sobota, 31 maja 2008

Iva Davies - The Ghost Of Time

Mając wciąż w pamięci skrytykowany przeze mnie album Code Blue grupy Icehouse, byłem nastawiony bojowo do obsmarowania także solowych nagrań Davies`a. Niestety, a właściwie - na szczęście - nie dał mi ku temu powodów, o czym czytnąć możecie poniżej.

W roku 1982 australijska formacja Icehouse wydała na rynek album Primitive Man, na którym między innymi znalazła się piosenka Great Southern Land.
Rok 2000 to czas, gdy Iva Davies postanowił przypomnieć to nagranie w czterech odsłonach na albumie The Ghost Of Time.
Mamy tu 44 minuty muzyki, muzyki która mnie pozytywnie zaskoczyła i w niektórych momentach zmusiła do konkretnego zastanowienia się nad tymi dżwiękami.
To już właściwie nie jest Icehouse - Iva Davies poszedł dalej, przedstawiając nam połączenie muzyki elektroniczno - orkiestrowej, bazującą wciąż na tym jednym utworze - lecz za każdym razem zmieniając jego oblicze.
Ghost Of Time jest o niebo wartościowszy niż wszystkie nagrania z cienkiego jak barszcz Code Blue.

Ostatnio bardziej przemawia do mnie właśnie takie, rozbudowane granie - monumentalne, niekończące się konstrukcje ciężko porównać do nagrań pop. W przypadku kompozycji Endless Ocean możemy mówić nawet o muzyce doskonale nadającej się do zobrazowania jakiegoś filmu.
Wiele, naprawdę wiele dzieje się na Ghost Of Time, najmocniej artysta ,,rozszalał" się w ponad 23 minutowym tytułowym nagraniu. Jazda rozpoczyna się prezentacją riffów gitarowych, potem przechodzi w sentymentalne, orkiestrowe granie, by pod koniec złączyć to wszystko wokalem z Great Southern Land.
Podsumowując - Iva Davies spisał się na medal, dość nieoczekiwanie ucierając nos piszącemu te słowa, który niesprawiedliwie skazał już muzyka na straty.

1. Great Southern Land (2000)
2. Walk Alone
3. Endless Ocean
4. The Ghost Of Time

DOWNLOAD

Psyche - Intimacy (by REQ)

Osobom, którym muzyka Psyche wydaje się być przeładowana elektroniką, tuszująca jednocześnie niedoskonały wokal Darrina Hussa, może tym razem przypadnie do gustu album Intimacy z 1994 roku. Za pierwszym przesłuchaniem byłem dość zdziwiony, że tak oszczędnie wykorzystano syntezatory, bez napakowanych bajerów, bez efekciarskich wstawek i bez jazgotu, znanego nam z ostatnich dokonań kanadyjskiego teamu.

Muzyka zawarta na płycie pławi się w mrocznej atmosferze, niewiele jest tu stawiania na rytm i przebojowość, przez co do słuchacza dogłębniej przemawiają teksty prowokujące do myślenia.
Często przy prezentacji innych krążków Psyche, zdarzały się komentarze niemiłosiernie krytykujące ,,walory" wokalne Darrina. Na tym albumie śpiew piosenkarza najmniej razi słuch, przez co chyba pastwiących się nad tym materiałem będzie niewielu...

Album jest też skutecznie omijany na blogach chyba przez tą mało komercyjną twarz Psyche. Materiał dość ciężko obecnie w sieci osiągalny prezentuję na życzenie.

1. Tresspass
2. Blind
3. Cathedral
4. Love Is a Winter
5. Crucible
6. Broken Heart
7. Ectasy
8. Peep Show
9. Solitude
10. Vampire
11. Freaks!
12. Love Is a winter (reprise)
13. Heaven in Pain (with our heaven)

DOWNLOAD

OMD - Live Architecture & Morality And More

Jak się okazuje, stara gwardia syntezatorowych wyjadaczy wciąż się ma dobrze, a koncert zagrany z pasją, brzmi świeżo i bez szpanerstwa. Tak się powinno grać, kuna fak!

Historia grupy rozpoczęła się w latach siedemdziesiątych, gdy Andy McCluskey, póżniejszy wokalista OMD zapoznał się z Paulem Humphreys w szkole Great Meols Primary School. Zagrali wtedy razem w różnych zespołach, włączając w to grupy Hitlerz Underpantz, VCL XI oraz The Id.
McCluskey dołączył także na krótki czas do zespołu Dalek I Love You, jednak odszedł, ponieważ chciał śpiewać swoje własne piosenki.

Pod koniec lat siedemdziesiątych ponownie nawiązał współpracę z Paulem Humphreysem, by stworzyć zespół o oryginalnie i dziwnie brzmiącej nazwie Orchestral Manoeuvres In The Dark (często skracane do OMD). Do składu dołączyli Martin Cooper grający na syntezatorze i saksofonie, oraz Malcolm Holmes na perkusji.

Jako OMD muzycy odnieśli spore sukcesy przede wszystkim w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. W drugiej jakby się lekko zatracili w tym co robią, kierując się w stronę grania muzyki pop, niż czysto synth - eksperymentalno - noworomantycznej.
Lata dziewięćdziesiąte, okres, gdy z pierwotnego składu pozostał tylko McCluskey, to już OMD w wydaniu dyskotekowym. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się już wtedy, że grupa ponownie ,,złoży się do kupy", i zagra w starym stylu.

O ponownym koncertowaniu w składzie z lat osiemdziesiątych zaczęto mówić w roku 2005, gdy OMD gościli w niemieckim show telewizyjnym ,,The Ultimate Chart-Show" poświęconemu najpopularniejszym artystom z lat osiemdziesiątych. Po tym spektaklu Andy McCluskey i Paul Humphreys powiedzieli w wywiadzie, że znów planują pracować razem.

I powrócili, zagrali cholernie poprawnie i bez gwiazdorstwa. Większość zaprezentowanych piosenek pochodzi z albumu Architecture and Morality - przez wiele osób krążek uważany za jedną z ikon muzyki synthpopowej lat 80tych.
,,Architecture and Morality" - nazwę tą zaproponowała Martha Ladly z zespołu Martha and the Muffins, która była dziewczyną Petera Saville ( projektant grafiki, twórca okładek płyt dla OMD). Na przedstawionym koncercie słyszymy wszystkie nagrania z Architecture and Morality, poprzestawiano tylko kolejność.

Obecnie OMD pracuje nad nowym albumem, miejmy nadzieję, że może wyjdzie coś ciekawego, choć na drugi Architecture & Morality bym już nie liczył. Trzymam kciuki.

Hammersmith Apollo, London on Saturday 19th May 2007.

