czwartek, 25 listopada 2010

Human League - Hamburg, Germany 25. 11. 1980

 Dokładnie trzydzieści lat temu w Hamburgu wystąpiła grupa Human League. W tamtym czasie w składzie zespołu poza Philem Oakey byli Ian Craig Marsh, Martyn Ware oraz Philip Adrian Wright (który właściwie nie był muzykiem, lecz osobą odpowiadającą za wizualną część grupy). Jego zadaniem były pokazy slajdów oraz oświetlenie podczas koncertów na żywo.

Dżwięk z zarejestrowanego koncertu prezentuje się ...średnio. Zresztą  mamy do czynienia z bootlegiem, tu ważniejsze jest, że  takie nagranie zachowało się do czasów obecnych i posiada pewną wartość historyczną.
Jest także pożądaną cząstką dla kolekcjonerów, szczególnie gdy są to wczesne lata działalności.
Mając na uwadze to, że Human League szykuje nowy album (już w całkiem innym składzie, z podstawowego jedynie wokalista Oakey jeszcze się męczy :)), postanowiłem przypomnieć, jaki to  był ,,undergroundowy" i wyróżniający się wtedy  zespół
. 

Muzyka ze stalowego miasta
Martyn Ware, jeden z założycieli The Human League w młodości nie był zbyt wielkim fanem tradycyjnego rock`n`rolla.
,,To była historia. Dla mnie dżwięk syntezatorów był dżwiękiem przyszłości. Kiedy więc syntezatory staniały na tyle, że mogłem jeden z nich zakupić, postanowiłem, że chcę stworzyć nowy rodzaj muzyki pop, używając czysto elektronicznego brzmienia. W ten sposób powstało Human League".

Zainspirowany awangardą elektroniczną takich zespołów jak Kraftwerk i fascynacją syntezatorami, Martyn wraz z przyjacielem o nazwisku Ian Craig Marsh założyli The Human League w 1977 roku, mając wtedy 21 lat.
Zespół, który jako jeden z pierwszych postanowił tworzyć muzykę bez gitar - co na tamte czasy było krokiem naprawdę odważnym - pochodzi z przemysłowego miasta Sheffield, które od czasu rewolucji przemysłowej w 1800 roku było nazywane ,,Steel City". Na początku było ważnym ośrodkiem produkcji węgla i stali, jednak w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku międzynarodowa konkurencja oraz stanowisko antyzwiązkowe Margaret Thatcher sprawiły, że Sheffield podupadło, tracąc osiemdziesiąt procent produkcji stali w przeciągu trzech lat.

Martyn Ware i Ian Craig Marsh pracowali wtedy przy komputerach, w międzyczasie dzieląc się swoim zamiłowaniem do muzyki Kraftwerk oraz produkcji Giorgio Morodera. Martyn widział, jak jego ojciec ciężko pracował w hucie w Sheffield za niewielkie wynagrodzenie i był na tyle zdesperowany, że osobiście postanowił uniknąć podobnego losu.
Utrata wielu miejsc pracy miała niezwykle negatywny wpływ na każdego. Centrum miasta stało się puste i pozbawione życia. Trudno było sobie wyobrazić, jaka przyszłość czeka Sheffield. W całej Wielkiej Brytanii młodzi ludzie mieli mieszane uczucia, jak będą wyglądały najbliższe lata. W muzyce nastąpiła eksplozja muzyki punk, jednak ludzie tacy jak Martyn Ware, Ian Craig Marsh, Phil Oakey oraz Adi Newton postanowili w tamtych czasach  tworzyć zupełnie inną muzykę.

Ware stojąc przed wyborem zakupu samochodu lub bardzo luksusowego instrumentu muzycznego, który był całkowicie obcy na scenie brytyjskiej muzyki punk, zdecydował się na ten ostatni.
Instrumentem tym był skromny monofoniczny syntezator KORG 700S, który właśnie stał się dostępny na rynku w dość niskiej cenie. Martyn Ware posiada ten syntezator do dziś. Wkrótce i Marsh został posiadaczem syntezatora.

Syntezator KORG został wystawiony na próbę, gdy Ware i Marsh zostali poproszeni o zagranie koncertu na przyjęciu urodzinowym ich 21 letniego przyjaciela. Było to w roku 1977 i na tą okoliczność duet wystąpił pod nazwą Dead Daughters.
Po kilku występach Ware i Marsh postanowili stworzyć większy zespół. Ich znajomy, Adi Newton, był posiadaczem syntezatora Roland-100 System, szybko więc został zwerbowany i pod szyldem The Future zaczęli tworzyć muzykę w opuszczonej fabryce sztućców w centrum Sheffield. Nawet na tak wczesnym etapie tworzenia ich muzyka brzmiała zupełnie inaczej, niż wszystko, co było wtedy do posłuchania. Zespół ruszył do Londynu w nadziei, że podpiszą jakiś kontrakt z wytwórnią płytową, jednak zewsząd słyszeli: ,,No tak, ale w waszej muzyce brakuje gitary".
Współpraca z Adi była dość krótka, Newton postanowił przenieść się na bardziej sprzyjające i tradycyjne podejście do muzyki, tworząc Clock DVA.

