sobota, 30 sierpnia 2008

Talk Talk


Nie ma muzyki oryginalnej. Każdy ulega wpływom. Szansa bycia oryginalnym polega na korzystaniu z bardzo wielu różnych żródeł. Gdybym miał powiedzieć, co mnie najbardziej inspiruje, wskazałbym przede wszystkim na jazz przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz blues początku lat pięćdziesiątych. Dlaczego? Jest tam luz, jest dusza, a poza tym o coś w tej muzyce chodzi - nie jest to granie dla samego grania.
Mark Hollis.

Zaczynali jako grupa new romantic, grając synthpop jak wiele innych zespołów w tamtych latach. Z każdą ich następną płytą zauważało się zawsze jakiś krok do przodu, widoczna była nieustanna chęć uszlachetnienia swojej muzyki.
Byli często niedoceniani w Wielkiej Brytanii, mówiono, że to taki Ultravox dla ubogich i kalka Duran Duran. Słowa jak najbardziej krzywdzące, bowiem grupie Talk Talk udało się wykreować swój styl, ze sporą zasługą głosu wokalisty Marka Hollisa.

Mark Hollis, uczeń uniwersytetu Sussex, w roku 1977 zdecydował się powrócić do Londynu i zajął się pisaniem piosenek. Sporą zachętą i inspiracją dla Marka był jego starszy brat - Ed Hollis, menedżer oraz producent nagrań grupy Eddie and the Hot Rods. Wtedy też narodziła się pierwsza formacja Marka nazwana The Reaction. Nagranie zatytułowane Talk Talk Talk Talk zostało wydane w 1977 roku na składance ,,Streets" (Beggars Banquet) i jest to właśnie pierwsza, rockowa jeszcze wersja popularnego nagrania ,,Talk Talk".

Po rozwiązaniu The Reaction w 1979 i ostygnięciu fali punk rocka, Hollis miał sporo czasu, aby skoncentrować się na pisaniu bardziej zaawansowanych materiałów.
W roku 1981 udało się zarejestrować nowe nagrania demo. Ed Hollis dokonał rekrutacji na sesję nagraniową i tak wspólnie z Markiem zagrali perkusista Lee Harris, basista Paul Webb oraz Simon Brenner na instrumentach klawiszowych.

W pażdzierniku prezenter BBC David Jensen zaoferował grupie występ w jego Radio One Show.
Nagranie ,,Talk Talk" z tej sesji pojawiło się póżniej w limitowanej edycji na dwunastocalowym winylu. Miesiąc póżniej, po sesji BBC grupa podpisała umowę z EMI, która pierwszy album grupy ,,The Party`s Over" wydała w lipcu 1982 roku. Album w zestawieniu płyt uplasował się w Anglii na miejscu 21. Talk Talk próbowali także szczęścia za oceanem, ale szeroko zakrojone amerykańskie tournee wspierane Elvisem Costello przyniosło skromne rezultaty.
Po wydaniu pierwszej płyty, Mark Hollis chyba miał dość ciągłego porównywania do Duran Duran i traktowania zespołu jako drugoligowego pupila EMI. Postanowił porzucić syntezatory jako fundament, w wyniku czego rola Simona Brennera nie była już w grupie niezbędna.

Gdy w marcu 1983 roku ukazał się singel ,,My Foolish Friend", stało się jasne, że grupa pragnie się zmienić i zaprezentować coś więcej, niż lekkie piosenki noworomantyczne. Do produkcji drugiego albumu zwerbowano Tima Friese-Greene, który dokonał przełomu w grupie. Człowiek ten znany jako współpracownik z zespołem Blue Zoo, zastąpił Brennera przy klawiszach, jednocześnie nie nadając im roli pierwszoplanowej. Oficjalnie zadecydował, że będzie poza grupą, nie jako czwarty muzyk Talk Talk, a jedynie jako producent.

Nagranie It`s My Life ukazało się w styczniu 1984 roku i osiągnęło marne, 46 miejsce. Cały album, wydany pod takim samym tytułem, co nagranie pilotujące zawiera utwory stanowiące krok do przodu. Such A Shame oraz It`s You prezentowały coś więcej, niż klimaty, znane z debiutanckiej płyty. It`s My Life o wiele lepiej radziła sobie w Europie, niż w samej Anglii, czego dowodem były koncerty, między innymi holenderski show Veronica Rock Nights, który tu prezentuję do posłuchania.

"Life's What You Make It" ukazał się w styczniu 1986 roku i promował trzeci album grupy, który można było posłuchać miesiąc póżniej. Colour Of Spring wielu słuchaczy i krytyków rzucił na kolana, grupę chwalono za bogate aranżacje i emocjonalną głębię. Na bok poszły syntezatory, zastępując je organami Hammonda i fortepianem klasycznym. Płyta ta do dziś jest uważana przez wielu za najlepszą w dyskografii Talk Talk.
Chociaż album ten przyniósł grupie największy przełom, Hollis jak zawsze, nie spieszył się z wydawaniem następnych nagrań. Przeniósł się do wiejskich obszarów w Suffolk i minęło aż dwa i pół roku, gdy wydał z zespołem następny krążek.

,,The Spirit of Eden jest logicznym krokiem, jest radykalnym odejściem od Talk Talk. Płyta może okazać się kontrowersyjna" - Andrew Smith (dziennikarz).

Spirit Of Eden na pewno jest daleki od komercyjności. Sześć utworów, które za pierwszym podejściem nie są proste w odbiorze. To nagrania zawierające w sobie sporo improwizacji, pulsujące uroczystą atmosferą i wymagające na słuchaczach maksymalnego skupienia.
Wielu ludzi mówiło wtedy, że Talk Talk popełnił niejako samobójstwo handlowe tą płytą i już widziano Hollisa i resztę zespołu leżących w wspólnym grobowcu.

We wrześniu 1991 wydano album Laughing Stock. Często można się spotkać z mniej doświadczonymi słuchaczami, którzy nawet nie mają pojęcia, że Talk Talk wydało taki album (!)
Ponownie, jak na Spirit Of Eden, album zawiera sześć rozbudowanych kompozycji i przedstawia klimaty, które Hollis uwielbia. Twierdzi, że albumu tego najlepiej posłuchać z zamkniętymi oczami.
Do dziś jest dumny z tej płyty. Tak naprawdę, jest to jeden długi utwór podzielony na sześć części, ukazujące różne nastroje. Jest znakomitym środkiem do duchowego oświecenia i wzbogacenia duszy.

Po Laughing Stock Talk Talk rozwiązano. Paul Webb oraz Lee Harris utworzyli O.Rang, Tim Friese-Greene rozpoczął nagrywanie pod nazwą Heligoland, a Mark Hollis wydał album solowy.

Po Talk Talk pozostały nagrania, poza oficjalnymi albumami studyjnymi, także trochę bootlegów.
Dotarcie do nich nie zawsze jest sprawą łatwą. Poproszono mnie o re-upload koncertu w Holandii, co też czynię. Dodatkowo koncert zarejestrowany we Francji, oraz jakieś tam ,,nibyrarytasy", włączając w to nagrania grupy The Reaction. The Party`s Over.

Live In Holland 1984
Such A Shame
My Foolish Friend
Have You Heard The News
The Party`s Over
Dum Dum Girl
Tomorrow Started
It`s My Life
Talk Talk
Call In The Night Boy
Hate
Mirror Man
Does Caroline Know
Renee

http://www.rapidspread.com/file.jsp?id=afdwisawp5

http://www.rapidspread.com/file.jsp?id=crndjwtcdv

Live In Paris (France) 1984
Talk Talk
Radio Jockey 1
Today
My Foolish Friend
Does Caroline Know
Radio Jockey 2
Dum Dum Girl
Radio Jockey 3
Such A Shame
Radio Jockey 4
It`s My Life

http://www.rapidspread.com/file.jsp?id=rhn0xlqpue

Rare Talk Talk and The Reaction
Candy - demo
Mirror Man - demo
Talk Talk - demo
Question
Again A Game... Again
It`s So Serious - BBC Session 1981
Talk Talk - BBC Session 1981
Call In The Night Boy - piano
For What It`s Worth
It`s Getting Late In The Evening
My Foolish Friend - 7"
My Foolish Friend - live
Pictures Of Bernadette
Strike Up The Band
The Reaction - I Am A Case - 1978
The Reaction - Talk Talk Talk Talk - 1978
The Reaction - I Can`t Resist
Why Is It So Hard
Without You

http://www.rapidspread.com/file.jsp?id=emmyjhiww8

Strasse - Transylvanian Flower

Minęły dwadzieścia cztery lata, gdy grupa Strasse postanowiła się przypomnieć nowymi nagraniami.Co skłoniło artystów, którzy mimo słabych notowań na początku lat osiemdziesiątych, zaryzykowali, aby spróbować raz jeszcze przygody z muzyką? Brak kasy, znudzenie malarstwem, a może wzięło ich nagle natchnienie i faktycznie mają jakiś ciekawy materiał do zaprezentowania?

Od lat osiemdziesiątych zmienił się trochę skład grupy i tak Strasse na nowym albumie to: Russ Ryden (Ruzz), Max Abbey, Ken Sandin oraz Charles Storm. Panowie odstawili farby oraz pędzle (szczególnie Russ Ryden) i zamienili je na instrumenty grające.
Zespół, mający swoje korzenie w Göteborgu, ponownie na scenie pojawił się w roku 2001, jednak na całkiem nowy album trzeba było poczekać jeszcze cztery lata.

W roku 2005 wydana została płyta pod gotycko brzmiącym tytułem ,,Transylvanian Flower".
Nie jest to jednak album w tym gatunku. Sporo za to nawiązań do Davida Bowie, Briana Eno, Roxy Music, a także do płyty ,,Idiot" Iggy Pop`a.
Na albumie znajduje się osiem utworów. Za pierwszym przesłuchaniem narzuca się brak spójności i kierunku, w jakim zespół chciałby pójść. Ciężko także mówić tutaj o własnym, niepowtarzalnym stylu grupy, bo to już wszystko słyszałem na płytach innych wykonawców.

Rozpoczynający krążek One Of The Aliens nie wyróżnia się brzmieniem od innych kapel ,,britpopowych", wliczając w to Suede i trochę smętna to rozgrzewka, za to Dying For The Wild Life znakomicie rozkręca słuchacza swoim żywym tempem. Natrętne skojarzenia z wokalem Davida Bowie są tu zauważalne nawet dla laika i tak już jest do końca albumu.
Więcej elektronicznych brzmień usłyszymy w Belle Gravia, ale jedynie na dwie minuty. Podążający za nim Blue Town to znowu ,,rasowy" Bowie i taki sam brytyjski pop.