1. "Architecture & Morality"
2. "Sealand"
3. "The New Stone Age"
4. "Georgia"
5. "She's Leaving"
6. "Souvenir"
7. "Joan of Arc"
8. "Joan of Arc (Maid of Orleans)"
9. "The Beginning and the End"
10. "If You Leave"
11. "(Forever) Live and Die"
12. "Pandora's Box"
13. "Locomotion"
14. "Sailing on the Seven Seas"
15. "Enola Gay"
16. "Electricity"
17. "The Romance Of The Telescope"

czwartek, 29 maja 2008

Harry Manfredini - Jason X

Tym razem coś zupełnie z innej beczki, a mianowicie soundtrack do filmu o jednym z największych masowych morderców w dziejach kina - Jasonie Voorhees.
Muzykę skomponował Harry Manfredini - kompozytor urodzony w Chicago (USA), specjalizujący się w tworzeniu muzycznych klimatów grozy.
Przez dwadzieścia lat pracował jako saksofonista jazzowy w swoim rodzinnym Chicago, by w końcu nawiązać kluczowe kontakty w Nowym Jorku podczas studiów na Columbia University.
Począwszy od tworzenia muzyki do filmów dla dzieci Manfredini spotkał się z producentem filmu familijnego ,,Here Comes The Tigers" Sean`em Cunningham.
Współpraca przy filmie okazała się na tyle owocna, że team Cunningham/Manfredini działał jeszcze przez wiele następnych lat.
Szczególnie zapamiętani zostali dzięki głośnej serii ,,Piątek trzynastego". Kompozytor, zapytany, co było inspiracją do wytworzenia muzyki do filmu Piątek trzynastego, odpowiedział:

Postaram się odpowiedzieć tak: Kiedy zostałem poproszony o nagranie ścieżki dżwiękowej, byłem wtedy w trakcie studiowania kompozytorów muzyki poważnej: Pendereckiego, Lutosławskiego i Bartoka. Oni byli rzeczywistą inspiracją. Należy pamiętać, że Piątek trzynastego był to film niskobudżetowy. Muzyka została zarejestrowana w New Jersey, w piwnicy przyjaciela o nazwisku Bob DiGangi, który miał tam swoje studio . Stworzona została bez żadnej orkiestry. Grałem na wszystkich instrumentach klawiszowych, perkusji, tworzyłem efekty dżwiękowe, dodawałem dżwięk szumu wiatru a także parę efektów wokalnych.

Jedna z nowszych odsłon serii - Jason X - to już dość spore pieniądze wpompowane w produkcję, niestety film nie zdobył uznania, co odbiło się negatywnie w zwrotach kosztów.
Na szczęście muzyka jest warta zapoznania, nawet, jeżeli ktoś filmu nie widział. Orkiestrowe, dramatyczne i niepokojące dżwięki sprawiają atmosferę czającego się zagrożenia, niczym na soundtracku do filmu Aliens.

W związku z tym, że nielegalnie rozprowadzany soundtrack do Jasona X jest, jak zauważyłem, skutecznie usuwany z serwerów ( napotkać można zdanie : naruszenie regulaminu), dwa linki tym razem zostały ukryte w tekście. Klikajcie w litery X.

1. "Opening Credits" – 4:32
2. "The 'Cryo'ing Game" – 3:08
3. "Meanwhile, 450 Years Later" – 2:48
4. "The Trip to Grendel" – 2:16
5. "Nano Ant Technology" – 5:27
6. "Jason Thaws Out" – 4:16
7. "He's Back" – 2:16
8. "The Grunts" – 7:08
9. "Give Me That Old Time Machete" – 6:29
10. "Kinsa Kracks" – 6:43
11. "KM Kicks Butt" – 2:49
12. "Escape Plan" – 2:13
13. "Birth of the UberJason" – 4:23
14. "The Wind Tunnel" – 1:43
15. "Oops? What Oops?" – 2:52
16. "Virtual Crystal Lake" – 2:23
17. "All's Well That Ends...Well?" – 3:41
18. "End Credits" – 4:00

środa, 28 maja 2008

Gary Numan - Fury 1985 and Fury - extended edition

Sam już nie wiem, czy wolę Numana z nowych płyt, czy tych starszych. Fakt jest taki, że po roku 1983 Gary zaczął co niektórych męczyć swoimi mało odkrywczymi nagraniami, często ocierając się o brzmienia disco.
The Fury pochodzi z roku 1985 i jest to kontynuacja pomysłów, których doświadczyliśmy na płycie poprzedniej (Berserker).
Artysta do nagrania i produkcji albumu zaprosił Mike Smitha (keyboard) i Iana Herrona (gitara) z zespołu The Wave, a także Colina Thurstona do nagrania jednego utworu.

Nadal mamy połączenie elektroniki z metalicznymi dżwiękami tym razem w większości wygenerowanymi przez syntezator PPG Wave. Na saksofonie usłyszymy nieżyjącego już Dicka Morriseya - brytyjskiego muzyka jazzowego, który gości między innymi także na płycie The Friends of Mr. Cairo Jon`a i Vangelis`a, albumach Petera Gabriela oraz płytach Shakatak.

Zeńskich głosów użyczyły Tessa Niles oraz przyjaciółka Numana - Tracey Ackerman.
Perkusji, jak sam Numan przyznaje, na tej płycie brak. Muzyka jest zdecydowanie rytmiczna z domieszką funky i cały czas przewija się duch eksperymentowania z syntezatorem PPG.
,,To była bardziej spontaniczna praca, niż ta, jaką wykonywałem na dotychczasowych albumach" - mówi Gary Numan w autobiografii Praying To The Aliens.

Użycie sampli jest już zauważalne na wstępie płyty - otwierający album nagranie Call Out The Dogs zawiera dżwięki z filmu Lowca Androidów Ridleya Scotta.
Płytę Fury wypełniają teksty Numana, który tym razem stara się zbadać ciemniejsze strony ludzkiej seksualności. Niektóre teksty mogą być interpretowane o złym stanie popularności piosenkarza, Call Out The Dogs może też mówić o antagonistycznej postawie Numana wobec prasy, a nagranie I Still Remember, gdzie tekst piosenki mówi o miłości, można zinterpretować jako odniesienie do kariery Numana :
"To może być mój ostatni utwór / Wszystko musi się kiedyś skończyć".

Pierwsza wersja okładki do albumu stała graficznie w dużej sprzeczności z przedstawioną na Fury muzyką. Niczym Bryan Ferry, Numan jest ubrany w biały garnitur z czerwoną muchą stojąc na białym tle. Gary póżniej przyznał, że okładka była ,,całkowicie nieodpowiednia" (mi tam nie przeszkadza :) ROb) i że wygląda na niej jak człowiek, który stacił wszystko w kasynie w Monte Carlo.

Płyta, którą miałem wrzucić już w 2007 roku, ale jak to bywa - skleroza, proszę państwa, skleroza! Tylko tyle mogę powiedzieć na swoją obronę....
A w nagrodę za cierpliwość (przede wszystkim płyta prezentowana jest dla romance - miłego słuchania), przedstawiam dwie wersje Wściekłości.
Jak w przypadku Berserker - album podstawowy oraz wersje extended (wydłużone).

The Fury - 1985 plus extra tracks


The Fury - extended edition

Gary Numan - The Radial Pair

O tym, że Gary Numan poza tworzeniem muzyki jest także miłośnikiem podniebnych lotów, pisałem już w poście do albumu Telekon.

Gdy popularność piosenkarza zaczęła stopniowo maleć, Numan większość czasu spędzał między chmurami, umilając sobie lot wykonywaniem niebezpiecznych ewolucji.
Pierwszym samolotem Numana był zakupiony w roku 1980 Cessna 182. W roku 1981 artysta dołączył do zespołu pilotów wojskowych Harvard Formation Team, gdzie wykonywał skomplikowane akrobacje na samolocie bojowym Harvard.

W roku 1994 muzyk - pilot zapakował kamerę video do kokpitu, by zademonstrować możliwości i sztuczki pilotażu. Niektóre ujęcia mrożą krew w żyłach, na przykład gdy Gary przelatuje tuż nad ziemią z prędkością błyskawicy.
Akrobacje w lotnictwie (beczki, korkociągi, mijanie się samolotami w bliskich odległościach) są uważane za najbardziej niebezpieczne i wymagające.
Muzyka do tego dokumentu została specjalnie napisana przez Gary Numana, a także udostępniona na mini dysku CD zatytułowanym "Radial Pair. Video Soundtrack ". Mieści się na nim osiem kompozycji w wydaniu instrumentalnym.