Ware i Marsh byli przekonani, że są na właściwej drodze tworząc taką, a nie inną muzykę. Po odejściu Adi Newtona uznali, że tak naprawdę nie jest im potrzebny jeszcze jeden klawiszowiec, lecz wokalista.
Z początku wybór padł na Glenna Gregory, jednak w tamtym czasie był niedostępny (póżniej w trójkę stworzyli Heaven 17).
Wtedy Martyn zdecydował, że jego dawny, szkolny przyjaciel Philip Oakey byłby idealny do ich zespołu, mówiąc, że Oakey wygląda jak gwiazda pop.

Phil Oakey był wtedy portierem w szpitalu, posiadał dość ekstrawagancki i seksualnie dwuznaczny wygląd. Ware przyznaje, że to bardziej charyzma niż nie sprawdzone umiejętności wokalne zdecydowały o ściągnięciu Oakeya do grupy.Zaproszenie dali w formie notatki, którą nakleili na drzwi Philipa. Przyszły wokalista był zaskoczony i zadowolony z oferty.
Martyn oraz Marsh zapoznali Oakeya ze swoją muzyką. Dwa dni póżniej Phil wrócił z napisanym przez siebie tekstem nagrania ,,Being Boiled". Gdy zaczął śpiewać, Ian i Martyn byli zaskoczeni, zarówno słowami jak i charakterystycznym wokalem Oakeya.

Ware postanowił znależć nową nazwę dla zespołu. Z początku rozważali nazwę ABCD (co obecnie jest dość dziwnym zbiegiem okoliczności, ponieważ inny muzyk  - Martin Fry zaledwie trzy lata póżniej odniósł sukces z zespołem ABC, także pochodzącym z  Shieffield). Ostatecznie podjęli decyzję o nazwaniu zespołu The Human League - pomysł został wzięty z fantastycznonaukowej gry planszowej ,,Star Force: Alpha Centauri".

Pierwsze demo nagrane przez Human League zawiera ,,Being Boiled" ,,Circus Of Death" oraz ,,Toyota City" i wszystkie zostały zarejestrowane w mono. Kompozycje zainteresowały Boba Last, który prowadził w Szkocji małą wytwórnię płytową o nazwie Fast Product.
Wydany w czerwcu 1978 roku singel ,,Being Boiled", choć wydany w ograniczonym nakładzie, zwrócił uwagę i podziw pisma New Musical Express. Utwór był całkowicie sprzeczny z obowiązującym powszechnie ruchem punk, jednak zainspirował wielu, między innymi Vince`a Clarke, współtwórcę Depeche Mode.

Pierwszy koncert odbył się 12 czerwca 1978 roku w Psalter Lane Art College, zespół powoli zdobywał uznanie i był zapraszany jako support dla grup Rezillos (w którym był Jo Callis - póżniej dołączył do Human League) oraz Siouxsie and the Banshees.
Ich koncerty były dość kontrowersyjne jak na tamte czasy - korzystając z muzyki puszczanej z taśmy narażali się na krytyczne uwagi, jednak w wykonywaniu takiej muzyki były niezastąpione.
Wprowadzone na scenę cztery duże ekrany , na których odbywały się projekcje slajdów przygotowane przez Philipa Adriana Wright umiejętnie maskowały tą niedoskonałość, zwracając uwagę słuchaczy w inną stronę.

Nie wszystkie miejsca w których grali, były dla nich łaskawe. Raz występując w miejscu o podejrzanej reputacji, obawiając się wrogiego tłumu, który z pogardą patrzył na wykorzystanie taśmy i syntezatorów, zespół pojawił się na scenie w hełmach motocyklowych. Innym razem byli szczęśliwi, gdy zostali zaproszeni przez Siouxsie and the Banshees, którzy zaproponowali wspólną trasę koncertową po Wielkiej Brytanii. Obawiali się jednak reakcji agresywnie nastawionych fanów punk, którzy już zdążyli wyrazić swoje niezadowolenie do Human League w prasie muzycznej.

By ochronić zespół od rzucanych w nich butelek piwa i innych niebezpiecznych przedmiotów, Ian Craig Marsh stworzył specjalne tarcze z włókna szklanego.
Niektórzy krytycy mylnie sądzili, że tarcze to taka sceniczna forma wyrazu we współczesnej sztuce.  Zabezpieczenia na szczęście okazały się zbędne, ponieważ publiczność zachowywała się dość spokojnie.
To na jednym z takich koncertów, w grudniu 1978 pojawił się na widowni sam David Bowie,  komentując ich występ w wywiadzie dla NME, że właśnie ,,zobaczył przyszłość muzyki pop".