Trochę oddechu przynosi fantastyczny The Stranger In Your Eyes, orkiestrowo brzmiące nagranie, choć... i tu znowu się muszę ,,czepiać". Coś takiego słyszałem już w nagraniu Sheryl Crow ,,Tomorrow Never Dies".
Dalej jest jeszcze dziwniej. Strasse zaczyna się zachowywać niczym Pet Shop Boys. Neon Street to dance`owa muzyka przypominająca hity lat osiemdziesiątych, skutecznie rozbijająca nagrania z początku albumu.
Natomiast tytułowe nagranie - Transylvanian Flower, które trwa z osiem minut, jest czymś, czego należy wysłuchać. Dla mnie jest to najlepsze nagranie na płycie i dziwię się, że cały krążek nie został utrzymany właśnie w takim hipnotycznym tonie.
Interesujące, że płyta zebrała w roku 2005 pochlebne recenzje, często mówiono nawet o znokautowaniu konkurencji... Osobiście nie wyróżniałbym tej płyty jako megarewelacyjnej. Chociaż dla tego ostatniego, tytułowego nagrania, warto ją było wysłuchać.

One Of The Aliens (3:50)
Dying For The Wild Life (4:18)
Belle Gravia (2:58)
Blue Town (3:29)
The Stranger In Your Eyes (5:13)
Neon Street (3:40)
What Can You Do (3:31)
Transylvanian Flower (8:20)

środa, 27 sierpnia 2008

Strasse - Följa John (1981)

With Midge Ure and Magnus Uggla as some of the producers.

Tym razem coś ze Szwecji. Na trop nakierował mnie Herr X, proszący o jakiekolwiek nagrania zespołu Strasse. Szczerze Wam powiem, że do tej pory nie wiedziałem o istnieniu grupy, a nawet, że Midge Ure z Ultravox maczał w tym swoje palce. Oczywiście informacji w naszym języku w necie jak na lekarstwo - szczególnie, jeżeli mowa o trzecioligowych zespolikach new-wave, a do takich trzeba jednak Strasse zaliczyć.
Trochę informacji jest na stronach zagranicznych, zebrałem co nieco do kupy i oto, co wyszło...

Grupa narodziła się w Szwecji w roku 1978. Pod wpływem książek i muzyki takich ludzi (pisarzy, muzyków i zespołów) jak Brecht, Weil, Fassbinder, Eno, Roxy Music,Camus, oraz Hendrix, zespół Strasse rozpoczął tworzenie własnej muzyki.
Po zagraniu pięciu koncertów, podpisali kontrakt z wytwórnią Sonet, która w 1980 roku wydała pierwszy singel Strasse, zatytułowany "Den Hotfulla Kärleken".
Nagraniami i samym zespołem zainteresował się Midge Ure z Ultravox, który podjął się produkcji ich drugiego singla. Nagranie nazywało się ,,Crash Slowly"( Langsam Krasch) i mocno kojarzy się z nagraniami Ultravox. Najśmieszniejsze jest to, że szwedzkie media oceniły to nagranie niezbyt pochlebnie, zdarzyły się nawet określenia, że ,,to nie jest punk, to coś znacznie gorszego ".

Midge Ure, który miał mocno napięty harmonogram pracy, powrócił do Ultravox, a Strasse wydało w końcu swój pierwszy longplay ,,"Följa John".
Od tej pory było więcej koncertów, występów radiowych i telewizyjnych.
Grupa na krótko wyjechała także do Nowego Jorku. Spotkali tam Andy Warhola, który, jak mówią członkowie Strasse, ,,on i Velvet Underground mieli znaczący wpływ na grupę".
Perkusista zespołu, Kaj Zack, powiedział, że zespół chciał, aby Andy stworzył im nagranie wideo.
Strasse pojawiło się w magazynie Warhola, był także wywiad i występ w Warhols N.Y . Cable.Niestety, wideo nigdy nie nagrano.

Zespół powrócił do Londynu, aby nagrać trzeci singel z Midge`m Ure i Johnem Hudsonem (Hudson udzielał się przy nagraniach płyt Gary Glitter`a). Piosenka" A Stairway To You" została wydana przez RCA w roku 1982.
Podobnie, jak dwa poprzednie nagrania, także i to nie zostało zauważone przez słuchaczy. Próżno szukać nazwy zespołu w starych notowaniach brytyjskich list przebojów. Chyba nie ma co się dziwić, gdy spojrzymy, co się ,,wyrabiało" w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych w UK.
Poza tym nagraniom Strasse zarzucano, że są anty-komercyjne i brzmią trochę undergroundowo. Firma RCA, podłamana faktem, że chyba jednak nici będą ze sprzedaży singli, wydała jeszcze w roku 1984 płytkę Strasse o tytule ,,Hunger Hunger", spodziewając się, że może ona coś zmieni. Nie zmieniła nic, a złośliwi powiedzieli, że tytuł singla ,,Hunger Hunger" powiedział właściwie wszystko o RCA.

Grupa Strasse załamała się i nie widząc już przed sobą perspektyw, postanowiła dać sobie spokój z muzyką. Zack powrócił do malarstwa, Ryden także zajął się sztuką plastyczną, pracując od czasu do czasu nad projektami solowymi. Gitarzysta Max Abbey (niektóre żródła podają nazwisko jako Max Abby) został zaproszony do Ultravox, by wspomagać zespół w europejskich tournee 1986-87.

Zespół powrócił w 2005 roku z nowymi nagraniami, ale o tym napiszę w następnym poście. Pliki (mp3!) zakupiłem w sklepie internetowym, jednak słyszę, że zostało to zgrane z vinyla. Prawie na sto procent album ten do dziś nie został wydany na kompakcie. Firma RCA na pewno ma już dość kombinowania.

Grupa Strasse nagrała Följa John w składzie: Yonas Yaya (gitara basowa i akustyczna), Kaj Zack (perkusja, wokal), Max Abby (Abbey) (gitara), Joakim Nivre (instrumenty klawiszowe), oraz Ruzz (wokalista). Głos żeński jaki usłyszymy w paru nagraniach, należy do Elisabeth Andreasson.

1. Följa John
2. Främmande land
3. Lĺngsam krash
4. Metropol
5. Cleo "Chikan"
6. Kamouflage
7. Tusentals ĺr
8. Slĺ hĺrdare
9. Den hotfulla kärleken
10. Strassenräuber

http://www.sendspace.pl/file/w3yrKu3q

Z ostatniej chwili: info dla osoby z nickiem Tymon: linki do The Twins, które podrzucił Pavelse, są w komentarzach tego posta: http://urlcut.com/1qgkc
Należy ,,zjechać" na sam dół strony.

ROb.

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

RObert POland said... vol.28

Sopot Festival 2008:
Samantha Fox,
Sabrina, Sandra, Kim Wilde,
Limahl & Kajagoogoo, Shakin’ Stevens,
Thomas Anders (Modern Talking).


24 sierpnia 2008
Opera Leśna, Sopot, Poland

Nie wiem jak Wy, ale ja na tegoroczny festiwal czekałem z niecierpliwością. W latach 60tych, 70tych i 80tych dla ludzi żyjących w Polsce przydepniętej komunistycznym butem, ,,Sopot Festival" był oknem na świat i oderwaniem się od szarej rzeczywistości. Na zaproszone gwiazdy czekało się z ,,ciarkami na plecach" i przyspieszonym biciem serca. Przed ekranami TV czuwało wiele osób z podpiętymi ,,szpulowcami" lub ,,kaseciakami" do telewizora, w celu zarejestrowania nagrań (lata 80`).
Niezapomniane występy The Twins, Secret Service,Classix Nouveaux, Bad Boys Blue, a nawet Savage - mimo,że to muzyka lekka, bo takie było i jest założenie festiwalu sopockiego - wykonawcy potrafili robić show z klasą.

Niestety, w latach póżniejszych organizatorzy zaczęli pozwalać na playback, lub chociażby półplayback (wokal na żywo, a podkład muzyczny z taśmy).
W czasach obecnych rzeczą normalną jest ,,jazda z playbackiem". Oknem na świat stał się internet, a i inwazja - co by tu nie mówić, wyblakłych gwiazd, nie wywiera już obecnie totalnych emocji i dreszczy. Jak wspomniałem, na występy ,,dinozaurów" czekałem z niecierpliwością i ... w głębi duszy z ironicznym nastawieniem.
Ogromnie byłem ciekaw, jaki znowu numer wywinie Sabrina. Czy znów mnie zniszczy występem ,,na żywo"? Czy zespół, z którym wiązałem duże nadzieje - Kajagoogoo, zagra bez korzystania z playbacku? Czy misternie budowany przez organizatorów domek z kart nie rozsypie się w przeciągu jednej chwili? Czy marchewkę kupiłeś, pytam się? Mógłbym jeszcze tak długo robić ,,czyczyczy", ale nadeszła godzina 20:00 i show się rozpoczęło.

Jako pierwszy wystąpił: Shakin`Stevens.
(Wielka Brytania).

Gościliśmy go już w roku 1985. Jako jeden z niewielu wskrzesił w latach osiemdziesiątych starego, dobrego rockandrolla, a także był natchnieniem dla Ireneusza Dudka :) Shakin`Dudi też był gwiazdą lat osiemdziesiątych, tu go zabrakło.
Shaky zaśpiewał cholernie poprawnie i sprawił pozytywne wrażenie. Publiczność nadal entuzjastycznie przyjęła piosenki Cry Just A Little Bit, oraz This Ole House, zabrakło tutaj Breaking Up My Heart, Teardrops... Szkoda, bo widać było co po niektórych artystach, że daliby radę wycisnąć z siebie dużo więcej. Na nieszczęście, limity ,,wyżyłowane" przez organizatorów, nakazywały zakończyć występ max na czwartej piosence (czyli tak jak przewidywałem).

Dyskotekowa Maria Magdalena: Sandra.
(Niemcy).

Muszę Wam powiedzieć, że jest mi smutno. Sandra ,,zaśpiewała" niestety z playbacku. A może i dobrze, ponieważ głos już nie ten, co w latach osiemdziesiątych, a już o tym głosie z czasów Arabesque to w ogóle możemy zapomnieć... Moim zdaniem wypadła słabo i zginęła w potoku następnych wykonawców. Sandra ,,zaśpiewała" (przepraszam, ale znów muszę to brać w cudzysłów) trzy utwory: Maria Magdalena, In The Heat Of The Night, oraz Hiroshima.
Wykonawczyni, której plakaty zdobiły w latach 80tych większą część mojej ściany, zrobiła na mnie lekko dołujące wrażenie. I nie chodzi mi tu o wygląd, bo tego tu nie oceniam, a właśnie wokal.
A tego wokalu, ,,żywego" tu zabrakło.

Walka na biusty : Samantha Fox VS Sabrina.

Sabrina.
(Włochy).

Do dziś pamiętam koszmarny występ tej pani z 1988 roku. Okazało się, że wokal, który znamy z płyt, nie brzmi tak wspaniale w zaprezentowaniu na żywo.
Jedyny atut, czyli falujące piersi może i zadowoliły operatora kamery, ale co z tego, jak fonia była do kitu, a w dodatku telewizory posiadały wtedy w większości jeden głośnik - czyli było mono.
Dżwięk w Operze Leśnej brzmiał na pewno o niebo lepiej, niż to, co wydobywało się z marnego głośniczka TV, więc riposty, że było inaczej, przyjmuję JEDYNIE od takich osób, które były wtedy na festiwalu i najdokładniej odbierały w 1988 wokalizę seksownej Włoszki.