Całkiem niedawno, na pytanie dziennikarza radiowego Special Radio, czy nadal jest fanem samolotów, Numan odpowiedział, że już nie tak bardzo jak kiedyś. Obecnie znowu skłania się przede wszystkim ku muzyce.

,,Bycie muzykiem to najwspanialsza rzecz na świecie. Nawet, jeżeli nie masz powodzenia, nadal jest to najlepsze rozwiązanie.Masz możliwość podróżowania po całym kraju, a nawet i świecie, czujesz się szczęśliwy grając muzykę dla ludzi, zbierając poza tym doświadczenie i widząc rzeczy, o których inni mogą tylko marzyć. Uwielbiam to. Ciągle masz możliwość, że w każdej chwili spełnią się twoje marzenia. Należy cieszyć się z wszystkiego, co świat ma do zaoferowania. Poza tym musisz być naprawdę twardy, by wytrzymać nieuniknioną krytykę a nawet odrzucenie.Wręcz obsesyjnie musisz się poświęcić temu, co chcesz robić. Najważniejsi w tym są fani. Oni są wszystkim, to twoje życie i krew. Nigdy nie spoglądaj na nich z góry, staraj się zawsze mieć dla nich czas, mając wciąż w pamięci, że być może wśród nich są gwiazdy jutra i nie uważaj się za lepszego niż oni. Wszyscy jesteśmy po prostu ludżmi, niektórzy po prostu są większymi szczęściarzami niż inni."
Gary Numan, Kwiecień 2005

Kiss Me And Die
Mission
Dark Rain
Cloud Dancing
Virus
Cold House
Red Sky
Machine Heart

DOWNLOAD

poniedziałek, 26 maja 2008

Lili & Sussie - Dance Romance

Z okazji Dnia Matki płyta z hiciorem Oh Mama.

Lili & Susie (początkowo Lili & Sussie) to szwedzki pop-duet złożony z sióstr Lili i Susie Päivärinta.

Susanne Päivärinta urodziła się 10 maja 1964 roku, dwa lata później (5 styczeń 1966) na świat przyszła jej siostra Inga-Lill. Już jako dzieci zaczęły się interesować muzyką i zwierzętami. W szkole nie były szczególnie lubiane, ale tam bardziej koncentrowały się na śpiewaniu w zespole utworzonym wraz z przyjaciólką Ankie Bagger.

Siostry Päivärinta rozpoczęły swoją karierę zawodową w zespole Suzzies Orchestra. Współpracowały z takimi artystami jak Anna Book, Secret Service, Army of Lovers i oczywiście Ankie Bagger.

W 1985 roku wydany został ich pierwszy album "Lili & Sussie".Płyta wyprodukowana przez Johnny Logan`a, zawiera singiel "Summer Inatt" i "If You Can" grany przez wiele klubów w Anglii.. Piosenkarki pojawiły się w szwedzkich programach telewizyjnych "Mandagsbörsen" i "Summarn Kummer", a następnie w 1986 r. wydały anglojęzyczny singel "Candy Love", który stał się hitem w Europie.

Rok 1987 to data, gdy siostry Päivärinta nagrały singla "Oh Mama" - utwór został wyprodukowany przez Ola Hakansson`a , Tim`a Norell i Anders`a Hansson (Secret Service).
Nagranie trafiło na angielską listę przebojów i stało się jednym z największych w tym roku hitów.

Album Dance Romance jest utrzymany w klimatach taneczno - popowych. Oprócz "Oh Mama" i "Candy Love" zawiera także nagrania, które wydano na singlach :"Bara Du Och Jag", "Tokyo" oraz "Samma Tid, Samma Plats".

OH MAMA video:

http://www.youtube.com/watch?v=Nu3rkrCOLO4

Lili & Sussie w wydaniu świątecznym :)

FULL ALBUM:

1. Tokyo
2. Bara Du Och Jag
3. Oh Mama
4. Do You Remember?
5. Samma Tid, Samma Plats
6. Vintergatan
7. Kärleken Känns
8. I En Annan Värld
9. Candy Love
10. Cry Everytime
11. If It's Love

http://www.sendspace.pl/file/1zLpxTAV

Bangles - Patti`s Favourite (Live 1986)

Live At The Syria Mosque Arena
Pittsburg P.A. 13.12.1986.

Obok grupy Bananarama z Wielkiej Brytanii, równie popularną żeńską grupą z lat osiemdziesiątych, która miała parę przebojów, to kwartet The Bangles z Los Angeles (USA).
Gdy Susanna Hoffs dołączyła do sióstr Vicki i Debbi Peterson w celu stworzenia zespołu, był już koniec grudnia 1980 roku. Trio przybrało sobie wtedy nazwę The Colours, wkrótce zmieniono ją na Supersonic Bangs a następnie skrócono do Bangs.
Zespół był częścią sceny Paisley Underground w Los Angeles, a zaliczano do niej zespoły grające mieszankę folk -rocka lat sześćdziesiątych, jangle pop, punk i stylu garażowego rocka.

Zanim dziewczyny zaczęły się na dobre rozkręcać, stanęło przed nimi znowu zadanie, by zmienić nazwę, ponieważ okazało się, że istnieje już zespół The Bangs w New Jersey i w dodatku zaczęli straszyć piosenkarki sądem, jeżeli nazwy nie zmienią.
Zdecydowano więc się na ostateczny szyld, pod którym stały się znane na świecie - The Bangles (Bransolety).

W skład grupy wchodziły wtedy Susanna Hoffs (wokal, gitara), Debbi Peterson (wokal, perkusja), Vicki Peterson (wokal, gitara), oraz Annette Zilinskas - która grała w zespole na basie oraz harmonijce, lecz opuściła zespół przechodząc do grupy Blood On The Saddle. Lukę tą wypełniła Michael Steele, która poprzednio grała w żeńskiej grupie The Runaways.

Debiutancki album Bangles ,,All Over The Place" ukazał się w roku 1984, który co prawda sukcesu komercyjnego nie odniósł, jednak był to już pewien krok i zwrócenie na siebie uwagi.
Między innymi wiadomość o zespole dotarła do samego Prince`a, który napisał wizytówkę zespołu - nagranie Manic Monday.
Utwór Manic Monday z 1986 roku dotarł do drugiego miejsca amerykańskiej listy przebojów w Stanach, nagranie okupowało także listy w Europie i Japonii.
W tym samym roku ukazał się album Different Light, który poza hitem Manic Monday zawiera nagranie Walk Like An Egyptian - numer 1 w Stanach, Belgii, Holandii i Niemczech.

Rok 1988 to album Everything oraz przebój Eternal Flame - jedyna ballada w odróżnieniu od reszty albumu. Inne szybko wpadające w ucho nagranie to Be With You - zaśpiewane tym razem przez perkusistkę Debbi Peterson.
Po nagraniu Everything wokalistki poszły własnymi drogami, by powrócić w roku 2003 płytą Doll Revolution - niestety, rewolucji na listach przebojów tym razem nie było.

Dla tych, co już mają i znają studyjne albumy zespołu - Bangles z koncertu. Mamy rok 1986 i grupę w świetnej formie. Publiczność także dopisuje - a bootleg przedstawia nam dżwięk nagrany czysto i estetycznie.


Koncert dzięki uprzejmości SoundBoard - thank you.