Human League
"Hamburg '80"
November 25, 1980
Markthalle, Hamburg, Germany


01. Put Yourself In Our Hands
02. Path Of Least Resistance
03. Only After Dark
04  Dreams Of Leaving
05. Girl One
06. I Am The Law
07. Boys And Girls
08. Morale
09. Life Kills
10. The Word Before Last
11. A Crow And A Baby
12. The Black Hit Of Space
13. Almost Medieval (beginning cut)
14. Marianne
15. Circus Of Death
16. Empire State Human

http://www.mediafire.com/?xvch91sw2haotfh

wtorek, 23 listopada 2010

Classix Nouveaux znowu koncertuje

Ciężko napisać cokolwiek oryginalnego o zespole, który w naszym kraju cieszył się niebywałą popularnością.
Wszystko już było komentowane - że Sal Solo jako jeden z nielicznych posiadał wyjątkową jak na owe czasy fryzurę (a właściwie jej nie miał :)), że byli częstymi gośćmi w Polsce, podczas gdy w Anglii ich popularność była umiarkowana.
Także to, że wydali trzy albumy, rozstali się, a Sal Solo zajął się działalnością ewangelizacyjną - podawanie non stop takich informacji to zwyczajne ,,męczenie buły". Obyci w temacie wyjadacze, którzy odwiedzają mój blog napewno ziewają czytając takie słowa, więc w trosce o to, by sen ich nie dopadł - zamilczę.

Na prośbę osoby o nicku eWoK, postanowiłem wznowić link z koncertem Classix Nouveaux z Glasgow w 1982 roku. Dodatkowo dorzucam archiwalny tekst z pisma NON STOP z maja 1984 roku o koncercie Classixów w Warszawie.

 Classix Nouveaux - Warszawa, hala Gwardia

  Nie widziałem ubiegłorocznych koncertów Classix Nouveaux. Z tym większą więc niecierpliwością czekałem na ich ponowną wizytę, albowiem recenzje po poprzedniej były entuzjastyczne. Z drugiej strony nie mogę porównywać tych koncertów, a przecież brały w nich udział właściwie różne zespoły (z poprzedniego składu pozostali jedynie Sal Solo i Mik Sweeney).
Przyjazd Classix Nouveaux do Polski zbiegł się z wylansowaniem u nas wielu ich piosenek, w tym pochodzących z ostatniego longplaya ,,Secret": ,,Heart From The Start" (3 tygodnie na pierwszym miejscu LP3), ,,Never Never Comes" i ,,Forever And A Day" oraz wydaniem przez Tonpress singla, na którym znalazła się ta ostatnia kompozycja i ,,Never Again". Nic dziwnego, iż warszawska Hala Gwardii pękała w szwach, a mimo póżnej pory na widowni było wielu nastoletnich - i to raczej z tej pierwszej piątki - wielbicieli Anglików.
Pierwszoplanową postacią w zespole jest oczywiście Sal Solo - wbrew wcześniejszym enuncjacjom, wcale nie taki znów demoniczny - znakomicie nawiązujący kontakt z widownią, sterujący jej emocjami. Zespół przypomniał również swoje wcześniejsze przeboje, ale największym wzięciem cieszyła się nastrojowa piosenka ,,Never Never Comes", której początek, nie wiem dlaczego, przywodzi mi na myśl stary przebój Briana Hylanda - ,,Sealed With A Kiss"! Te trzy słowa śpiewali niemal wszyscy, a za ich sprawą temperatura widowni podniosła się o kilka stopni. Jeszcze wyżej podniosła się kiedy Sal Solo wskoczył na kolumny i namawiał publiczność do wspólnej zabawy. Poza tym podawał on rękę widzom... słowem, dawał z siebie wszystko. Reszta muzyków była właściwie tłem, ale jednocześnie tworzyła mocne oparcie dla Sala Solo.
Na Wyspach Classix Nouveaux nie należy do zespołów nadających ton modnym trendom. W Polsce znalazł on wierną publiczność, która tłumnie wypełniła wszystkie sale podczas obecnej trasy. A składała się ona z osób w różnym wieku. Obserwowałem parę około trzydziestki, która wyglądała na bardzo zadowoloną z koncertu. Podobnie  jak ja.  J.B.  Non Stop (Maj 1984)

Classix Nouveaux
The River Sessions: Live at Strathclyde University 1982 (Glasgow - Scotland)

1. Too Late
2. 1999
3. Inside Outside
4. No Sympathy, No Violins
5. Because Your Young
6. Guilty
7. La Vertite
8. Never Again
9. 623
10. I Will Return
11. Is It A Dream
12. Robot's Dance
13. Is It A Dream

http://www.mediafire.com/?ac4sb51od3m8bd3

sobota, 20 listopada 2010

Uchwycenie Promieni na Gigancie

Alphaville - Catching Rays On Giant

Marian Gold
Martin Lister
Dave Goodes
Jakob Kiersch

" Catching Rays On Giant ". Nie pytaj mnie, co to znaczy. Wiem, ale nigdy nie powiem - Marian Gold