Sabrina na bosaka
Nie wiem, co się stało przez te lata, może to zasługa nowoczesnego nagłośnienia, a może dlatego, że obecnie mamy wypasione telewizory z Dolby Surround, ale tym razem wokalnej ,,kaszany" nie było.
W pewnym momencie Sabrina, bojąc się wyrżnąć na posadzce, najzwyczajniej w świecie... ściągnęła buty. Telewizja zaprezentowała nam jeden utwór -Boys, ucinając następnie niczym nożem koniec i wtryniając nam garść reklam. Czy zaśpiewała coś jeszcze, i ściągnęla coś więcej niż obuwie, wiedzą to tylko osoby będące na festiwalu w Sopocie.

Samantha Fox
(Wielka Brytania).

I tu pierwszy zonk. Kto spodziewał się rozpoczęcia show od utworu Touch Me, ręka do góry.
Lisica zaczęła od I Surrender i zaprezentowała wokal na żywo.
Zauważyłem, że Sammy nadal lubi prezentować się z profilu, niż stać twarzą w twarz z publiką. Oczywiście wzbudzało to zachwyt męskiej części publiczności. Jeżeli chodzi o porównania z Sandrą lub Sabriną, to tu zauważa się, jak spora przepaść dzieli wykonawców brytyjskich od niemieckich albo włoskich. Do wokalu Samanthy nie można się nijak przyczepić (mimo, że głos przeciętny, ale brzmiał na żywo i wiernie, jaki znamy z nagrań studyjnych).
Ostatecznie wywarła wrażenie pozytywne, także dobrze wypadło tło - Sammy wystąpiła ze swoimi dziewczynami z Londynu, które stworzyły interesujący show.

Znowu razem : Kajagoogoo i Limahl.
(Wielka Brytania).

To jest Limahl...
Gdyby ktoś w 1984 roku powiedział, że grupa będzie istniała w 2008 i to razem z Limahlem, ryknąłbym mu w twarz bezczelnym i gromkim śmiechem, jednocześnie podając mu adres do dobrego specjalisty od przypadków trudnych do wyleczenia. Gdybym w dodatku usłyszał, że w takim składzie przyjadą do Polski na koncert, bezzwłocznie udałbym się do pobliskiego lasu w celu zebrania gałęzi i zrobienia z nich stosu, by spalić heretyka miotającego blużniercze wypowiedzi.
Ups, jednak miałby rację... jak śpiewał Czesław Niemen, tak i w tym sensie ,,dziwny jest ten świat" i do końca niczego nie można być pewnym.

...a to jest Kajagoogoo 2008. Od lewej Beggs, Limahl, Neale, Strode i Askew.

Wysłuchaliśmy tylko trzy nagrania -Too Shy, Interview Rooms, oraz Never Ending Story.
Limahl w latach osiemdziesiątych potrafił prowadzić ,,konwersacje" z publicznością, jak się okazuje, nic się nie zmieniło. Sprawdzanie, czy nasza publiczność zna na przykład ,,Brown Girl In The Ring" grupy Boney M. wypadło dla nas pomyślnie, co zostało ocenione przez Limahla pokazaniem kciuka w górę.
Pozostaje jak zawsze niedosyt - brak piosenek, które zaśpiewałby Beggs (wolał podrywać pannice z gitarami a`la ,,Addicted To Love"), za to usłyszeliśmy Limahla solo i dwa nagrania z debiutanckiej płyty.

Ogrodniczka na estradzie: Kim Wilde.
(Wielka Brytania).

Kim Wilde i Nick Beggs z Kajagoogoo na basie (tym razem bez kapelusza).

Kids In America, You Came, You Keep Me Hanging` On - te trzy utwory zaprezentowała Kim Wilde w uwspółcześnionych aranżacjach. Moim zdaniem, dobrze wypadł Kids In America na ,,rockową nutę". Nie wiem, czy zauważyliście, ale na gitarze basowej zagrał stary znajomy Kim Wilde - Nick Beggs z Kajagoogoo. Nie było niestety utworu Cambodia, utwór, który wykonała w Sopocie w 1988 roku i nie było tańcujących panów zaproszonych na scenę z publiczności.
Szkoda, bo podobno historia lubi się powtarzać.

Grigorij! Niee, to: Thomas Anders (Modern Talking).
(Niemcy).

Kiedyś połowa duetu Modern Talking, tym razem bez Dietera Bohlena i bez potężnego naszyjnika z napisem NORA. Anyway: jest taki żart, że to właśnie od Andersa rapperzy podchwycili pomysł z obwieszaniem się metalami ciężkimi, łańcuchami i innym paskudztwem.

Thomas Anders wystąpił na zakończenie imprezy, przedstawiając kolejno Geronimo`s Cadillac, Brother Louie, Cheri Cheri Lady i na bis You`re My Heart You`re My Soul - w swingująco - jazzowo - dyskotekowej wersji, która nawet mogłaby się spodobać zagorzałym przeciwnikom duetu.
Cztery powyższe utwory firmowane są jako Modern Talking. Nie usłyszeliśmy więc solowych piosenek Thomasa, które być może okazałyby się za... hm... zbyt ambitne (?) dla publiczności.
Aha, nagrania wykonano w wersjach ,,uwspółcześnionych" - na pewno zdania w takim przypadku są podzielone, jedni lubią, inni są przeciw.... Bądż co bądż, była to impreza przypominająca lata osiemdziesiąte, więc chyba nic by się nie stało, by przedstawiać utwory w takim kształcie, w jakim pamiętają w większości osoby przychodzące na ten festiwal. Niemożliwe? Shakin` Stevens udowodnił, że jednak można zaśpiewać ,,oldschollowo" i wyjść z twarzą.

,,Podsumowywewowywowując"

Jako całość festiwal mi się podobał. Nie zawiodła (jak zawsze zresztą) publiczność zgromadzona w Sopocie. Gwożdziem programu był Szymon Majewski przez którego parę razy ,,zarzuciłem" śmiechem, było luzacko i kolorowo. Nie oszukujmy się, Festiwal Sopot to duże przedsięwzięcie, w które sponsorzy włożyli dość grube pieniądze. Pozostaje ,,cieszyć michę", nam - zwolennikom lat 80tych, że jednak znalazł się ktoś, kto pomyślał o takiej imprezie i zaprosił tych muzyków do naszego kraju. Nie zawiodłem się na Kajagoogoo, ani na Samancie ,,Lisicy". Kim Wilde wypadła dobrze, podobnie Thomas i Shaky, Sabrina tak sobie, a moja ukochana kiedyś Sandra słabo.
Pozostaje mieć nadzieję, że może zobaczymy co niektórych na jakichś większych koncertach.
Nie miałbym nic przeciwko na przykład prawie dwugodzinnemu show KajaGooGoo w Polsce.

ROb.

PS. Przepraszam za nie najlepszej jakości fotki z Sopotu.

sobota, 23 sierpnia 2008

Limahl & Kajagoogoo - Hammersmith Odeon 1983

Już za chwileczkę, już za momencik... z ogromnym zaciekawieniem wyczekuję niedzielnego występu tej grupy w Sopocie. Do minusów festiwalowej imprezy zaliczam to, że artyści chyba wykonają maksymalnie po trzy, cztery utwory i zejdą ze sceny... Jak to będzie wyglądało - zobaczymy już niedługo, nie omieszkam także opisać swoich wrażeń z festiwalu sopockiego, więc lepiej się tam postarajcie...
Korzystając z tego, że Limahl, Nick Beggs, Jez Strode, Steve Askew oraz Stu Neale postanowili wystąpić w naszym kraju, udostępniłem na łamach swojego bloga dwa koncerty. Pierwszy - Thanks Japan - stali czytelnicy już znają (link został na życzenie wznowiony).
O ile w przypadku koncertu z Japonii usłyszymy grupę już bez Limahla, nagrania z sali Hammersmith Odeon zawierają występ jeszcze z tym wokalistą.
O Limahlu oraz o KajaGooGoo na moim blogu było już sporo napisane, krótko więc dodam, że live pochodzi z 31 maja roku 1983 i grupa promowała swój pierwszy album ,,White Feathers".
Niepowtarzalna atmosfera londyńskiego Hammersmith, piski rozhisteryzowanych fanek i muzyka - chociaż to pop, ale za to z prawdziwymi muzykami i instrumentami - nie mający nic wspólnego z boysbandami, które powstawały w latach 90tych. No, może poza wyglądem.

A teraz druga i ostatnia część wywiadu ze Steve Askew`em z roku 1984, który przeprowadził pan Wojciech Soporek. Wywiad opublikował miesięcznik Non Stop.

Moim faworytem jest Al Di Meola (Steve Askew - wywiad z 1984 roku)
Część druga i ostatnia.

-Rock to przede wszystkim gitarzyści. Czy mógłbyś wymienić Twoich mistrzów gitary?
-Kiedy zaczynałem grać, wielki wpływ na mnie wywierał Jimmy Page. Miałem wtedy trzynaście, czternaście lat. Teraz wiele się zmieniło. Moim faworytem jest Al Di Meola. Lubię też słuchać Billa Nelsona, Danny McIntosha, Marka Knopflera. Jest zresztą wielu gitarzystów rockowych, których gra mi w tej chwili odpowiada. Lubię przede wszystkim inteligentnych gitarzystów - mówię to naturalnie w kontekście muzycznym. Dlatego też do wymienionej grupy dodałbym jeszcze Franka Zappę.

-Co myślisz na temat eksplozji elektroniki w muzyce? Czy nie obawiasz się, że inżynier może niedługo zastąpić muzyka?
-To dobrze, że technika idzie tak gwałtownie do przodu. Dzisiaj wszyscy mają walkmany i bardzo dobrze. Nie mam również nic przeciwko syntezatorom i komputerom muzycznym. Nie jestem jednak zwolennikiem muzyki klinicznej, muzyki robotopodobnej, która mimo iż doskonale nadaje się do tańca, nie ma duszy. Tego rodzaju muzyka jest fabrykowana, a nie komponowana. Bardzo lubię natomiast Herbie Hancocka i sposób w jaki połączył elektronikę z jazzem, funkiem, disco i do pewnego stopnia z rockiem. W jego wypadku na pewno nie ma mowy o dehumanizacji muzyki i o to, myślę, chodzi.

-Przez cały czas naszej rozmowy przewijają się dwa hasła: jazz i hard rock. O jazzie było sporo. Pora więc na hard rock. Chciałbym dowiedzieć się, jak patrzysz na tę muzykę dzisiaj.
-W tej chwili hard rock nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Mówię to oczywiście w kontekście własnej muzyki.