Let It Go
Restless
Walking Down Your Street
James
Going Down To Liverpool
He`s Got A Secret
September Gurls
If She Knew What She Wants
Return Post
Live
In A Different Light
I Want You
Angels Don`t Fall In Love
Hero Takes A Fall
Manic Monday
Walk Like An Egyptian

http://www.shareonall.com/bangles_herv_rar.htm

Gary Numan - Human

Album nagrany przez jednego z prekursorów muzyki synthpop - Gary Numana przy współpracy z Michaelem R.Smith zawiera w całości muzykę instrumentalną.
Składa się z 36 utworów - przeważnie jedno - dwuminutowych, które zostały napisane do niskobudżetowego filmu z gatunku horroru i fantastyki pod tytułem Unborn.
Nagrania, które w dużej mierze nie zostały wykorzystane w filmie pochodzącym z roku 1991, Numan postanowił wydać w roku 1995 jako płytę instrumentalną.
Części niektórych utworów zostały następnie wykorzystane w późniejszych nagraniach Numana.

W swojej autobiografii, Praying To The Aliens, napisanej wraz z Steve Malins`em, Numan przedstawia, w jaki sposób powstał ten projekt:
,,Dyrektor filmu Rodman Flender był fanem nagrania ,,Asylum" (strona B singla Cars - dop. ROb) i uznał, że jestem odpowiednim człowiekiem do muzycznej oprawy jego filmu. Michael R.Smith i ja widzieliśmy w tym szansę do długotrwałego etapu, jakim miało być pisanie muzyki do filmów."

Muzyka jest utrzymana w spokojnych, uduchowionych barwach - to coś jak mroczna odmiana new-age, zmuszająca nas do wywoływania obrazów z innego świata.
Myślę, że jest to świetna odpowiedż dla niektórych znużonych ciężkim, prawie metalowym, ostrym i twardym brzmieniem dominującym na ostatnich płytach Numana. Instrumentalne kompozycje, przedstawione na Human przynoszą ukojenie, mimo, że pobrzmiewa w nich także nuta tajemniczości.

Tu macie próbkę nagrania Do You Wonder (listen) zshare

Navigators (2:12)
Bombay (2:29)
We Fold Space (1:10)
A Cry In The Dark (2:45)
Manic (1:36)
Empire (2:19)
A Little Lost Soul (2:41)
The Visitor (1:09)
Magician (2:12)
Undercover (1:27)
Halloween (1:13)
Embryo (1:38)
Elm Street (1:26)
Harmonos (2:20)
Big Alten (1:47)
Blind Faith (1:09)
New Life (4:01)
Fairy Tales (2:52)
Disease (2:22)
Tidal Wave (1:21)
Alone And Afraid (1:19)
Sahara (1:34)
Cold (1:41)
Do You Wonder (1:31)
Betrayal (1:01)
Suspicion (1:03)
The Unborn (1:59)
Lethal Injection (1:43)
Frantic (1:04)
Mother (0:57)
Black Heart (1:42)
Thunder Road (0:34)
Law And Order (2:02)
Needles (2:27)
Climax (0:35)
Inferno (0:48)

http://www.sendspace.pl/file/k2FsUXBO

niedziela, 25 maja 2008

Soft Cell - This Last Night... In Sodom (320 kbps)

Miała tu być dziś Chrisma i jej pierwszy album, lecz jest już dostępny tu:
CHRISMA - CHINESE RESTAURANT

Korzystając więc z wolnego czasu, postanowiłem wznowić link do albumu This Last Night... In Sodom duetu Soft Cell.

Rok 1983 przyniósł duetowi sporo napięć, co prowadziło już do nieuchronnego zakończenia działalności Marca Almonda i Dave`a Ball.
Po burzliwym i niespokojnym tournee w Hiszpanii w czerwcu 1983 - wliczając w to końcowy koncert w mieście San Sebastian - zespół rozpoczął pisanie piosenek na ich (nie licząc Non Stop Ecstatic Dancing) trzeci album studyjny.
Tytuł albumu nawiązuje do powieści Markiza de Sade zatytułowanej ,,Sto dwadzieścia dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu".
Sprawy, które są poruszane w This Last Night ... In Sodom to tym razem zniszczenie, niewolnictwo, morderstwa i zrzeczenie.
W porównaniu z poprzedniczkami płyta brzmi bardziej eksperymentalnie, doszły nawet elementy industrialu (Slave To This), a także dżwięk gitar (The Best Way To Kill). Mimo wszystko, duet nadal jest rozpoznawalny, głównie dzięki charakterystycznemu wokalowi Almonda przeplecionym z tanecznymi rytmami wyczarowanymi przez Balla.

,,Duet Soft Cell naprawdę pochodzi z disco i muzyki tanecznej. - wspomina Marc Almond w 2002 roku - Kiedy zaczynaliśmy, pracowałem w dyskotece i sam opłacałem swoje rachunki. Była to pierwsza dyskoteka w stylu amerykańskim na północy Anglii, w Leeds. To było chyba jedyne miejsce w Anglii w owym czasie, gdzie grano sporo amerykańskiego disco. David Ball i ja byliśmy zarówno fanami disco 1970s, ale miłośnikami ówczesnego punka również. To są z pewnością nasze korzenie i można je dostrzec w niektórych naszych wczesnych utworach, jak na przykład "Memorabilia", nagranie, które było prekursorem w gatunku electro acid house."

This Last Night... In Sodom przyniósł jednak coś więcej, niż typową muzykę pop-elektroniczną. Odbija ona nastroje i problemy, z jakimi Almond i Ball mieli wtedy do czynienia.
Almond przechodził załamanie nerwowe, a do tego jeszcze doszła frustracja spowodowana mało rewelacyjną recenzją płyty ,,Torment and Torreros", którą piosenkarz nagrał z zespołem The Mambas.

Album z początku może wydać się ,,dziwnym", znając na przykład ich nagrania tylko z Non Stop Erotic Cabaret. Sam przez to przechodziłem - jednak już za pierwszym przesłuchaniem wyłapałem niewątpliwie mocne strony albumu : Meet Murder My Angel, L`Esqualita, Surrender To A Stranger, Where Was Your Heart oraz umieszczony w bonusach Disease And Desire.

Przy okazji dziękuję Witku za podrzucenie Starcluster Ft. Marc Almond - Smoke And Mirrors !

1. Mr Self Destruct
2. Slave To This
3. Little Rough Rhinestone
4. Meet Murder My Angel
5. The Best Way To Kill
6. L'Esqualita
7. Down In The Subway
8. Surrender To A Stranger
9. Soul Inside
10. Where Was Your Heart(When You Needed It)
11. Disease And Desire
12. Born To Lose
13. You Only Live Twice
14. 007 Theme
15. Soul Inside (12" Mix)
16. Her Imagination

http://sharebee.com/5ab92dd7


http://sharebee.com/2c3096fd

środa, 21 maja 2008

RObert POland said... vol.25

Nowy album KajaGooGoo

Cicho i bez rozgłosu label Spectra Records udostępnił niecały miesiąc temu album grupy Kajagoogoo, zatytułowany Gone To The Moon. Ogromnie popularni w latach osiemdziesiątych, za sprawą chwytliwego image`u oraz przebojów Too Shy, Lion`s Mouth oraz Turn Your Back On Me, Limahl, Nick Beggs, Jez Strode, Steve Askew oraz Stuart Neale wpisali się w pamięć niejednego słuchacza muzyki pop.
Czy po ponad dwudziestu latach zespół jest w stanie odnieść podobny sukces, rzucając wszystkich na kolana swoim ,,comebackiem"?
Jak już zauważyłeś, szanowny czytelniku, album jest gotowy do zakupienia i posłuchania przez internet. Jednak brak szumu medialnego i prawie zero reklamy, spowoduje chyba zaginięcie tej płyty w natłoku tysiąca innych krążków. Z pewnością Gone To The Moon zaciekawi słuchaczy, którzy świetnie się bawili przy słodkich melodiach, wyśpiewanych przez Limahla i Nicka Beggsa.
Reszta (a na pewno młodzi słuchacze) prawdopodobnie oleje nowe nagrania zespołu, pochodzącego z czasów kostki Rubika.