Pod tym dość dziwacznym tytułem Alphaville wydało następną płytę w swojej dyskografii. Tym razem bardzo osobistą, już sam sens tytułu płyty znany i zastrzeżony jest tylko do wiadomości wokalisty. Album na który wielu czekało z utęsknieniem, szeptano  nawet o powrocie zespołu do klimatów lat osiemdziesiątych.
 Singel I Die For You Today - może nie rzuca na kolana, lecz jest jednym z ciekawszych ostatnio rodzynków w niespecjalnej terażniejszej  muzyce pop. Przynosił nadzieję na wypakowany hitami krążek, który rzadko byłby zakurzony. Czy więc możemy skreślić ściereczkę z listy naszych zakupów?

Trochę mnie bawiły wypowiedzi ludzi, którzy mówili o ,,powrocie Alphaville", bo przecież tak naprawdę zespół cały czas istniał i wydawał płyty, a ostatnie lata to masa gigantycznych wojaży po świecie i koncerty, koncerty, koncerty... Faktem jest, że przez ostatnie lata grupa nie wydała żadnego znaczącego singla, przez co zainteresowanie zespołem było zawężone tylko dla wytrwałych fanów i maniaków syntezatorowego brzdąkania, do których i ja się zaliczam.

Catching Rays On Giant wysłuchałem parę razy, by w końcu zdecydować się na recenzję. Na początku chyba powiem to, w czym wszyscy przyznają mi rację: dużo brakuje do ideału, jakim jest płyta Forever Young. Marian Gold nie stworzył tym razem dzieła przełomowego.
Płyta stworzona bardziej dla wokalisty, który w piosenkach ukazał historie ze swojego życia i kariery muzycznej.
Biografia artysty w muzyce pop? Pomysł lekko szalony, chociaż Alphaville przyzwyczaiło nas do takich akcji (Crazy Show, Dreamscapes - to takie przykłady dla obeznanych).
Cztero- a nawet ośmiopłytowe wydawnictwa tworzone były specjalnie dla fanów; podczas, gdy szefowie firm płytowych pukali się w czoło, mówiąc, że oni by taki materiał ,,rozłożyli" na cztery lata, wydając co rok po jednej płycie, Alphaville postanowiło za jednym zamachem sypnąć prezentami niczym Święty Mikołaj, sprawiając swoim słuchaczom wiele radochy.
Trochę te szaleństwa zemściły się na Catching Rays On Giant, ponieważ w porównaniu z tymi olbrzymimi wydawnictwami, płyta prezentuje się raczej ubogo. Gold postanowił odsapnąć i podsumować swoje życie, które skondensowane zostało w dwunastu kompozycjach.

Przyznam się, że z początku miałem zamiar bezlitośnie ,,zniszczyć" tą płytę. Spowodowały to próbki dżwiękowe, które mnie prawdę mówiąc - przeraziły, niż zachęciły do wysłuchania całej płyty. Znajomy, który wysłuchał owych próbek, powiedział, że ,,płyta mogłaby równie dobrze nazywać się ,,Upadek Giganta z Wielkiej Góry" - tytuł jednoznaczny i bez niedomówień". Teraz przyznaje, że jednak z ,,Catching Rays On Giant" nie jest tak żle, jak się na początku wydawało.

Jak już wspomniałem w poście ,,W oczekiwaniu na nowy album Alphaville" najnowsza płyta to podróż po biografii wokalisty. Mamy tutaj opowiadania i refleksje, które ukształtowały świat Alphaville.  Wymowną treść posiada nagranie Carry Your Flag, znane z wcześniejszych odsłon. ,,Musimy grać aby uzyskać więcej niż dziesięć lat. Musimy pomyśleć, że jesteśmy nieśmiertelni". - śpiewa Marian Gold. Wokalista jasno daje do zrozumienia, jak wygląda proces starzenia się zespołu i jego fanów. Natomiast Song For No One (But Myself) - kompozycja, która już od paru lat krążyła w sieci i nie zmieściła się na ,,Crazy Show", tu ostatecznie znalazła swoje miejsce, doskonale wpasowując się w całość.
Jeżeli chodzi o melodie, mamy do czynienia z płytą dynamiczną, wręcz dyskotekową - na szczęście nie powodującą mdłości, jakie odczuwam słuchając (często z przymusem) nowoczesnych, plastikowopodobnych tworów, dzierżących palmę pierwszeństwa na dzisiejszych listach dance.

