że Nick to wieczny optymista i zawsze stawiał grupę na nogi w trudnych czasach.

JOHN TAYLOR

Kumpel Nicka, John Taylor, jest najbardziej kontrowersyjnym rzecznikiem w zespole. Podobnie jak Nick jest optymistą, pragnie, by takie nastroje towarzyszyły w ich piosenkach. Jak mówi ,,Ostatnią rzeczą na świecie byłoby to, byśmy kiedykolwiek śpiewali o złych czasach. Chcemy być zespołem, który wciąż gra, gdy Titanic idzie na dno".

Nick i John w początkowym okresie działalności zespołu często spędzali czas w klubie nocnym o nazwie Barbarellas. Z tego też powodu postanowili nazwać zespół od imienia postaci z filmu z lat sześćdziesiątych ,,Barbarella"  (Durand Durand). Drugą nazwą dla zespołu był Raf, ale zgodzili się, że Duran brzmiało przyjemniej dla ucha.

ROGER TAYLOR

Wkrótce po nazwaniu zespołu Duran Duran, zespół dobiera sobie następnych muzyków. Jako perkusista zostaje wybrany Roger Taylor (który nie ma nic wspólnego z Johnem Taylor). Roger rozpoczynał muzyczną karierę w punkowej kapeli, jednak szybko otrzymał miejsce w Duran Duran. Często uważano, że ,,nie pasuje" do zespołu.
,,Człowiek - zagadka" mówi o sobie, że  zawsze w życiu był spokojny.,,W szkole byłem tym dzieciakiem, który siedzi z tyłu klasy i nic nie mówi. Nie jestem naturalnym ekstrawertykiem". Roger nie lubi wywiadów i wydaje się być całkowicie zadowolony, gdy reszta zespołu mówi za niego.

SIMON LE BON

Ostatni rekrut to oczywiście Simon Le Bon, wokalista Duran Duran. Na pewno sporo przyczynił się do sukcesu zespołu zarówno jeżeli chodzi o śpiew jak i o niezły wygląd. Jednak nie marzył o tym, by przez resztę życia być piosenkarzem. Już jako pięciolatek brał pierwsze lekcje aktorstwa, które doprowadziły go do występu w reklamie.
Zwerbowany na przesłuchanie przez barmankę w Rum Runner stawił się punktualnie, jednak po pierwszym przesłuchaniu ,,jurorzy" :) nie byli pod wrażeniem tego, co usłyszeli.
,,On brzmi okropnie" - powiedział wtedy Nick Rhodes - ,,Jak ministrant".
Prawdą jest, że Simon Le Bon rzeczywiście był ministrantem w lokalnym kościele parafialnym.
Mówi, że jednym z głównych czynników przyczyniających się do jego zainteresowania muzyką i pragnienie sukcesu było zdobycie szacunku od swojego ojca. Simon jest też największym filozofem w zespole. Zawsze zachęca ludzi do wiary w swoje możliwości. ,,Apatia to najbardziej destrukcyjna rzecz, jaka może spotkać człowieka. Pozytywna postawa jest o wiele bardziej korzystna".
Jego pozytywne myślenie, które znalazło swoje odbicie w tekstach piosenek Duran Duran  niektórzy uważali za wręcz dziecinne, lecz Simon zawsze odpowiadał: ,, Dlaczego miałbym pisać piosenki, które są trudne do zrozumienia"?