Nagrania do Gone To The Moon powstawały w roku 2007 i 2008 a rękę do nich przyłożyli w większości Nick Beggs (wokal i gitara basowa), Steve Askew (gitara) oraz Stuart Neale (instrumenty klawiszowe). Mimo to album wydany został pod nazwą KajaGooGoo ( grupa jako trio po roku 1984 skróciła nazwę do Kaja), oraz jest promowany przez pięciu członków grupy - ponieważ doszedł także Limahl - wokal (chociaż jak słyszę, w mniejszym stopniu - właściwie nie słychać, ponieważ dołączył już po nagraniach :)) oraz Jez Strode na perkusji.

Nie zachwyciła mnie okładka albumu - może to szczegół dla słuchaczy, którzy i tak wyżej stawiają to, co zawarto na krążku, a nie wydrukowano na papierze. Dla mnie już samo połączenie koloru fioletowego z żółtym powoduje efekt odpychający i zasługuje na miano najbardziej kretyńskiej okładki roku. W dodatku te dwa bobasy uganiające się z pistoletami na wodę (?) po polu sołtysa... co to kurna jest? Teraz już wiem, skąd te kręgi w zbożu...
Obraz do okładki został stworzony w całości techniką komputerową, to prawdopodobnie ukłon w kierunku nowego wieku, w jakim zespołowi przytrafiło się nagrać ten krążek:)
Często łapię się na podejrzeniach, czy przypadkiem zespół nie nagrał płyty pod naciskiem i żądaniem swoich starych fanów, a ci - jak wiadomo, jak już sobie coś zechcą, to nie ma przebacz - masz nagrać i już. No i cóż tam ,,słychać w szerokim świecie"?

KajaGooGoo rok 1983: Limahl, Stuart Neale,Nick Beggs, Steve Askew,Jez Strode.

Na pewno nie znajdziemy tu hitu na miarę Too Shy. Panowie po prostu dojrzeli, założyli rodziny i wyrośli z leciutkiego popu. Fakt, nagrania nadal się obracają w gatunku pop, lecz jest to ta ambitniejsza odsłona stylu, z odstawieniem kiczu na bok. Dobrze to czy żle - można kwękać, że to już nie jest to, co kiedyś.Grupa czasami przypomina brzmieniem stary, dobry Tears For Fears (utwory The Last Day, Table For One), jeżeli jednak miałbym wyróżnić tu nagranie ,,szybko wpadające w ucho" to jest nim niewątpliwie utwór Smile.

Na pewno jest to pop w lepszym smaku, niż ten wszechobecny latinopop, którego po prostu nie trawię. Szkoda, że ambitniejszy styl grania przedstawiony przez zespół nie będzie miał szans przebicia - obym się jednak mylił.
Jak na razie nic nie wiadomo o ,,normalnej" sprzedaży płyty. Widział ktoś już TO w sklepie?

Listen:

http://www.mtraks.com/artist/kajagoogoo/release/85235

sobota, 10 maja 2008

Chris De Burgh - Live In Canada 1983 & 1984

Czasami rozwalają mnie teksty na forach dyskusyjnych, pisane przeważnie przez słuchaczy, którzy lata dajmy na to osiemdziesiąte znają jedynie z opowiadań swoich rodziców.
Do legendy przeszły już słynne internetowe kiksy, że nagranie Das Boot w wersji techno to dzieło Kraftwerk (aaa, ratunku! ta wersja jest w wykonaniu Alexa Christensena jako U- 96 a Kraftwerk nie ma z tym nagraniem nic wspólnego, poza tym, że wtedy grupę U - 96 okrzyknięto ,,Kraftwerkiem lat dziewięćdziesiątych"), Popcorn to rzekomo hit Jean Michel Jarre`a ( tak, a ja jestem Benedykt szesnaście), a nagranie ,, Jolka Jolka, pamiętasz" to według jednej osoby, która umieściła to nagranie w portalu wrzuta.pl to wykonanie niejakiego - atenszyn! - Perfectu :D (really? A ja myślałem, że Budka Suflera).

W trochę innym stylu przedstawia się sytuacja, o której chcę napisać, odnośnie Chrisa De Burgh. Na jednym z zagranicznych ,,czatboksów" była rozmowa o dokonaniach tego piosenkarza, gdzie wielu określiło go jako jedną z legend muzyki pop rockowej dwudziestego wieku. Niestety, do dyskusji wskoczyło jakieś zbłąkane zapewne dziewczę, które stwierdziło: ,,Jaka to legenda? To chyba wykonawca tylko jednego przeboju ,,Lady In Red"?
Smutne to naprawdę, jak w czasach obecnych wielu wykonawców z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych zostało opatrzonych (szczególnie przez młodzież) mianem krzywdzącej takich muzyków etykietki z napisem ,,One-Hit Wonder". Zapewne wydaje się Wam, że muzycy w tamtych latach byli tak ,,krótkożywotni", jak dzieje się teraz obecnie w przypadku napuszonych latynoskich piosenkarek, błyszczących dziś pełnym światłem, aby nazajutrz ustąpić miejsca innej ,,gwieżdzie", stojącej niecierpliwie w kolejce ?
Chris De Burgh nagrywa płyty od 1974 roku. Swiat nie zachwycał się jedynie ckliwą piosenką o kobiecie w czerwieni. W roku 1984 z wielu okien rozbrzmiewało nagranie High On Emotion.
Inne klasyki, o których było głośno to Don`t Pay The Ferryman, The Ecstasy Of Flight (I Love The Night), nawet nie wydany na singlu utwór Man On The Line był puszczany przez Trójkę.

Winą za taki stan należy z pewnością obarczyć składanki typu ,,The best of 80`s", które przedstawiają te czasy w jednej, często oklepanej i notorycznie powtarzającej się pigule, ukazujące jedynie maleńki fragment z tamtych lat. Smutne, że słuchacze wyrabiają sobie opinie o artystach dzięki takim składankom, lub stacjom radiowym, które mielą ,,w koło macieju" złote przeboje.

Dwa koncerty, które przedstawiam, odbyły się w czasach, gdy nikomu jeszcze na świecie nie śniło się o Lady In Red. Obydwa znalazłem jakiś czas temu w internecie. Koncert z roku 1984 nagrany w Edmonton , w którym Chris De Burgh przedstawił hity przede wszystkim z płyty Man On The Line, włączając w to między innymi przebój High On Emotion.
Do minusów zaliczam tu dość słabą jakość bootlega, o wiele lepiej prezentuje się koncert z roku 1983.

Koncert z roku 1983 odbył się w Montrealu 23 kwietnia. Chris De Burgh promował wtedy album The Getaway, z którego pochodzi hit Don`t Pay The Ferryman. Wtedy jego popularność w Kanadzie była znacznie większa, niż w USA lub nawet jego rodzimej Anglii. Artysta w większości przedstawił swoje nagrania z krążka Getaway, które w warstwie tekstowej koncentrowały się bardziej na wydarzeniach politycznych, niż na sprawach uczuciowo-sercowych.
Mimo swojej nostalgii mocno brzmi tu antywojenny utwór Borderline, bawi humorystyczny ,,Patricia The Stripper", elektryzuje jak zawsze ,,Spanish Train".