Ktoś mógłby powiedzieć, że silnie emocjonalny utwór I Die For You Today to za mało, by mówić o Alphaville, że ich nowy album jest ,,kopalnią hitów". Czas więc na podliczenie nagrań, które mi najbardziej przypadły do słuchu: Song For No One, End Of The World, The Things I Didn`t Do (przypomina wczesne nagrania Erasure), - no i oczywista megabomba, która rozmaśliła mnie za pierwszym przesłuchaniem i zapomniałem na moment, jak się nazywam   - Call Me. Wstęp niczym Schaufensterpuppen zespołu Kraftwerk, a dalej mamy świetną przestrzeń w brzmieniu ( taki klimat stworzyli kiedyś A-ha w nagraniu The Sun Always Shines On TV). Przecież to idealny utwór na singel, który mógłby nawet wyrwać się na skrzydłach poza ramy synthpopowych list przebojów i przefrunąć z łopotem po wszystkich komercyjnych stacjach radiowych powodując zamęt nieprzeciętny.

Utrzymany w ostrzejszym, wręcz rockowym tonie - mocny, elektro-popowy numer Gravitation Breakdown kojarzy mi się wokalnie z nagraniami innej grupy synthpopowej - Covenant.
Phantoms - następny kandydat na singel, choć już nie tak wyrazisty jak Call Me, poza tym budowa nagrania wyrażnie skłania się do piosenek, które znamy z ,,Salvation". Na koniec także stary znajomy - Miracle Healing, który Marian zdecydował się umieścić na najnowszym albumie. Nagranie zostało stworzone w czasie podróży wokalisty po całym świecie, posiada wymowny tekst i  pytania bez odpowiedzi. Końcówkę utworu obleczono w dżwięki rozbrzmiewające niczym religijny hymn, znakomicie zamykając  płytę.

W internecie na torrentach jest także wersja deluxe. W dodatkach mamy  I Die For You Today w wersji original demo version (moim zdaniem bardzo słaba wersja i jakaś bez polotu - nawet jak na demo), Call Me - wersja demo, Fallen Angel w świetnej ,,orchestral demo version", oraz Forever Young 2001 Factory Mix - myślę, że  już chyba tak dorzucone na siłę.

To już właściwie wszystkie moje przemyślenia po przesłuchaniu najnowszej, o dziwo, całkiem niezłej płyty Alphaville. Obawiałem się, że będzie gorzej. Jak już kiedyś wspomniałem  przy oczekiwaniu na Catching Rays On Giant - stara miłość nie rdzewieje i widzę, że naprawdę są to zaślubiny ,,póki śmierć nas nie rozdzieli".
A wszystkim kręcącym nosami, mówiąc, że to ,,takie sobie synthpopowe granie", polecam zapoznać się z nagraniem ,,Night People" grupy Human League. Czy Alphaville zniżyłoby się do takiego poziomu?

wtorek, 16 listopada 2010

Garść informacji

Colony 5
Szwedzka grupa synthpop Colony 5 kontynuuje pracę nad nowym albumem, którego wydanie planowane jest na rok 2011. Zespół wstrzymuje się z koncertami, pragnąc stworzyć płytę w spokoju. Magnus Kalnins w swojej notce na oficjalnej stronie Colony 5 podaje, że takie wojaże zabierają mu sporo energii, poza tym 10 listopada urodziła mu się córka, więc nie myśli teraz o ruszaniu w trasy koncertowe. Dodaje jednak, że wokalista P-O Svensson oraz Johan Nilsson (który odszedł z zespołu w 2003 roku, jednak zaoferował teraz swoją pomoc), mogą wyruszyć w zastępstwie na kilka koncertów.

Michael Jackson
Pośmiertny album Michaela Jacksona zatytułowany po prostu ,,Michael" ukaże się 14 grudnia. Firma SONY, która wydaje płytę, odpiera zarzuty, że wokal bynajmniej nie należy do zmarłego gwiazdora, lecz do osoby, która posiada łudząco podobny głos do Michaela. Takie podejrzenia wyszły od rodziny Jacksona, a konkretnie od bratanków Tito Joe Jackson oraz  Tarylla Jackson, którzy po wysłuchaniu nagrania ,,Breaking News" skwitowali krótko: ,,fake".

Tracklista płyty ,,Michael" wygląda następująco:
1. Hold My Hand (featuring Akon)
2. Hollywood Tonight
3. Keep Your Head Up
4. (I Like) The Way You Love Me
5. Monster” (Featuring 50 Cent)
6. Best of Joy
7. Breaking News
8. (I Can't Make It) Another Day (Featuring Lenny Kravitz)
9. Behind the Mask
10. Much Too Soon