-A jak określasz kondycję hard rocka jeśli chodzi o cały brytyjski rynek muzyczny?
-Hard rock niewiele dziś znaczy. Gra się bowiem to samo, co niemal przed dwudziestu laty. Wspomniałem o Led Zeppelin. Dzisiejsze zespoły hard rockowe są niezbyt udolną namiastką tamtej grupy. Stanowią kiepską kontynuację tego, co dawno zostało zrobione. Wystarczy posłuchać tekstów śpiewanych przez dzisiejszych hard rockowców. To jest straszne. Być może dla dzieciaków, dla których Led Zeppelin to prehistoria, współczesny hard rock ma jakieś znaczenie. Ja twierdzę, że w porównaniu z innymi gatunkami muzyki, hard rock w Wielkiej Brytanii jest martwy. Alexis Korner i John Mayall stworzyli kiedyś tę muzykę poprzez ludzi, których skierowali na szerokie wody. Chyba nie muszę mówić na czyją stronę wypada konfrontacja Cream, Led Zeppelin, no i oczywiście Jimi Hendrixa z dzisiejszymi przedstawicielami hard rocka.

-Jedne gatunki rocka idą do lamusa. Na ich miejsce pojawiają się inne. Jaka muzyka będzie dominowała w najbliższej przyszłości?
-Rozwój rocka dowodzi, że w przyszłości rozwijać się będą gatunki, które korzeniami tkwić będą w muzyce gospel i bluesie. Oczywiście dojdzie do tego pierwiastek elektroniki. Stałym zmianom będzie ulegało brzmienie, ale rdzeń, jądro muzyki nie zmieni się. Historia tej muzyki jest tego najlepszym dowodem.

rozmawiał: WOJCIECH SOPOREK
NON-STOP listopad 1984 (nr 11 [146] rok XIII)

LIMAHL and KAJAGOOGOO

1983-white feathers tour (live at hammermith odeon, london 31-may-1983)

Intro - Kajagoogoo - Interview rooms (7:02)
This car is fast (4:16)
Monochromatic (4:05)
Hang on now (1) (3:49)
Magician man (5:06)
Take another view (4:04)
Ooh to be ah (4:12)
White feathers (3:28)
Frayo (4:56)
Ergonomics (3:58)
Too shy (4:31)
Lies and promises (3:56)
Hang on now (2) (3:52)

PART 1

PART 2

Kajagoogoo - Thanks Japan

Poproszono mnie o wznowienie linku, a nadarza się ku temu okazja, ponieważ grupa Kajagoogoo ponownie wystąpi lada dzień w naszym kraju.
Po raz pierwszy Nick Beggs, Jez Strode, Steve Askew oraz Stu Neale odwiedzili nas w roku 1984. Trasę rozpoczęli koncertem we Wrocławiu (26.08), następnie ,,zaliczając" Zieloną Górę, Poznań, Bydgoszcz, Gdańsk, Olsztyn, Warszawę, Opole, Katowice oraz Kielce.
Kajagoogoo potraktowało przyjazd do naszego kraju całkowicie profesjonalnie - wtedy dwa kontenery ze sprzętem, Volvo - sypialnia dla ekipy technicznej, oddzielny bus dla ekipy artystycznej i tony sprzętu oświetleniowego - robiły w Polsce wrażenie :)

Miesiąc wcześniej grupa zahaczyła o Japonię - kraj, w którym Kajagoogoo, a także Limahl byli szalenie popularni i przyjmowani niczym gwiazdy z pierwszej ligi.Show odbył się w hali koncertowej Shibuya Kokaido,(Tokio) 13 lipca.
Trzeba przyznać, że Nick Beggs, jako wokalista godnie zastępował Limahla. Nie była to zresztą nowina dla muzyka, wyróżniającego się blondczupryną, bowiem już w 1979 roku śpiewał w założonym przez siebie zespole Art Nouveau.

Po wojażach w Japonii zespół odwiedził nasz kraj. Podczas pobytu w Polsce udało się przeprowadzić wywiad ze Steve Askew`em - z gitarzystą grupy Kajagoogoo rozmawiał Wojciech Soporek, a obszerne fragmenty opublikowało pismo Non Stop.

Moim faworytem jest Al Di Meola (Steve Askew - wywiad z 1984 roku)

Spotkałem go w obszernym hallu hotelu Victoria. Wrócił właśnie z próby w Hali Gwardii. Był ubrany w modny, czarny kombinezon typu ,,overall". Gdyby nie strój i roztrzepana fryzura, po kilku pierwszych zdanaiach i sposobie zachowania się, można byłoby wziąć tego drobnego, niewysokiego młodzieńca za reprezentanta dobrego, angielskiego college`u a nie za gitarzystę modnej kapeli pop-rockowej.
Przez prawie godzinę gawędziliśmy popijając kawę w hotelowym barku. Oto fragmenty tej rozmowy.

-Od kiedy zacząłeś interesować się muzyką?
-To było jeszcze w szkole. W większości szkół angielskich przywiązuje się dużą wagę do nauczania muzyki i ogólnego wychowania muzycznego. Chodzi o umożliwienie uczniom wypowiadania uczuć poprzez muzykę. Zamiast wyładowywać się w uczniowskich bójkach, lepiej robić to przy pomocy muzyki. Muzyka pozwala na nieograniczoną wypowiedż. Jeśli coś ci się nie podoba, jeśli jesteś zbuntowany, napisz piosenkę i zawrzyj w niej wszystkie swoje niepokoje i żale. W tym kierunku skieruj całą energię i wysiłek. Ta idea bardzo mi odpowiadała i dlatego zainteresowałem się muzyką w sensie wykonawczym. Podobnie sprawa się miała z resztą naszego zespołu. Pochodzimy z małego miasteczka, znamy się od bardzo dawna, a więc łatwo było stworzyć dobry klimat wokół naszego muzykowania. Nawet Jez, który pracował jako kierowca, bez trudu dołączył do naszej szkolnej paczki. Zaczęły się próby, a potem były koncerty, które graliśmy przede wszystkim w lokalnych klubikach. Tak to było do czasu nagrania pierwszej płyty.

-Twoje pierwsze doświadczenia muzyczne na pewno były związane ze słuchaniem muzyki. Co to była za muzyka?
-Naturalnie.Najpierw słuchałem takich wykonawców jak T.Rex i Slade. A póżniej przyszła kolej na Led Zeppelin, The Doors i jeszcze wiele innych kapel z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

-Byli to głównie biali muzycy?
-Tak, ponieważ interesowała mnie głównie muzyka hard rockowa, którą zdominowali biali. Murzyńską muzyką zainteresowałem się dużo póżniej. Miałem wówczas za sobą pewne doświadczenie wykonawcze.

-Jak narodziła się idea stworzenia KajaGooGoo?
-Tak jak powiedziałem, duży wpływ na to miała szkoła. Póżniej grywałem z Jezem w różnych zespołach. Wreszcie spotkaliśmy Starta i Nicka. Zagraliśmy jakiś jam i doszliśmy do wniosku, iż razem utworzymy zespół.

-Czy zakładając grupę myśleliście już o ewentualnych sukcesach na listach przebojów, czy też chodziło wam początkowo o granie dla własnej przyjemności.
-Nie wiedzieliśmy, nie mogliśmy wiedzieć, co będzie w przyszłości, lecz w podświadomości zdawaliśmy sobie sprawę, że nasza muzyka, nasze piosenki są inne od tych, które słychać było wokół nas. Myślę, że gdzieś głęboko w nas tkwiło przekonanie, iż mamy szansę stania się znaną grupą. Poza tym uważam, że każdy nowy zespół musi wierzyć w to co robi. To jest najważniejsze. Nadzieja powodzenia musi przywiecać każdemu działaniu muzycznemu. A na marginesie powiem, że mieliśmy dużo szczęścia, że już na naszej pierwszej płycie znalazł się duży przebój. Wiele dobrych grup gra czasem i dziesięć lat zanim uda im się wylansować przebój. Jeśli się dużo pracuje i wkłada się w to całe serce, wcześniej czy póżniej sukces musi przyjść. My mieliśmy szczęście i jako KajaGooGoo zdobyliśmy powodzenie niemal natychmiast.

-Jest wiele trendów we współczesnej muzyce rockowej. Jak zdefiniowałbyś muzykę, którą gra KajaGooGoo?
-KajaGooGoo jest innym zespołem od innych. Tak jak powiedziałeś, brytyjskie listy przebojów są obecnie zdominowane przez najrozmaitsze trendy rocka. Kajagoogoo jest grupą, która nie chce hołdować żadnemu z nich. W związku z tym dużo eksperymentujemy w warstwie brzmieniowej. Utrzymujemy również konsekwencję w komponowaniu muzyki i pisania tekstów. Nie idziemy za modą. Stąd też nasz drugi album jest tak różny od pierwszego, a trzeci będzie jeszcze inny. Piosenki ,,Too Shy" ,,Big Apple" ,,The Lions Mouth" i ,,Turn Your Back On Me" odniosły sukces. A przecież każda z nich była inna. Nie chcemy bowiem trzymać się jednej formuły. Pragniemy rozwijać się jako muzycy, eksperymentować, cały czas robić coś nowego. Tymczasem wiele innych zespołów kurczowo trzyma się jednej i tej samej formuły muzycznej, która dała im sukces. Zespoły te miały przebój i wszystko, co póżniej nagrywały, było utrzymane w konwencji tamtego utworu. Nie wiem, czy im to wychodzi na zdrowie?

-W moim przekonaniu, odejście Limahla wyszło na dobre waszemu zespołowi. Zaczęliście bowiem grać muzykę dużo ciekawszą, bogatszą brzmieniowo i aranżacyjnie. Jaki jest Twój pogląd na ten temat?
-Powodem odejścia Limahla z KajaGooGoo była jego niechęć do ciągłych zmian zachodzących w naszej muzyce. My natomiast, jak już powiedziałem, pragniemy się wciąż rozwijać, pracować nad nowymi pomysłami. Limahl z chwilą osiągnięcia sukcesu chciał go przedłużać muzyką, która przyniosła mu powodzenie. Limahla nie interesuje to, co nowe. Dlatego tu z nami nie przybył. My chcemy zdobywać nowe doświadczenia i po to, między innymi przyjechaliśmy do Polski. Pragnęliśmy spotkać nowych ludzi, zobaczyć, jak żyją. Reminiscencje tego będzie z pewnością można odnależć na naszym trzecim longplay`u. Dużo podróżujemy, bo to nas inspiruje w pracy.

Część druga wywiadu, przeprowadzonego przez Wojciecha Soporka, w poście powyżej (Kajagoogoo - Hammersmith Odeon `83).

Kajagoogoo - Thanks, Japan - live
(Shibuya Kokaido, Tokyo, 13 Jul 1984)

01 - The Big Apple
02 - Monochromatic
03 - On A Plane
04 - Islands
05 - The Power To Forgive
06 - Too Shy
07 - Lies And Promises
08 - Melting The Ice Away
09 - The Lions Mouth
10 - White Feathers
11 - The Loop
12 - Turn Your Back On Me
13 - Ooh To Be Ahh
14 - Part Of Me Is You
15 - Kajagoogoo

http://www.rapidspread.com/file.jsp?id=eqlmbbywki

piątek, 22 sierpnia 2008

Paul King and King

,,Duże przeboje są zazwyczaj tymi, które są dość oryginalne i myślę, że ,,Love and Pride" był naprawdę niepowtarzalny" - Richard Burgess, producent.