Może jako ciekawostkę dodam, że wśród muzyków towarzyszącym na tym koncercie wystąpił Rupert Hine, grający na instrumentach klawiszowych. Jakby nie patrzeć, producent trzech albumów Chrisa De Burgh.
I to by było na tyle. Dziękuję wszystkim za uwagę.

Chris DeBurgh - wokal, gitara
Phil Palmer - perkusja
John Giblin - bas
Rupert Hine - instrumenty klawiszowe, wokal
Michael Ross - gitara
David Caddick - fortepian
Stephen Tayler - saksofon, Woodwinds, wokal

LIVE IN MONTREAL - CANADA 1983

01 - Waiting For the Hurricane
02 - Sailor

03 - Crying And Laughing

04 - Spanish Train

05 - Borderline

06 - The Traveller

07 - Ship to Shore

08 - A Space Man Came Traveling

09 - Don't Pay The Ferryman
10 - The Getaway

11 - Patricia the Stripper

12 - Eastern Wind

DOWNLOAD

LIVE IN EDMONTON - CANADA 1984

Ship To Shore
Don`t Pay The Ferryman
Sight and Touch
Much More Than This
Man On The Line
Borderline
Spanish Train
The Sound Of A Gun
I Love The Night
High On Emotion

DOWNLOAD

Bamboo Industry - Tortured By Pleasure

Parę miesięcy temu poproszono mnie o znalezienie i przedstawienie płyty Bamboo Industry i jak dotąd w sieci nigdzie tego nie było. Stan taki trwałby chyba w nieskończoność, gdyby nie życzliwa osoba, która mi materiał udostępniła do posłuchania, godząc się na prezentację. Tak jak w przypadku River Session Classixów, możemy tu więc mówić z całą stanowczością o debiucie ,,sieciowym".

Grupa została założona w roku 1983 przez Ingo Ito oraz George Din, lecz pierwszy album został wydany dopiero w roku 1989.
Na Tortured By Pleasure udzielili się gościnnie muzycy Hans Behrendt z Ideal (perkusja) oraz Heiko Maile z Camouflage (instrumenty klawiszowe).
Sukcesem okazała się piosenka Catherine Wheel, często też puszczana w naszych stacjach
radiowych, mniejszym powodzeniem cieszyło się następne nagranie, wydane na singlu - Shake Hands With The Devil.
_____________
[HEIKO MAILE (Camouflage) - producent albumu.]

Latem 1989 roku Heiko zaangażowany był jako producent płyty Tortured By Pleasure.
Nie była to pierwsza współpraca z instrumentalistą i wokalistą Bamboo Industry - Ingo Ito.
Parę miesięcy wcześniej Ito został zaproszony do nagrania albumu ,,Methods Of Silence " Camouflage, gdzie w jego wykonaniu słyszymy grę na gitarze.
Dzięki tej współpracy Heiko decyduje się na produkcję płyty Bamboo Industry, która klimatem najbardziej przypomina następną płytę Camouflage zatytułowaną Meanwhile.

Catherine Wheel - listen song (posłuchaj)


Nagranie Catherine Wheel oraz płyta Tortured By Pleasure zostały opublikowane przez BMG Ariola . Album w samych tylko Niemczech został sprzedany w ilości 230 000 sztuk, następnie w 1993 już z nalepką Nice Price rozeszło się 80 000 kopii.

1 The Rusty Colours Of Sundown
2 Catherine Wheel
3 These Two Hands
4 The Game
5 Welcome To Rome
6 When I Was Alive
7 New Territories With China Motor Ways
8 Riding The Nighttrain
9 Shake Hands With The Devil
10 Time To Die
11 Wheels Are Turning
12 Empty Churches
13 F.F.A.R.M.
14 On The River

PART 1

PART 2

Thinkman - Hard Hat Zone

Upload by : majster (co chyba nie powinno dziwić :))

Dobrnęliśmy do trzeciego i zarazem ostatniego albumu, jaki Rupert Hine nagrał pod szyldem Thinkman. I chociaż okładka dobitnie wskazuje, by nie łamać przepisów odnośnie bezpieczeństwa w pracy, to przekornie zasiadłem do wystukania tych słów bez kasku ochronnego.

Płyta pochodząca z 1990 roku, do której utwory napisał Hine wraz z Jeanette Obstoj w większości dotyczą tematów z zakresu ochrony środowiska, zarazem skutecznie omijają sprawy związane z wywieraniem wpływu przez media na człowieka.
Ekologiczne akcenty znajdziemy między innymi w nagraniach Mother Nature`s Angry lub Take Them to the Traitors' Gate - utwór został poświęcony księciu Karolowi, którego zaangażowanie w ochronę środowiska w tamtych czasach wydawało się jeszcze wszystkim awangardowe i nie było w modzie.
Refleksje artysty nad wciąż pogarszającym się stanem naszej planety sprawiło, że przesłanie na Hard Hat Zone jest wciąż aktualne. Głos Matki Ziemi wzywający ludzi do opamiętania na niewiele tu się zdaje - chociaż my możemy przetrwać, to nasi potomkowie będą nas klęli za prymitywne, materialistyczne i zachłanne podejście do życia, które najprawdopodobniej odbije się czkawką na wspomnianych obywatelach za parę pokoleń.
Hine rozprawia się także z ciężką sytuacją, w jakiej znalazły się wieloryby, temat ten przedstawia w przejmującym nagraniu November Whale. Decyduje się też na przesłanie, wyrażając proste i konkretne słowa w utworze Unite It Don't Divide It. To nie są tylko tylko kraje. To cały świat. Nie są to tylko planety, lecz wszechświat. Nie powinniśmy tego dzielić, lecz zjednoczyć.
Niejeden uśmiechnie się w czasach obecnych pod nosem i pomyśli ,,albo mason, albo z Greenpeace", skoro dąży do zjednoczenia świata oraz śpiewa o ochronie środowiska. Mnie się wydaje, że właśnie w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy jeszcze czas na poprawienie samych siebie. Hine dość jasno się wyraził, że po dziesięciu latach, brnąc dalej w jednym kierunku z hasłem przewodnim ,,ja i nikt więcej" możemy po prostu ,,przyzwyczaić się" do problemu, traktując go jako część swojego życia oraz najzwyczajniej już na niego nie reagować.
Spoglądając na obecną sytuację na świecie, chyba miał sporą słuszność. Płyta nie tylko dla ekologów :)

1: Hard Hat Zone (4:43)
2: Mother Nature's Angry (4:01)
3: Who's Winning the Human Race? (3:20)
4: Unite It Don't Divide It (3:30)
5: November Whale (7:25)
6: Act of Love (5:32)
7: Take Them to the Traitors' Gate (5:24)
8: Think About It (2:44)
9: Exploring This World (Without Moving Too Much) (3:23)
10: The A to Z of You and Me (5:30)

DOWNLOAD

czwartek, 8 maja 2008

Thinkman - Life Is A Full Time Occupation (320 kbps)

Amerykanie mają swojego Batmana, Supermana, Spidermana... Europie wystarczy jeden, konkretny Thinkman. I chociaż nie ubiera się w ,,odpałowe" ciuchy, ani nie ratuje świata, to i tak zasługuje na uznanie. Płyty Howarda Jonesa, Tiny Turner, The Fixx i sporo innych wykonawców noszą jego nazwisko na okładce w postaci producenta.