The Cars

Niezbyt już świeża informacja, bo pochodząca z 22 pażdziernika, a podał ją magazyn Rolling Stone.
Po 23 latach przerwy, The Cars wraz z oryginalnym wokalistą i autorem tekstów, którym jest  Ric Ocasek, pracują nad nową płytą. Zespół przedstawił niedawno na stronie Facebook 73 sekundowy klip ukazujący ich w studio, pracujących nad nagraniem ,,Blue Tip". Pismo Billboard potwierdza, że The Cars nagrywają nową płytę i mogą planować daty koncertów.
Chociaż Ocasek wciąż mówił, że już nigdy więcej nie zamierza śpiewać z The Cars i na pytania o reaktywację krzywił się z niechęcią, to musiał się chyba zdarzyć jakiś cud, że ,,samochód znów zapali".
W  roku 2005 klawiszowiec i gitarzysta Greg Hawkes i Elliot Easton wraz z wokalistą o nazwisku Todd Rundgren próbowali grać pod szyldem The New Cars, jednak  projekt ten szybko upadł dwa lata póżniej. Wszelka nadzieja  na powrót w pełnym składzie ,,Samochodzików" zakończyła się w roku 2000, kiedy basista i wokalista Benjamin Orr zmarł na raka trzustki.
Oficjalna strona zespołu (http://www.thecars.org/) jest obecnie ,,w budowie", czyli że jednak coś się święci przy produkcji nowego wehikułu. Pytanie tylko, w jakim pojedzie kierunku (tzn. jaki styl obierze zespół).

niedziela, 14 listopada 2010

Duran Duran - All You Need Is Now

Duran Duran szykują nową płytę w stylu niemal jak Rio czy nawet debiutanckiego krążka. Jak widać, są zespoły od których nie wymagam eksperymentowania... - napisał niedawno w komentarzu bywalec mojego bloga, Romance.

Grzechem byłoby nic nie wspomnieć o nadchodzącej wielkimi krokami płycie,  pojawiające się tu i ówdzie małe fragmenty dżwiękowe zaskoczyły mnie pozytywnie, tak więc optymistycznie wyczekuję całego albumu.
Trzynasta (oby nie pechowa) w dyskografii płyta będzie opatrzona tytułem All You Need Is Now, której produkcją zajął się Mark Ronson. ,,Duran Duran to moi bohaterowie z dzieciństwa i zarazem moja pierwsza muzyczna obsesja" - powiedział 35 letni producent, który przez sześć miesięcy spędził  czas z Simonem Le Bon, Nickiem Rhodes, oraz Johnem i Rogerem Taylor w studio.

Grający na instrumentach klawiszowych Nick Rhodes powiedział, że ,,To najlepsza płyta jaką stworzyliśmy od dwóch dekad". Takie obiecanki słyszałem już niejednokrotnie (każda sójka swój ogonek chwali), jednak po przesłuchaniu paru fragmentów nagrań myślę, że Nick ,,rzecznik prasowy" Rhodes dobrze prawi.
,,Będziemy tworzyć video do każdego utworu na płycie. Najnowszy album to też powrót do wysokiej jakości innowacyjnych teledysków".
Łączenie materiału wizualnego z treścią, to coś, z czego zespół w latach 80tych był bardzo znany - przykładem może być odważny jak na tamte czasy teledysk do piosenki Girls On Film ( w telewizji  wersję nieocenzurowaną pokazywano po godzinie 22-giej). Zespół umiejętnie wykorzystał teledyski jako skuteczne narzędzia marketingowe. Kręcone w egzotycznych miejscach, z pięknymi dziewczynami i uzupełnione ciekawym montażem wideoklipy ustanowiły wizualne wymogi w ruchu new romantic i wyniosły ten styl na inny poziom.

Mark Ronson zdradza, że grupa Duran Duran powraca do swojego klasycznego brzmienia.
Singel "All You Need Is Now", z całej płyty opatrzonej takim samym tytułem, dostępny będzie na całym świecie wyłącznie za pośrednictwem iTunes 14 grudnia 2010 roku.
Także na iTunes 21 grudnia będzie do pobrania dziewięć nagrań z albumu. Natomiast wersja rozszerzona, która ukaże się na nośniku CD oraz winylu będzie dostępna dopiero w lutym 2011 roku

1. "All You Need Is Now"
2. "Blame the Machines"
3. "Being Followed"
4. "Leave A Light On"
5. "Safe"
6. "Girl Panic"
7. "The Man Who Stole A Leopard"
8. "Runway Runaway"
9. "Before the Rain"

Bonus tracks on LP/CD 

1. "Mediterranea"
2. "Other People's Lives"
3. "King of Nowhere"

 Tomasz Beksiński : Duran Duran

Wśród noworomantycznych zespołów Duran Duran zajmował zawsze szczególne miejsce. Jedynie pierwsze nagrania tej formacji zbliżone były stylem i brzmieniem do popularnego i obowiązującego na początku lat osiemdziesiątych  gatunku. Jego członkowie od początku pragnęli zresztą tworzyć muzykę inną, łączącą w sobie elementy pop-music lat sześćdziesiątych (The Monkees), oraz elektronicznego rocka a la Kraftwerk. Sukces odnieśli dość szybko, a jeszcze szybciej stali się najmodniej... ubranym zespołem w Wielkiej Brytanii. Historia Duran Duran zaczyna się jeszcze w 1978 roku, kiedy to Nick Rhodes (kbds), John Taylor (b) i Roger Taylor (dr) postanowili założyć zespół. Wkrótce dołączył do nich gitarzysta  Andy Taylor oraz wokalista Simon Le Bon, którego spotkali w dyskotece. Nazwę zapożyczyli od szalonego naukowca z francuskiej bajki science-fiction Barbarella. Firma EMI podpisała z nimi kontrakt w 1980 roku, kiedy elektroniczny pop-rock zaczął opanowywać listy przebojów.