Charyzmatyczny Paul Francis Luke King urodził się 20.11.1960 w Galway w Irlandii. Stąd jego rodzina przeniosła się do Coventry (Wielka Brytania), gdzie Paul King dorastał, wraz ze swoją starszą o 9 lat siostrą Lindą.

Od najmłodszych lat Paul odróżniał się od rówieśników poprzez swój ubiór i wygląd (kruczoczarne włosy), przez co zyskał w szkole przezwisko ,,Gypsy".
Pierwszy publiczny występ piosenkarza odbył się w szkole, kiedy wykonał utwór "King of the Swingers" do przedstawienia zatytułowanego ,,Księga dżungli".
Szkołę opuścił w wieku szesnastu lat, w celu przyłączenia się do... Akademii Policyjnej. Niestety, po trzech tygodniach zrezygnował, ponieważ nie było tam miejsca na wyróżniające się osobowości i indywidualności.
Artysta podejmował się pracy fizycznej, był między innymi kierowcą samochodów ciężarowych, portierem, a nawet pracował w butiku odzieżowym oraz w fabryce samochodów Rolls - Royce.
Póżniej zapisał się do Coventry Drama School, aby rozwijać swoją osobowość.

W tym samym czasie, zespół grający muzykę ska, poprosił go, czy nie mógłby zostać ich wiodącym wokalistą. Grupa nazywała się Reluctant Stereotypes i jak przyznali jej członkowie, Paul King został przyjęty bardziej dzięki swojemu ekscentrycznemu wyglądowi, niż dzięki możliwościom wokalnym.
Ich pierwszy występ odbył się na... przyjęciu urodzinowym, ale wkrótce grupa zaczęła koncertować w małych obiektach i salach. Wkrótce, w roku 1980 została wydana płyta Reluctant Stereotypes zatytułowana The Label.
Po rozsypaniu się zespołu piosenkarz Paul King uformował z tych gruzów The Raw Screens, który ostatecznie w roku 1983 przemianowany został na King.

,,Love and Pride" - utwór ten zmienił moje życie i miał znaczący wpływ na to, kim jestem i co mam w dniu dzisiejszym - Paul King.

Ponieważ grupa King pochodziła z Coventry, z którego wcześniej popularność zdobyły zespoły The Specials oraz The Selecter, grające ska, oraz two-tone, zespół postanowił te gatunki włączyć do swojej muzyki.
,,Lubiliśmy reggae, graliśmy więc trochę w rytmie reggae, podobał się funk, zagraliśmy funk, lubiliśmy także rock"...
Gdy w roku 1984 powstał utwór ,,Love and Pride", wszyscy w zespole, włącznie z producentem - Richardem Burgessem wróżyli tej piosence wysokie notowania na listach przebojów.
Stało się jednak inaczej.
Zamiast oczekiwanego szturmu na listy przebojów ,,Love and Pride" w roku 1984 wypadł w notowaniach słabo. Grupa King musiała przełknąć fakt, że nagranie doszło jedynie do miejsca 84 w Wielkiej Brytanii. Jednak, gdy już pod koniec roku zespół wystąpił w jednym z programów telewizyjnych, prezentując tą piosenkę, sytuacja zmieniła się całkowicie. Telewizja zdziałała cuda i nagranie wydano ponownie na singlu w 1985 roku. Tym razem Love and Pride uplasowało się na pozycji drugiej listy przebojów w Wielkiej Brytanii.

Paul King (wokalista King): Nagrywanie Love and Pride było świetną zabawą. Utwór nagrano w Trident Studios - to samo studio, w którym w latach siedemdziesiątych David Bowie zarejestrował większość swoich albumów. Także grupa Queen nagrywała w Trident swoje klasyczne ,,We will rock you". Trident Studios to kawał historii, stąd wyszło sporo klasycznych płyt."

Mike Roberts (klawiszowiec King): W studio stał ten sam fortepian, który został wykorzystany do wielu wczesnych albumów Davida Bowie. Także nagranie ,,Life On Mars?" stworzono dzięki temu instrumentowi. Dżwięk fortepianu w utworze Love and Pride był odegrany na tym samym instrumencie, który słychać w nagraniu ,,Life On Mars?". To było miłe uczucie, wiedząc, kto zagrał na tym fortepianie.
Zanim cokolwiek zaczęliśmy rejestrować, spędziłem dłuższą chwilę bawiąc się tym instrumentem.

Burgess już po wysłuchaniu nagrania demo wróżył i zapowiadał, że Love and Pride będzie ogromnym hitem.
Jak już wiemy, wróżką pan Burgess nie jest, ponieważ w 1984 roku piosenka przeszła prawie niezauważona przez słuchaczy.

,,Bardzo niewiele się wydarzyło, gdy piosenka została wydana po raz pierwszy. - mówi Mike Roberts - nawet nie pamiętam jej notowań. Wiem, że była bardzo nisko na listach, a my wszyscy byliśmy oczywiście głęboko rozczarowani. Myślałem, że może na dniach coś się ruszy, ale nic takiego się wtedy nie stało".

Sytuację zmieniła telewizja, w której grupa King zaprezentowała się dość osobliwie. Dj Gary Davies wspomina: ,,Cały projekt, całe opakowanie, wygląd całego zespołu był dość skandaliczny. Wciąż pamiętam połączenie dużych butów, a były to duże Doc Martens, do tego kolorowe garnitury i rozczochrane fryzury. Wykrzyknąłem: Co to jest do diabła? Chociaż song Love and Pride był naprawdę dobry."

Perry Haines, menedżer zespołu, był zaniepokojony faktem, że wizerunek może wziąć górę nad muzyką. Na pewno występ w telewizji oraz charyzma wokalisty i niecodzienny image pomógł w tym, że grupa King odniosła popularność, a przecież o to w zasadzie chodziło.

Zespół King w składzie: Paul King - wokal, Jim 'Jackel' Lantsbery- gitara, Tony Wall- bas, Mick Roberts- instrumenty klawiszowe, a także Adrian Lillywhite - perkusja, nagrał dwa albumy (Steps In Time 1984 oraz Bitter Sweet 1985).
W roku 1987 Paul King wydaje swój solowy album Joy, a następnie rozpoczyna karierę jako prezenter telewizyjny w muzycznej stacji MTV.
Poproszono mnie o wznowienie linku do ,,Steps In Time". Poza tym reuploadem dorzuciłem trochę miksów oraz - po raz pierwszy na moim blogu - umieściłem solowy album Paula Kinga zatytułowany Joy.

KING - STEPS IN TIME 1984

1 Fish
2 Love & Pride
3 And as for Myself
4 Trouble
5 Won't You Hold My Hand Now
6 Unity Song
7 Cherry
8 Soul on My Boots
9 I Kissed the Spikey Fridge
10 Fish (Reprise)
11 Don't Stop
12 Endlessly
13 Fools
14 Ain't No Doubt
15 Classic Strangers
16 Soul on My Boots (Rub A Dub Mix)
17 Love & Pride (Body & Soul Mix)
18 Love & Pride (Extended)
19 Won't You Hold My Hand Now (Heavy Times Mix)

DOWNLOAD

KING - LOVE AND MIX

Won't You Hold My Hand Now (85 reasons to hold hands mix)
Love and Pride (dub)
Alone Without You (street mix)
Alone Without You (instrumental)
Won't You Hold My Hand Now (dub)

DOWNLOAD


PAUL KING - JOY 1987

I Know
Slow Motion
One Too Many Heartaches
Pass on By
So Brutal
Follow My Heart
When You Smile
It's up to You
Star
Glory's Goal

DOWNLOAD

niedziela, 10 sierpnia 2008

X Mal Deutschland - Portsmouth, Polytechnic, 12.03.1987

Kiedy w roku 1987 grupa X Mal Deutschland wydała długo oczekiwany album ,,Viva", słuchacze przyjęli najnowszy materiał z mieszanymi uczuciami. Niektórzy zarzucali zespołowi, że nagrania są zbyt lekkie i popowe, a takiej muzyki na rynku było wtedy sporo.
Pierwszoplanową rolę w X Mal Deutschland odgrywała wokalistka Anja Huwe. Jej osobowość to połączenie delikatności platynowej Debbie Harry z wampiryzmem Siouxsie. Pomimo tych porównań i docinków w stylu ,,nie powiecie chyba, że kobieta potrafi grać, nawet jeśli jest ich pięć w zespole", pochodzący z Hamburga X Mal Deutschland skutecznie dawał prztyka w nos złośliwym recenzentom, przychodzącym na koncerty grupy.

Anja i reszta zespołu, zanim przeszli do 4AD, nagrywali dla wytwórni Zick Zack, założonej przez Alfreda Hilsberga. Hilsberg to jeden z niemieckich prekursorów ruchu punk, którego dewizą było: ,,Nowe muzyczne projekty czyni się za pomocą pomysłów, a nie pieniędzy".
X Mal Deutschland nie cieszył się w swoim kraju popularnością. Za to w Wielkiej Brytanii, gdzie grupa podpisała kontrakt z 4AD, była jedną z czołowych grup na niezależnych listach przebojów.

Zespół w wydaniu na żywo wypada impulsywnie i fenomenalnie. Doświadczycie tu niezwykle wciągający klimat, utwory zagrane z niemiecką poprawnością i przyciągające swoim magnetyzmem wszystkie ,,mroczne dusze". Dzięki stylowi zapożyczonemu od grupy Siouxsie and the Banshees, Anja i jej band został wpięty na stałe w ramy gotyckiego rocka.

Obecnie Anja Huwe poświęca się malarstwu. Już w czasie działalności X Mal Deutschland wokalistka studiowała sztukę, trzy lata temu w Nowym Jorku odbyła się nawet wystawa jej obrazów.

Portsmouth, Polytechnic, 12.03.1987

Intro
Polarlicht
Manchmal
Ozean
Matador
Eisengrau
Autumn
Niemandsland
Dogma
Boomerang
Morning
Der Wind
Sickle moon
Qual
Augenblick

http://www5.zippyshare.com/v/11722019/file.html

Howard Jones - Live at Palace Theater 1985

Przyjaciele zawsze byli ważni dla Howarda Jonesa. Jednym z nich jest Jed Hoile, znany obecnie w High Wycombe promotor sztuki.
Howard Jones rozpoczynał swoją karierę solową występując w pubach i klubach w High Wycombe. W póżnych latach siedemdziesiątych koło Fleur de Lis, Howard natknął się na mima wykonującego taniec na rogu ulicy. Tak go zafrapowały wygibasy prezentowane przez Jed`a, że nie mógł go przestać oglądać.
,,To było niesamowite i myślałem wtedy: on tu nie powinien być, on powinien występować na scenie". - powiedział Howard Jones w jednym z wywiadów.

Jed Hoile zawsze interesował się pantomimą, tańcem i teatrem. Wspólnie z wokalistą zadecydowali, żeby zrobić sceniczne połączenie muzyki Howarda Jonesa ze spontanicznym tańcem Hoilego.
W czasach popularności Howarda Jonesa mim Hoile stał się nieodzowną atrakcją koncertów na żywo, często występując z wymalowaną twarzą.
Był to początek ciekawych przedstawień, bowiem partnerstwo Jones/Hoile trwało do roku 1987.