Rupert Hine jako Thinkman. W latach siedemdziesiątych grał z Markiem Warnerem, Johnem G. Perry oraz Trevorem Morais w zespole Quantum Jump. Wydali dwa albumy plus jedną składankę, mam też cichą nadzieję, że może doczekamy się prezentacji i tego zespołu.

Lata osiemdziesiąte, to bogaty dorobek pracy Hine`a jako producenta zarówno własnych nagrań, oraz nadawaniu ostatecznego kształtu płytom innych wykonawców. Trzy albumy - które były tutaj prezentowane, dzięki uprzejmości majstra (podejrzewam, że chyba jeden z nielicznych w kraju miłośników twórczości pana Ruperta), a mianowicie Immunity (1981), Waving Not Drowning (1982) oraz The Wildest Wish To Fly (1983), może nie zdobywały szerokiej popularności w świecie, ale zawierają sporo interesującej muzyki, która mimo swoich lat wciąż świetnie się trzyma.

W roku 1985 Rupert Hine został zmuszony przez wytwórnie do tego, że aby wydać następny album, musi to zrobić pod innym nazwiskiem. Przypomina mi się tu póżniejsza sprawa z Prince`m, który także musiał znajdować sposoby (chociaż tam była bardziej chęć zerwania umowy z wytwórnią). Albumy oznakowane jako Symbol lub The Artist potrafiły z początku wprowadzić trochę zamętu, tak jest i w przypadku Hine`a jako Thinkman.

Co ciekawe, w Wielkiej Brytanii ludzie dość szybko się połapali, kim jest osoba kryjąca się za tym projektem. Dzięki teledyskom, w których dokładnie widać Hine`a, oraz ,,nibyzespół" za nim (tak naprawdę, to byli aktorzy, którzy udawali, że grają na instrumentach) wszystko stało się jasne.
Poza tym muzyka była (i jest:)) rozwinięciem pomysłów z płyt opatrzonych ,,właściwym" nazwiskiem piosenkarza.

Pierwszy album Thinkmana mamy już za sobą, pora na przedstawienie albumu o tytule ,,Life is A Full-Time Occupation", który także podesłał nam majster.
Nagrania są stworzone w tym samym klimacie, jaki znamy z albumów poprzednich - brak tu jakiegokolwiek przejścia na inne formy grania, myślę, że miłośnicy ,,Hine`owego" brzmienia mogliby mu nie wybaczyć zdrady dotychczasowego stylu.
Nadal pobrzmiewa domieszka głosu Petera Gabriela, znowu mamy w większości dramatyczne, szarpane brzmienie (
Walking on My Shadow's Head), a w utworach nastrojowych (tak naprawdę, to jest tylko jeden - kończący album Voices in Local Time), artysta umiejętnie buduje lekkie brzmienie za pomocą klawiszy.

Album z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy wciąż jeszcze mają mało muzyki Ruperta Hine. Artysta widocznie najlepiej się czuje w tych klimatach, zupełnie jakby nie patrząc na to, jak grają na świecie inni wykonawcy. Jeżeli stawiał sobie za cel tworzenie muzyki, którą nawet po latach ludzie będą odkrywać i słuchać po raz pierwszy, to mu znakomicie się to udało.
Najciekawsze według mnie nagrania na płycie to: Walking on My Shadow's Head (teraz tak tworzy Gary Numan!), Willpower, ,,genesisowy" Slow Game oraz Voices in Local Time.

Majster, raz jeszcze dzięki za udostępnienie albumu.
upload by: majster

1. Watchman, Walkman, Thinkman (4:51)
2. Bad Angel (4:50)
3. Never a Tear (5:21)
4. Life Is a Full Time Occupation (3:14)
5. Walking on My Shadow's Head (5:20)
6. Dance Yourself Sane (4:10)
7. Willpower (4:34)
8. Slow Game (4:43)
9. Voices in Local Time (5:12)

DOWNLOAD

środa, 7 maja 2008

Talla 2XLC compilation : Various Artists - Electronic `80ies (Technoclub)

Talla 2XLC to pseudonim popularnego pioniera sceny techno, za którym się kryje Andreas Tomalla. Popularność zdobył w roku 1985 za sprawą projektu Moskwa TV i nagraniom Tekno Talk oraz Generator 7/8.
Rok wcześniej - czyli w 1984, założył we Frankfurcie klub muzyczny o nazwie Technoclub, do którego zaczęli się przyłączać inni, obecnie już popularni przedstawiciele tej sceny, między innymi : Carl Cox, Sven Vath, Laurent Garnier oraz Paul Van Dyk.

W roku 1995 wydana została składanka z oryginalnymi nagraniami różnych wykonawców z lat osiemdziesiątych, zawierająca przede wszystkim wydłużone wersje popularnych utworów.
Nagrania, które wywarły wpływ na Andreasa Tomallę, zostały podane na dwóch kompaktach.
Są tu wydłużone wersje nagrań Heaven 17, Blancmange, a nawet legendarny już w kręgach dyskotek przebój ,,Blue Room" grupy Kirlian Camera.
Są także wykonawcy, których nazwy może mówią niewiele, ale także w swoim dorobku mieli przynajmniej jeden godny uwagi utwór. Czasami ciężko te nagrania znależć od razu w sieci za pierwszym podejściem. Wykonawcy tacy jak Logo, Endgames, IMS czy Ellison Chase zostali w czasach obecnych prawie zapomnieni i odstawieni na boczny tor, wraz z nagraniami, które wtedy przewijały się w klubach dla miłośników syntezatorowego grania.

Składak Talla 2XLC dedykuje zmarłemu przyjacielowi i menedżerowi o nazwisku Michael Poulton.

DISC 1:

Heaven 17 Let Me Go (6:48)
Blancmange Blind Vision (9:35)
Nitzer Ebb Hearts & Minds (Hypersonic Mix) (6:05)
Logo Businessmen (5:07)
IMS(International Music System) Nonline (5:29)
Endgames First Last For Everything (Club Version) (4:37)
Ellison Chase Welcome To Tomorrow (6:28)
Yello Lost Again (4:19)
Wet That's The Game (Continental Mega Mix) (6:23)
Telex L'Amours Toujours (3:21)
Boytronic You (3:37)
DAF (Deutsch Amerikanische Freundschaft) Als Wär´s Das Letzte Mal (3:23)
Fair Sex The Divine Service (5:09)

DISC 2:

Danse Macabre Spirit Of Bulgaria (3:19)
Book Of Love Lost Souls (4:48)
Eurythmics Sexcrime (1984) (3:57)
Erasure Who Needs Love Like That (Legend Mix) (5:45)
Ultravox Vienna (4:38)
Human League Life On Your Own (4:05)
Robotiko Rejekto Rejekto (Presentation Mix) (8:11)
Cetu Javu Situations (5:30)
Kissing The Pink Big Man Restless (5:15)
Fad Gadget Life On The Line (3:54)
Kirlian Camera Blue Room (Extended Version) (5:51)
Paul Haig Heaven Sent (7:22)
Willesden Dodgers Gunsmoke Breakout (Mix 2) (3:23)

Thinkman - The Formula + bonus

Wyimaginowany band: Rupert Hine, Leo Hurll, Andy Paris, Joe McArthur

Thinkman tak faktycznie nie był zespołem, lecz pod tym pseudonimem ukrywał się właściwie sam Rupert Hine. Aby podpisać kontrakt na nagranie następnej płyty, musiał się posunąć do stworzenia niby grupy. Nie będę wnikał w szczegóły, bo mało wiem na temat pozostałych pseudo - muzyków, którzy chyba tylko udzielali się w teledyskach (najprawdopodobniej aktorzy).
Album wydany po raz pierwszy w roku 1986, był odpowiedzią Hine`a na komercyjnie przebojowe piosenki, które się wtedy wciąż ukazywały. Brzmi oczywiście tak samo, jak poprzednie albumy solowe Ruperta, jednak nagrania są utrzymane w radośniejszej tonacji (szczególnie otwierający album Best Adventures).
Pomijając wyimaginowane postacie powyżej, należy tu wymienić osoby, które realnie włożyły swój wysiłek w nagrywaniu płyty ,,The Formula". I tak Phila Collinsa zastąpił inny perkusista - Stewart Copeland (The Police), a kobiecego wokalu drugoplanowego udzieliła Lisa DalBello.
Reszta - czyli keyboard, gitary, śpiew i programowanie to już robota samego Ruperta Hine.