Pierwszy album Duran Duran, wydany latem 1981 roku, krytycy nazwali ,,Ultravoxem dla ubogich", piosenki grupy (Planet Earth, Careless Memories) cieszyły się jednak powodzeniem, a pięciu chłopców z Birmingham nosiło tak eleganckie stroje, że czytelnicy pisma ,,Melody Maker" okrzyknęli Duran Duran  najlepiej ubranym zespołem roku. Drugi album - Rio, wydany wiosną 1982 roku, był już wielkim sukcesem.

Mimo że muzyka Duran Duran zaczęła tracić na oryginalności, zespół nadal cieszył się  popularnością, realizując kosztowne teledyski, występując na dworze królowej, dyktując modę niczym Steve Strange. Po światowym tournee i wydaniu koncertowej płyty Arena muzycy Duran Duran poczuli się zmęczeni sobą  i przystąpili do realizowania prywatnych projektów. John Taylor i Andy Taylor wraz z Robertem Palmerem utworzyli The Power Station, zaś Roger Taylor, Simon Le Bon i Nick Rhodes nagrali w 1985 roku wyjątkowo udany album So Red The Rose pod nazwą Arcadia. Gdy pod koniec 1986 roku Duran Duran znależli się znowu w studiu, było ich już tylko trzech (Le Bon, Rhodes i John Taylor).
Wydana wówczas płyta Notorious okazała się mdłym, nudnym i pozbawionym inwencji zaprzeczeniem wszystkiego, co wcześniej stworzyli. (...) Duran Duran zawsze był bardziej zjawiskiem niż zespołem muzycznym, zrealizował jednak kilka utworów, które mają zagwarantowane miejsce w leksykonach muzyki pop lat osiemdziesiątych.

czwartek, 11 listopada 2010

Jimi Sumen

Jeden z gitarzystów Classix Nouveaux 
(1982 - 1984)
Jouko Tapani ,,Jimi" Sumen rozpoczął swoją karierę grając na gitarze niczym Jimi Hendrix (stąd pochodzi jego sceniczny przydomek). Pochodzący z Finlandii muzyk wraz ze swoim zespołem Dreams wygrał w 1977 roku na festiwalu Finnish Rock Championship, grając kompozycje Hendrixa: Fire oraz Hey Joe. Jego pierwsza płyta zawierająca gitarowy funk wydana została w 1978 roku.
Następnie Sumen przeniósł się na zupełnie inny rodzaj muzyki. W roku 1980 zainteresował się popularnym wtedy synth-popem i założył grający w tym stylu Jimi Sumen Projekt. Pod wpływem Davida Bowie oraz Davida Sylviana z zespołu Japan wydał dwa albumy, które tutaj przedstawiam: Screenplay z 1980 oraz Between Orient And Accidents z 1981 roku.
Od końca 1981 do początku 1982 roku grał w zespole u boku pioniera fińskiego ruchu punk - Pelle Miljoona.
Jesienią 1981 roku Jimi Sumen wystąpił jako support, czyli rozgrzewka przed goszczącą w Finlandii grupą Classix Nouveaux. Było to w nocnym klubie hotelu Pressidentii w Helsinkach. Po tym występie Classix Nouveaux zatrudnił Jimi Sumena na stanowisku gitarzysty, muzyk w lutym 1982 przeniósł się do Anglii. W roku 1983 nagrał z Classix płytę Secret,  następnie  Sumen powrócił do Finlandii. Tu skupił się na karierze producenta muzycznego dla wielu fińskich muzyków rockowych.
 
Jimi Sumen z zespołem Classix Nouveaux
(blondyn na dole po lewej) 
 Tyle historii, wyszperanej z internetu. Płyty, które przedstawiam, nie grzeszą oryginalnością, niby wszystko to już gdzieś słyszeliśmy - można się natknąć na brzmienia w stylu Johna Foxx, lub klimaty znane z płyt zespołu Japan.
Na płycie Screenplay dużo wpływu Davida Bowie, Tubeway Army, John Foxx, oraz Ultravox. Mi najbardziej podoba się instrumentalne nagranie Katsu!, posiadające charakterystyczne brzmienie początku lat osiemdziesiątych.Between Orient and Accidents to wplyw Japan (jest nawet cover The Other Side of Life), w niektórych kompozycjach Sumen brzmi też jak Adam And The Ants.
 Screenplay 1980
  Screenplay (1:46)
Motor City (2:27)
China Speed (2:34)
Local Lust (2:40)
Movements (5:35)
Katsu! (3:34)
Scandinavian (3:18)
Cut Up (3:32)
Mister (4:26)
Swingin' London (3:39)
Isn't It Wild (3:59) 