Duet ponownie wystąpił razem 20 września 2003 roku. W Shepherds Bush Empire odbył się specjalny koncert zorganizowany przez Howarda Jonesa, zagrany z okazji 20lecia kariery muzyka.

,,Zaprosiłem między innymi Jeda Hoile, ponieważ chciałem na scenie zaprezentować wszystkie etapy i części mojej kariery. To był bardzo ambitny pokaz".
Poza Jed`em Hoile HoJo zaprosił także innych przyjaciół, między innymi Midge Ure`a oraz niemiecką wokalistkę Nenę Kerner z zespołu Nena.

Obecnie Howard Jones nagrywa we własnym studio The Shed i mieszka w Braywick (w pobliżu Maidenhead).
Mieszka z żoną Jan Smith, którą poznał na studiach w Royal Northern College of Music w Manchesterze. Mają trójkę dzieci.


Things Can Only Get Better
Automaton
Pearl In The Shell
Hide And Seek
Like To Get To Know You Well
Look Mama
Dream Into Action
Hunger For The Flesh
Hunt The Self
What Is Love?
No One Is To Blame
Always Asking Questions
New Song
Don't Always Look At The Rain

http://www1.zippyshare.com/v/73032209/file.html


http://www1.zippyshare.com/v/57472512/file.html

wtorek, 5 sierpnia 2008

Ultravox - Live At Boston 1979

Hiroshima Mon Amour, Quiet Men... Niemożliwe, a jednak. Oto nagrania, które znamy w wykonaniu Johna Foxxa - tym razem zaśpiewane przez zmiennika warty w zespole Ultravox - Midge Ure`a.

Rok 1979 to ważna data w historii grupy Ultravox. Po odejściu Robina Simona oraz Johna Foxx, działalność zespołu była zawieszona, a muzycy udzielali się w różnych projektach.
Najaktywniejszym był multiinstrumentalista Billy Currie, który gościnnie został zaproszony do nagrania albumu Gary Numana ,,Pleasure Principle", po czym wyruszył z tym piosenkarzem na tournee.
Drugim romansem Currie był Visage, zespół w którym poza Steve Strange i Rusty Eganem jednym z muzyków był Midge Ure.
Midge Ure oraz Rusty Egan znali się wcześniej z zespołu Rich Kids. Egan zawsze chwalił Midge`a, podkreślając, że jest doskonałym gitarzystą, a poza tym nieżle śpiewa.
Zrobiono parę prób i zaproponowano Midge`owi stanowisko wokalisty w Ultravox.
Jesienią 1979 roku zaczął się kształtować nowy album grupy (Vienna). Wprowadzone zostały stylistyczne zmiany w muzyce, dopasowując do niej wokal Midge`a, różniący się od barwy głosu Johna Foxxa.
Poza tym, jak sam Warren Cann przyznał, Ure ,,był najlepszym gitarzystą, jakiego kiedykolwiek mieliśmy".
Dzięki podniosłej atmosferze w ,,nowym Ultravox", wszyscy w zespole byli niezwykle produktywni. Dość szybko powstały nagrania Astradyne, Sleepwalk, Vienna oraz MR.X.
W grudniu 1979 roku zespół postanowił rozpocząć tournee po Stanach Zjednoczonych. Zanim to nastąpiło,odegrali w Wielkiej Brytanii cztery ,,tajne" koncerty (w listopadzie, zaczynając od Liverpoolu).
Wtedy to Midge Ure zaśpiewał część starych nagrań z repertuaru Ultravox! oraz zaprezentował utwory z nadchodzącej płyty ,,Vienna".
Trasa po Ameryce była wielkim wstępem Ultravox w lata osiemdziesiąte z nowym wokalistą.
,,To było szaleństwo, zrobiliśmy coś około dwadzieścia dziewięć koncertów w trzydzieści dwa dni" - powiedział Warren Cann.
Jeden z koncertów odbył się w Boston dnia 26 grudnia 1979 roku, który dziś prezentuję.

[Ciekawostki+Plotki+Newsy]

Do James`a ,,Midge" Ure w młodzieńczych latach zwracano się jako Jim (pseudonim Midge powstał przez powiedzenie ,,Jim" wstecz). Na pytanie, czy ktoś obecnie go jeszcze tak nazywa, Midge odpowiada : Moja matka!

Billy Currie przyznał w wywiadzie dla Beatmag.net, że posiada zapis całego koncertu Ultravox na Wembley, który się odbył w ramach U-Vox Tour w 1986 roku.

Chris Cross, dawny gitarzysta basowy Ultravox, pracuje obecnie jako psychoterapeuta i doradca.

W 1986 roku na początku sesji nagrywania albumu U-Vox, zwolniono z zespołu perkusistę - Warren`a Cann. Od tej pory grupa występowała jako trio.
Ultravox wystąpił w naszym kraju od 23.10.1986 do 27.10.1986 roku, na koncertach promujących płytę - U-VOX . Poza Midge`m Ure (gitara, wokal), Chris`em Cross (bas) i Billy`m Currie (klawisze, wiolonczela), wystąpili także klawiszowiec Craig Armstrong, perkusista Patrick Sheldon, oraz gitarzysta Mats Cleasson.
Drugim, a czasem nawet pierwszym wokalistą, był niepozorny Colin King (znany z grup Modern Man oraz The Messengers), który śpiewał wszystkie wysokie partie za Midge`a.

Boston, 26 December, 1979.

ASTRADYNE
NEW EUROPEANS
QUIET MEN
SOUND ON SOUND (FACE TO FACE)
ALL STOOD STILL
WESTERN PROMISE
MR.X
SLOW MOTION
HIROSHIMA MON AMOUR
CAN`T STAY LONG
KING`S LEAD HAT

DOWNLOAD

Howard Jones - Last World Dream (Live In Concert 1986)

HoJo - miłośnik instrumentów klawiszowych
Howard Jones, obok Nika Kershaw, to jedna z popularniejszych i barwniejszych postaci w brytyjskiej muzyce pop lat 80tych. Ale jego działalność nie zatrzymała się w tamtym okresie. Artysta tworzy do dziś i dużo koncertuje.
Słuchacze zapamiętali go jako piosenkarza, mającego ,,wulkan" na głowie oraz jako grającego na pięciu syntezatorach jednocześnie (przynajmniej tak się ludziom wydawało na koncertach). Kolorytu imprez dodawał także nieodłączny mim Jed Hoile, udzielający się na scenie, a nawet występujący w video HoJo.
Pierwszy singel Howarda zatytułowany ,,New Song" błyskawicznie wspiął się na miejsce 3 brytyjskiej listy przebojów, a album ,,Human`s Lib" w pierwszym tygodniu sprzedano w ilości 100 000 egzemplarzy.
Był to spektakularny start do kariery. Piosenkarz sprzedał dotychczas prawie dziewięć milionów płyt, oraz zagrał wiele koncertów w każdym zakątku świata.

Howard Jones przyznaje, że największy wpływ na to, że został klawiszowcem, był Keith Emerson z zespołu Emerson Lake and Palmer (ELP).
,, Byłem na festiwalu na wyspie Wight w roku 1970, kiedy ELP zadebiutowało". - wspomina.
Największe wrażenie wywarł wtedy na nim duży Moog i Hammond, owe instrumenty w tamtych czasach miały dość pokażne rozmiary i wyglądały jak szafy. Od tego koncertu pojawiła się u Howarda Jonesa fascynacja nowoczesnymi instrumentami klawiszowymi.
Na szczęście, gdy zdobywał popularność w latach osiemdziesiątych, do użytku wchodziły już lekkie klawiatury mieszczące się pod pachą wraz z zastosowanym standardem MIDI.

Po dziesięciu latach muzykowi wystarczał tylko jeden komputer.
,,Na koncerty zabieram Macintosha do odgrywania sekwencji" - mówił muzyk w latach dziewięćdziesiątych - ,,Najczęściej wszystko jest już zaprogramowane, dzięki temu mogę się skoncentrować tylko na wokalu i klawiaturze głównej".
,,Można grać wszystko dzięki Macintoshowi. Nie czuję się tak, jakbym oszukiwał kogokolwiek na koncertach - ludzie wiedzą, jak to wszystko działa".
Howard Jones ostatnio lubi występować na żywo w formie akustycznej, z wykorzystaniem fortepianu jako instrumentu pierwszoplanowego.

[Ciekawostki+Plotki+Newsy]

Amerykańska grupa Killswitch Engage ma wokalistę, który nazywa się... Howard Jones. Oczywiście, są to dwie różne osoby.

Jeszcze inny Howard Jones - także pochodzący z Wielkiej Brytanii, mieszka w... Polsce. Ten wielki zwolennik parowozów porzucił w latach 90tych swoją firmę turystyczną, sprzedał dom w Sussex, wynajął starą parowozownię w Wolsztynie i założył stowarzyszenie “The Wolsztyn Experience”.

20 września 2008 roku w hali O2 (Greenwich), planowany jest jubileuszowy koncert Howarda Jonesa, z okazji 25 lecia wydania jego debiutanckiego singla New Song. Wystąpi oczywiście Howard Jones plus goście specjalni.

sobota, 2 sierpnia 2008

Nik Kershaw - Live 1985

,,Jestem pozerem!"
Wywiad z lat 80tych - przeprowadził Andy Hughes (fragmenty).

-Dlaczego ludzie uważają ciebie za słabeusza?

NK: Nie mam pojęcia i tak naprawdę nie obchodzi mnie to. Jeżeli posłuchaliby mojego albumu na porządnym sprzęcie, z pewnością rozwaliłby im głowy.
Jeżeli ty wysłuchałeś nagrania ,,Wouldn`t It Be Good?", to wiesz, że posiada silne brzmienie.
Naprawdę nie troszczę się o to, czy ktoś mnie uważa za słabeusza, ludzie gadają zbyt wiele i to jest bardziej ich problem, nie mój.

-Dlaczego nie ma litery ,,C" w twoim imieniu? (Nick - dop.ROb.)

NK: Ponieważ w szkole byłem kiepski z ortografii! :)
Tak na poważnie - kiedy po raz pierwszy zacząłem, wiele osób dostało moje imię i nazwisko przez telefon. Dopiero póżniej parę razy spostrzegłem, że ludzie zapisywali je bez ,,C", a ja wtedy pomyślałem ,,To wygląda bardzo dobrze." Poza tym jestem pozerem! Jest Nick Beggs, Nick Heyward, więc postanowiłem się jakoś w tym tłumie wyróżnić.

-Twoje nowe nagranie nazywa się Dancing Girls (Tańczące dziewczęta). Jesteś dobrym tancerzem?

NK: Nie. Jeżeli idę do nocnego klubu i zanim postawię nogę na parkiecie, muszę mieć w sobie niewielką ilość Canadian Club i lemoniady.

-Co macie z sobą wspólnego Ty i Howard Jones?