DOWNLOAD  
Between Orient And Accidents 1981
Chain Party (4:58)
The Model (4:19)
Home Movies (3:45)
Neon Life (4:27)
Rebel Rebel (3:18)
Love Is a Liquid (5:47)
Visitor's New Objects (3:12)
Tokyo Story (4:46)
The Other Side of Life (7:13)

niedziela, 7 listopada 2010

Chris De Burgh : W poszukiwaniu ukrytych skarbów

,,Kiedy byłem młodszy, jedną z moich ulubionych książek była Moonfleet J. Meade Faulkner. Kocham czytać książki, które rozpalają moją wyobrażnię i ,,Moonfleet" była jedną z nich. To trzymająca w napięciu historia ulokowana w rejonach Dorset, opowiadająca o miłości, zdradzie i wspaniałym diamencie strzeżonym przez ducha Blackbearda. Czułem, że mógłbym spróbować połączyć tą książkę z  utworem muzycznym". - Chris de Burgh 


 Osiemnastego pażdziernika ukazała się płyta Moonfleet and Other Stories popularnego piosenkarza Chrisa de Burgh. Jego kariera rozpoczęła się w latach siedemdziesiątych, natomiast w latach osiemdziesiątych usłyszeliśmy przebojowe Don`t Pay The Ferryman, High On Emotion, I Love The Night oraz  Lady In Red.
Nagrania z Moonfleet and Other Stories  już od pewnego czasu krążą także w internecie, jednak dopiero teraz miałem okazję się z nimi zapoznać.

Płyta jest czarującą opowieścią, która poprowadzi nas przez morza, kręcących się portowych przemytników, awanturników i piratów poszukujących skarbów. Nie zabrakło też jasnych opowieści o przyjażni i miłości.
Budowa albumu nasuwa mi skojarzenia z ,,Welcome To The Pleasuredome" zespołu Frankie Goes To Hollywood, a to za sprawą narratora, który przewija się między niektórymi nagraniami, łącząc kompozycje w jedną historię.
Album podzielono na dwie części: Historia ,,Moonfleet" to nagrania od 1 do 18, natomiast ,,Other Stories" to prawie akustycznie brzmiące ballady od 19 do 24.
Muzyka jest taka, do której Chris De Burgh przyzwyczaił nas od lat - wokalnie nic się nie zmienił od czasów Lady In Red, barwa jego głosu wciąż stwarza nastrój rozmarzenia i tęsknoty za minionymi, romantycznymi czasami.
Kompozycje są mieszanką popu, ballad, orkiestrowych i symfonicznych brzmień, znalazło się też miejsce na szanty  oraz  folkową muzykę irlandzką.
Muzyka stworzona przez Chrisa De Burgh broni się swoją zwyczajną naturalnością, jest łatwo przyswajalna dla wrażliwego słuchacza, który lubi sobie odpocząć od szaleństw otaczającego świata.

Trasa koncertowa nazwana po prostu ,,Moonfleet" planowana jest na marzec i kwiecień 2011 roku, Chris De Burgh wystąpi w Niemczech, Szwajcarii, Holandii i Wielkiej Brytanii.

sobota, 6 listopada 2010

Human League - Night People

Nagranie, które ma wyjść na singlu 22 listopada usłyszeli po raz pierwszy słuchacze w Berlinie na koncercie Electronic Beats.
Human League (Phil Oakey,  Joanne Catherall, Susanne Sulley) przedstawili piosenkę ,,Night People", a zarejestrował ją na wideo  Holger Splanemann.
Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś lepszego, w zamian zostałem uraczony przeciętną siekaniną, a monotonne powtarzanie tytułu nagrania spowodowało, że mina mi zrzedła. Pamiętacie niejakie Paninaro duetu Pet Shop Boys? Powtarzane wiele razy słowo ma tam do dziś swój  urok, tu Oakey niemiłosiernie mnie męczy.
Nagranie prezentuje się bardzo przeciętnie. Nie dość, że nie dorównuje ostatnio wydanym piosenkom Alphaville czy OMD, to nawet nie ma siły przebicia co ich własne - ostatnio wydane single "All I Ever Wanted" oraz "Love Me Madly?"
Mógłbym wylewać więcej żali, by zapełnić tu trochę miejsca, ale nikt nie lubi mazgajstwa. Po prostu trzeba przyjąć, że Night People to  słaby pop, aczkolwiek z zabawnym tekstem. Mimo wszystko, mam cichą nadzieję, że cały album zatrze niemiłe pierwsze wrażenie.



http://www.league-online.com/