NK: Faktycznie całkiem sporo.
Jego producentem jest facet zwany Rupert Hine. Rupert produkował się także przy moich wczesnych nagraniach na początku 1982 roku.
Obaj gramy pop, zaczęliśmy prawie w tym samym czasie.
Gdy mój pierwszy singel się ukazał, w Londynie można było zobaczyć plakaty z Howardem Jonesem i zastanawiałem się, kto to w ogóle jest.

-Jak uważasz, są różnice między wami?

NK: Niezbyt duże. Uważam, że nasza muzyka jest bardzo podobna i to wszystko. Howard jest doskonałym klawiszowcem, a ja nie. On gra na keyboardzie, pianinie - ja jestem gitarzystą.
Howard na koncerty wyrusza z niezależnymi tancerzami, ja na koncerty zabieram swój stały zespół.

-Dlaczego Twoja płyta ma tytuł ,,Human Racing" (Ludzki wyścig)

NK: Jest to tytuł utworu, napisanego wieki temu, prawdopodobnie w okresie, kiedy byłem trochę niesprawiedliwy dla siebie. Ludzki wyścig, czy wyścig szczurów - jedno i to samo.Wszyscy w tym uczestniczymy, obojętnie w jakich kręgach się obracamy. Każdy przecież stara się coś zdobyć pierwszy przed innymi. Dobrze, że ,,Human Racing" zamyka całą płytę - w porównaniu z resztą nagrań jest inny i ma podobieństwo z Howardem Jonesem. (pierwszy album Howarda zatytułowany jest Human`s Lib - dop. ROb.)

-Czy teledysk do nagrania ,,Wouldn`t It Be Good" jest oparty na podstawie jakiegoś opowiadania lub filmu? Jeżeli tak, to jakiego?

NK: Video było początkowo oparte na amerykańskim serialu o nazwie The Twilight Zone - który w większości jest nagrany w stylu ,,czarno - białym". Atmosfera tajemniczości najlepiej w tej technice wychodzi, ludzie pracujący przy teledysku starali się także wytworzyć taki klimat, stosując przenikanie czarno-białych obrazów.
Cała ta maszyneria, tarcze i reszta śmieci wygląda naprawdę głupio w kolorze. Ale jeżeli zamienisz to na obraz czarny i biały, wygląda jak najbardziej poprawnie i w stylu filmów z lat 50tych, z których zaczerpnięto pomysł.

-Chciałbyś być gwiazdą ekranu?

NK: Ktoś zapytał mnie o to parę tygodni temu i ja odpowiedziałem : nie. Ale teraz sądzę, że chciałbym, chociaż nie wiem, jaką rolę mógłbym zagrać. Na pewno nie widzę siebie w jakiejkolwiek roli dramatycznej.

-Jaki jest twój ulubiony instrument muzyczny.

NK: Jest ich parę i z różnych powodów są ulubione. Gitara, ponieważ umiem i mogę grać, mógłbym na pewno grać także na keyboardzie. Instrumenty klawiszowe mają niekończące się możliwości i teraz wszystko się praktycznie kręci wokoło nowej technologii. Są bardzo ekscytujące.

-Dlaczego część Twojego ubioru pochodzi... ze sklepów odzieżowych dla dziewcząt?

NK: Główną przyczyną jest moja żona, która je tam kupuje (Sheri Kershaw - dop. ROb.) Osobiście przez wieki nie kupowałem sobie ubrań, mam od tego stylistę - Suzanne Rose.
Największym powodem jest fakt, że mam 164 cm wzrostu i gdy wchodzę do sklepu z męskimi ciuchami, by kupić chociaż koszulkę, wygląda to jak żart. Wszystko jest zbyt duże.

-Co jest najgorsze w sławie.

NK: Myślę, że najgorszą rzeczą jest utrata prywatności. Na to skarżą się wszyscy znani ludzie.
Nie są w stanie udać się do supermarketu w sobotę rano, bez zwrócenia na siebie uwagi. Czasami po prostu chcą zrobić coś normalnego, jak zakupy i nawet to staje się problemem.

-Jak się relaksujesz, gdy masz czas wolny?

NK: Wolnego czasu nie mam wiele, ale miło mieć przyjaciół, którzy przy jedzeniu i konwersacji nie rozmawiają o muzyce, co jest rzeczywiście trudne.

-Czy masz wielu bliskich przyjaciół?

NK: Tak, chociaż nie sądzę, że można mieć wielu bliskich przyjaciół, to sprzeczność.
Okoliczności, takie jak popularność sprawiają, że naprawdę potrzebujesz swoich znajomych, gdy Twoje życie zmienia się tak szybko. Potrzebni są, by wciąż przypomnieć, kim i gdzie jesteś obecnie, a także by Ciebie sprowadzić na ziemię, jeżeli poczujesz się zbyt duży choćby dla swoich butów.

  • [Nicholas David Kershaw urodził się 1 marca 1958 roku w Bristol (Anglia), ale dorastał w Ipswich. Od roku 1976 pracował jako asystent w sklepie Departamentu Zatrudnienia. W międzyczasie grał na gitarze i śpiewał w wielu podziemnych zespołach z Ipswich. Ostatnim zespołem był niejaki Fusion, który muzyk opuścił w 1982 roku i zdecydował się na podjęcie kariery solowej.
  • W Melody Maker zamieścił ogłoszenie, że poszukuje managera. Na ofertę odpowiedział Mickey Modern, ex-manager grupy Nine Below Zero.
  • W roku 1983 podpisuje kontrakt z firmą płytową MCA Records, która wypuszcza singel ,,I Won`t Let The Sun Go Down On Me", jednak przechodzi niezauważony, mimo chwytliwego refrenu.
  • Na początku roku 1984 Kershaw wydaje swoją przełomową piosenkę w karierze - Wouldn`t It Be Good, która szybko dostała się na czwarte miejsce brytyjskiej listy przebojów. Nagranie odniosło sukces w całej Europie oraz Australii. Dzięki temu ponownie wydano na singlu nagranie I Won`t Let The Sun Go Down On Me, które tym razem wspięło się aż na miejsce drugie listy przebojów.
  • Drugą płytą The Riddle piosenkarz umocnił swoją popularność dzięki nagraniom Wide Boy, Don Quixote oraz tytułowemu The Riddle (jedno z częściej obecnie prezentowanych nagrań Kershaw`a w radio).Piosenkarz nagrał do tej pory siedem albumów (nie licząc składanek). W życiu prywatnym żonaty z kanadyjką Sheri od czerwca 1983. Jej głos jest słyszany jako ,,drugi wokal" na kilku albumach Nika Kershaw. Mają troje dzieci. Od roku 2003 żyją w separacji.]
Mp3 files from soulseek, not from my archives.
Live Concert ` 1985

ROSES
DRUM TALK
CLOAK AND DAGGER
SHAME ON YOU
SAVE THE WHALE
THE RIDDLE
KNOW HOW
BOGART
YOU MIGHT
WILD HORSES
GONE TO PIECES
WIDE BOY
I WON`T LET THE SUN GO DOWN ON ME

DOWNLOAD

Roman Holliday - Cookin' on the Roof (by REQ)

Photo: brianbonhomme.freeservers.com

Thanks to : 80zforever for this album.

W latach osiemdziesiątych rządziła posępna muzyka, wykonywana przez ekshibicjonistów w groteskowych ubraniach i nietypowych fryzurach. Prawie wszyscy muzycy mieli poważne podejście i trudno było znależć coś zabawnego. Roman Holliday zmienił to wszystko.

Brian Bonhomme stworzył grupę Roman Holliday w listopadzie 1980, a obok niego zagrali Steve Lambert, Simon Cohen oraz Peter Noone.Peter później opuścił zespół. W zamian do zespołu dołączył Rob Lambert, a następnie Jon Durno, którego Steve spotkał w pubie.
Następnie do grupy zatrudniony został John Eacott.
Adrian York, znajomy Johna dołączył do zespołu w grudniu 1982, wiedząc, że było w grupie zapotrzebowanie na klawiszowca.

Po raz pierwszy na scenie pojawili się w 1983 r. Mieli na sobie wielkie, lużne ciuchy i nosili marynarskie kapelusze. Cały image był nieco dziwny dla odbiorców.
W repertuarze zespołu nie było ponurych kompozycji oraz nowocześnie brzmiących techno instrumentów, większość nagrań utrzymywano w stylu lekkiego rockandrolla z domieszką jazzu.
Album Cookin' On The Roof wydano w tym samym roku, pierwsze 25 tysięcy kopii sprzedawano z gigantycznym plakatem zespołu, który miał na rewersie umieszczone teksty piosenek.

Pliki zdobyte dzięki osobie o nicku 80zforever - thank you! Tylko gdzie jest utwór numer 11 -One More Jilt... to już jest nie moja wina.

1. Don't Try To Stop It
2. Motor Mania
3. I.O.U.
4. Jive Dive
5. Midnight Bus
6. Cookin' On The Roof
7. Stand By
8. No Ball Games
9. Purs N' High Heels
10. Serious Situation

brak utworu ,,One More Jilt" (missing in action?)

DOWNLOAD

piątek, 1 sierpnia 2008

RObert POland said... vol.27

Muzyka dzieckiem szatana (?)
czyli muzyka rozrywkowa wyklęta przez Kościół katolicki.


Do przedstawienia takiego tematu natchnął mnie komentarz J.T. Fly alias Aarwolf (aka Gothmucha) - który opisał pewną sytuację wywołaną przez osoby związane z KK, a sprawa dotyczyła koncertu muzyki ... gotyckiej, która rzekomo ma coś związanego z siłami nieczystymi.
Jak się okazuje, problem ten ma już dość długą historię, tak długą, że nawet muzycy i słuchacze heavy-metalu są jedynie potomkami tego historycznego absurdu.

Po części obie strony mają rację - jeżeli Szatan realnie macza w tym palce, rację ma Kościół. Jednak, gdy przyjmiemy, że zbuntowany anioł to mit, dodatkowo wkręcany do spraw muzycznych - wtedy rację ma strona druga.

Za prekursora całego zamieszania można uznać słynnego skrzypka Niccolo Paganiniego, który żył w latach 1782 - 1840. Ten utalentowany muzyk był w swoich czasach podejrzewany o to, że podpisał cyrograf z diabłem. Jego indywidualna technika gry - niezwykle ekspresyjna, oparta na brawurowych pasażach sięgających najwyższych pozycji i zawrotnym tempie - była taką nowością i zaskoczeniem dla słuchaczy, że szybko uznano ją za dzieło szatana. Paganiniego okrzyknięto geniuszem, który zawarł pakt z diabelskimi mocami. (Marta Kolasińska - artykuł pt. ,,Diabelskie skrzypce").

Swego czasu zwierzchnicy Kościoła uznali, że w muzyce czai się diabeł - w pewnych niepokojących, pobudzających brzmieniach. Brzmienia te zostały oficjalnie przez Kościół wyklęte. Wkrótce też przeprowadzono selekcję. Dozwolone były jedynie ,,słodkie" brzmienia i one były popierane przez kościół.
Cała muzyka ,,pogańska" oraz ,,diabelskie" instrumenty - między innymi bębny - były niedopuszczalne.
Do dziś w muzyce ludowej wielu krajów, również europejskich, można znaleźć ślady współbrzmień zakazanych przez Kościół. Które interwały (odległości między dźwiękami) były zarezerwowane dla diabła? Wszystkie sekundy, czyli dźwięki oddalone od siebie o ton lub pół tonu, oraz szczególnie niebezpieczna, zmniejszona kwinta, zwana trytonem albo wręcz "diabłem w muzyce" (po łacinie: diabolus in musica).
Ciekawe, że ten właśnie trytonowy interwał stał się 2 tysiące lat później ulubionym interwałem jednej z odmian jazzu, be-popu. Zwano go blue note - smutną nutą.
(Powyższy tekst został napisany przez panią Martę Kolasińską).

Metal czyli Kawaleria Szatana

Żyjemy w czasach, gdzie najbardziej kontrowersyjną odmianą muzyki metalowej jest black metal.
Teksty wyróżniają motywy antychrześcijańskie, okultystyczne, oraz satanistyczne.
Muzycy często potrafią zaszokować, w naszym kraju przyczyniła się do wzmożonej reakcji norweska grupa Gorgoroth, mająca diabła za skórą :)
Zaszokował wystrój sceny, którą muzycy przyozdobili zwłokami martwych zwierząt, oraz - co uznano za profanację i obrazę uczuć religijnych - postawiono na niej krzyże, do których przywiązano nagie kobiety i mężczyznę. Scena była odgrodzona od publiczności zasiekami z drutu kolczastego (aluzja do obozów koncentracyjnych?) Cała sprawa była mocno nagłośniona przez media. Ostatecznie rzecz skierowano do prokuratury, a zarzuty postawiono między innymi firmie Metal Mind Productions, organizatorowi nagrania.

Za jednych z pierwszych wykonawców w muzyce metalowej, mających zatargi z kościołem, często stawiana jest grupa Black Sabbath, która czasami poruszała tematy okultystyczne. Tak naprawdę, to jeden raz wystarczył, gdy poruszyli taki temat. Pomimo, że ich następne teksty nawet o ciemnych mocach nie wspominały, to i tak już brano każde nagranie zespołu pod lupę.
W końcu kościół się w tym pogubił. Rozpędzony w krytykowaniu każdego utworu Black Sabbath, piosenkę After Forever uznał za blużnierczą. Co ciekawe, akurat to nagranie wychwala Boga i chrześcijan aż po same niebiosa.

Trance i goa trance czyli odmiana techno

Nawet im się dostało. Cóż takiego satanistycznego jest w pulsujących rytmach, zapoczątkowanych przez Sven Väth (pamiętacie hit ,,Electrica Salsa (Baba Baba)" zagrany przez OFF w latach 80tych? :)).
Fakt jest taki, że w niektórych miejscach na świecie goa trance jest wyklęty jako muzyka szatana. Goa ma często dorabianą przez wielu ideologię New Age, a koncerty wyróżniają się mistyczną aurą połączoną z religijnym znaczeniem dla uczestników takich imprez.Do konszachtów z diabłem zaliczani są między innymi Juno Reactor, Total Eclipse,Astral Projection, Man With No Name, a nawet nasz rodzimy Gagarin 108!

Uważam, iż najlepiej by dla kościoła było, gdyby wszystkie grupy śpiewały jedynie o Bogu, niż by próbowały pokazywać realia naszego życia. Młodzież jak dotąd woli wysłuchać, co ma do powiedzenia jego ulubiony idol na dopiero co wydanej płycie, niż wysłuchać kazania, z którego połowy i tak nie zrozumie. Czy więc Kościół jedynie obawia się konkurencji, jaką jest muzyka rozrywkowa?
We Francji spróbowano przyciągnąć ludzi do kościoła dzięki... muzyce techno.
Katedra w Saint-Etienne oraz kościół w Metz mają już w swojej historii zapisane nabożeństwa z muzyką techno, z udziałem didżeja i tancerzy (!)
Wydarzenie wyemitowała francuska telewizja. Wywołało to natychmiastową reakcję zniesmaczonych oraz oburzonych wiernych, którzy wystosowali listy protestacyjne, by nie robić z kościoła dyskoteki. Ciężko się z nimi nie zgodzić.
Tak sobie myślę, co by się tam działo, gdyby zamiast muzyki techno, postawili na metal, punk lub... gotyk. I tak przechodzimy do następnego punktu:

Gotyk (Gothic rock)

Wampiry, czarne ciuchy, niektórzy fascynują się okultyzmem... wystarczy, by zakwalifikować gatunek gotyckiego rocka do niebezpiecznych na równi z metalem. Dziwne, sporo ludzi w moim wieku słuchających (przykładowo) Sisters of Mercy, Clan Of Xymox lub Lacrimosa, odbiera tą muzykę siedząc w wełnianych sweterkach lub w koszuli z krawatem.
Nie są to oczywiście ,,goci" z krwi i kości, bo osoby, które znam mają już około czterdziestkę na karku. I przysięgam, że żaden z nich nie śpi w trumnie.
Kościół najwidoczniej sugeruje się młodzieżową subkulturą gotycką, której - jak i pozostałych subkultur - do końca nie pojął i zamierza z nią walczyć.

J.T Fly,czytelnik mojego bloga, nakierował mnie na skutki wojny gotycko - kościelnej, której najkrwawsza bitwa miała miejsce w Kłodzku.
,,(Koncert) został najpierw odsądzony od czci i wiary jako satanistyczny, a potem zwyczajnie brutalnie odłączono artystom prąd... I było po sprawie..." J.T Fly.

Dnia 12 lipca 2008 roku w ramach Alternatywnej Twierdzy w Kłodzku miały wystąpić zespoły Diary Of Dreams, Daimonion, Deathcamp Project i Digital Factor.
W dniach poprzedzających imprezę katoliccy działacze zaczęli zbierać podpisy, które wspomogły ich w tej bitwie.
Pisemko trafiło do burmistrza miasta (podejrzewam, że gothem chyba także nie jest, niestety), które zawierało przede wszystkim oskarżenie, że na imprezie będą treści wychwalające kult Szatana. (?)
W nocy z 11 na 12 lipca dokonano włamania do stacji trafo i przecięto przewody zasilające scenę główną. Czy tak postępuje prawdziwy chrześcijanin? Włamanie, wandalizm... to cechy jak najbardziej przypominające robotę Władcy piekieł.
Poza tym gdzie tu jest wolność słuchania muzyki?
Na koniec dość popularna... hm... niby-ankieta, która mnie rozwaliła, myślę, że wielu się z nią spotkało w necie:

Jeżeli Twoje dziecko jest gothem, zmień to z pomocą Boga! Poniżej
znajduje się lista znaków ostrzegawczych, które wskazują na to, że Twoje
dziecko jest zagubioną owca i zeszło ze ścieżki Bożej. Kultura gotycka
jest kulturą niejasną i często niebezpieczną, w której to nastolatki
często pragną uczestniczyć. Wprowadza ona umysły młodych ludzi w
wyimaginowany świat zła, ciemności i przemocy. Proszę, szukaj ich
poprzez rozmowę, modlitwę i rodzicielską opiekę, aby wyplenić pokusy
Szatana z duszy Twego dziecka, jeżeli pięć lub więcej punktów jej/jego
dotyczy:

1. Regularnie nosi czarną odzież.
2. Ubiera koszulki z nazwą lub wizerunkiem rockowej grupy muzycznej.
3. Maluje oczy używając czarnych specyfików, maluje usta lub też paznokcie.
4. Nosi dziwną, srebrną biżuterię lub symbole (trzy szóstki, pentagram i
inne symbole wyznające Szatana).
5. Wykazuje zainteresowanie w tatuażach i piercingach.
6. Słucha gotyckiej lub jakiejkolwiek innej anty-socjalnej muzyki.
(Marylin Manson twierdzi, że jest antychrystem i wypowiada się
publicznie przeciwko Panu. Proszę, wyrzuć takie płyty kompaktowe
NATYCHMIAST.)
7. Zadaje się z innymi ludźmi, którzy ubierają się, zachowują i mówią
ekscentrycznie.
8. Nie wykazuje zainteresowania w takich czynnościach jak: czytanie
Biblii, modleniu się, chodzeniu do koscioła lub uprawianiu sportu.
9. Wykazuje rosnące zainteresowanie tematami: śmierć, wampiry, magia,
vodoo i innymi, które dotyczą szatana.
10. Bierze narkotyki.
11. Pije alkohol.
12. Chce popełnić samobójstwo i/lub ma depresję.
13. Tnie się, przypala lub robi sobie krzywdę w kazdy inny sposób. (To
satanistyczny rytuał, który poprzez ból odwraca uwagę od światła Pana
naszego i Jego miłości. Poszukuj pomocy u psychologa.)
14. Narzeka na nudę.
15. Śpi bardzo długo lub bardzo mało.
16. Czesto nie spi w nocy.
17. Nie lubi światła słonecznego oraz innego światła.
18. Żąda często prywatności.
19. Spędza bardzo dużo czasu samotnie.
20. Żąda czasu sam na sam ze sobą oraz ciszy.(Prawdopodobnie to po to,
by Twoje dziecko mogło rozmawiać ze złymi mocami poprzez medytację.)
21. Nalega, by spędzać czas z przyjaciółmi bez uczestnictwa dorosłego.
22. Nie szanuje autorytetu nauczycieli, duchownych, zakonnic, starszych itp.
23. Żle zachowuje się w szkole.
24. Źle zachowuje się w domu.
25. Bardzo dużo je lub bardzo mało je.
26. Je żywność gotycką.
27. Pije krew lub wyraża zainteresowanie w tym kierunku (Wampiry wierza,
że to sposób by dosięgnąć Szatana. Takie zachowanie jest niebezpieczne i
trzeba oduczyć tego NATYCHMIAST).
28. Ogląda telewizję kablową lub inne skorumpowane media. (Zapytaj się w
lokalnej parafii jakie programy telewizyjne są odpowiednie dla Twego
dziecka.)
29. Gra w gry komputerowe, które sa brutalne.
30. Nadużywa internetu.
31. Kreśli symbole satanistyczne lub/i brutalnie potrząsa głową w rytm
muzyki.
32. Tańczy poruszając się prowokacyjnie i seksualnie.
33. Wykazuje zainteresowanie seksem.
34. Onanizuje się.
35. Jest homoseksualny lub/i biseksualny.
36. Nosi przypinki, naszywki z wyrażeniami "Jestem gothem", "Jestem
martwa" itp.
37. Twierdzi, że jest gothem.

Jeżeli pięć lub więcej punktów odnosi się do Twego dziecka, powinnieneś
szybko zainterweniować. Kultura gotycka jest niebezpieczna, a Szatan
'rośnie' dzięki niej. Jeżeli któryś z problemów trwa, zapisz swoje
dziecko na terapię psychologiczną.

Tak więc, moi szanowni czytelnicy, zanim założymy słuchawki na uszy, sprawdżmy, czy nie ma w odtwarzanej muzyce szatańskich trytonów. Z Bogiem!