Za album dziękuję majstrowi, który poświęcił swój czas na podesłanie plików.

ROb.

Thinkman - The Formula 1986
upload by: majster

Jakość techniczna mp trójek różna i niestety nie najlepsza (128kbps, 160kbps).

Lista utworów:

1. Best Adventures (4:36)
2. The Formula (7:13)
3. Legend (4:36)
4. The Ecstasy Of Free Thought (5:38)
5. The Conflict (4:19)
6. The Challenge (4:18)
7. The Days Of A Champion (4:38)
8. There Shines Our Promised Land (7:33)

DOWNLOAD

Bonus - upload by: majster

Mam coś jeszcze z tego okresu:

The Formula (Interpolated Version) (4:10)
Excerpt From The Big Lie (4:04)
Best Adventures (12" Version) (8:51)

http://rapidshare.com/files/113064508/dodatek.rar.html

Są to utwory z singli Thinkmana. Niestety nie posiadam The Formula
(Extrapolated version) i You Are What You Think.

coś jeszcze z wcześniejszych lat:

http://pl.youtube.com/watch?v=m4URm6ZftBs

8 marca 1982 Rupert Hine i gościnnie Phil Collins wykonują Set Up

majster.

wtorek, 6 maja 2008

Genesis - Extended and Remix

Postanowiłem opisać dwie składanki w jednym poście, ponieważ wiele od siebie się nie różnią.
Ciężko znajdować wśród wykonawców rocka progresywnego inne wersje utworów od oryginalnych.Chociaż Genesis niebezpiecznie zszedł w pewnym momencie z tej ścieżki na drogę lekkiego grania wydając hity Land Of Confusion czy Home By The Sea, to wciąż z progresywnym brzmieniem są kojarzeni.

Podchodziłem z obawą do tych ,,extended" nagrań, myśląc, że będzie to coś w stylu techno przeróbek. Już widziałem ten olbrzymi, pomarańczowy wstęp do posta z napisem ,,Profanacja". Na szczęście, nie jest tak żle. Oto mamy typowo rasowe wersje wydłużone, bez żadnych drastycznie zmienianych przez remikserów nagrań, przez co można ich spokojnie wysłuchać bez okrzyków ,,co to k... ma być".

I tak Invisible Touch oraz Land Of Confusion pochodzą z maxi singli wydanych w latach osiemdziesiątych. Już widzę szeroko uśmiechnięte twarze kolekcjonerów, którzy bez chwili namysłu zabiorą te pliki na swoje dyski.
Zupełnie rewelacyjnie wyszedł tu utwór Mama w wersji Work In Progress. Nagranie wydłużono do minut jedenastu (! dłuższe niż extended!) a w dodatku wokalnie Phil Collins brzmi inaczej - jak nazwa ,,innej wersji" wskazuje, jest to najprawdopodobniej wersja demo, jeszcze przed podrasowaniem brzmienia przez producenta.
A myślałem, że ta siedmiominutowa extended jest najdłuższa... Reszta wersji nagrania Mama jest taka sobie, włącznie z amerykańskim mixem z 1983 roku.

Natomiast Mama plus We Will Rock You jest połączeniem nagrania Genesis z Queen, czyli megamix. Nie jestem miłośnikiem ,,versusów", na szczęście Collins VS Mercury trzymają to jeszcze jakoś w kupie i przyznaję, że wysłuchałem nagrania z zaciekawieniem. Warte uwagi.

Abacab - 12" mix
In Too Deep - Ben Double M`s Fire Burning In Too Deep Mix
Invisible Touch - Hardy`s Mastermi
Invisible Touch - original extended 12 inch version
Land Of Confusion - extended version
Mama 83 - US Remix
Mama 83 - Long version
Mama - Ben Double M`s Mix
Mama - extended
Mama - Nathan Jay`s Extended Dark Funky Mix
Mama - Work in Progress Version
Thats All - rmx home mix
Tonight, Tonight, Tonight - 12" Remix
Genesis VS Queen - Mama/ We Will Rock You - Ben Liebrand Mix

PART 1

PART 2

Genesis - Limited Remix Edition

Składak ten to ciąg dalszy remixów i wypada w trochę słabszym tonie, niż powyższa kompilacja.
Jako zwolennik klimatycznych nagrań typu Mama oraz żwawszych rytmów, osobiście zacząłem się nudzić przy słuchaniu. Nagrania z nostalgiczną nutą, a nawet minimalnie ambientowymi wejściami potrafiły u mnie wywołać lekką senność. Nie są to nagrania złe i nie jest to ich wina - po prostu trochę przesadzono z dobraniem repertuaru. O ile w kompilacji Extended and Remix zdarza się utwór w stylu pop, następnie progresywny, a jeszcze po nim wchodzi senniejszy klimat - wtedy jest jeszcze wszystko w porządku.
Niestety, tu nastąpiło wpakowanie wszystkich nagrań brzmiących w jednostajnym rytmie. No, może Jesus He Knows Me wprowadza tu trochę ożywienia, ale cóż z tego, jak już zaraz po nim wchodzi No Son Of Mine (z innej beki, nagranie to bardzo lubię, ale tu już z tymi dziesięcioma minutami chyba przesadzono). Nagranie skonstruowane w wersji singlowej wyraża wszystko w paru minutach - tu niemiłosiernie się zdaje rozwlekać i końca nie widać, nie widać... nie widać. Damn! Sam już zaczynam tworzyć maxisinglowe teksty, a to już nie jest dobrze.

Dreamin' While You sleep ( Moon Light Version )
Fading Lights ( Faded Mix )
Hold On My Heart ( True Love Version )
I Can`t Dance ( Groovy Feet Mix )
Jesus He Knows Me ( Saved Version )
No Son Of Mine ( Homeless Version )
Tell Me Why ( The Truth Mix )
Way Of The World ( Endless Time Version )

http://www.shareonall.com/genremltd_jakd_rar.htm

Cicero - Future Boy (256 kbps)

Dla fanów Pet Shop Boys.

David John Cicero urodził się 29 maja 1970 roku w Deanport, na Long Island (USA).
Zapytacie, skąd więc takie włoskie nazwisko? Otóż ojciec piosenkarza pochodzi z Włoch, natomiast matka z Szkocji. W młodym wieku Cicero przeprowadził się do Szkocji, tam uczęszczał do szkoły, tam też poza muzyką pasjonował się piłką nożną.

Po ukończeniu szkoły imał się różnych zajęć. Między innymi był pomocnikiem stolarza, w wolnych chwilach poświęcił się pisaniu piosenek oraz wykonywaniem ich publicznie w Livingston. Oczywiście publika była skromna, bądż co bądż Cicero nie był gwiazdorem:)

Poważne zmiany przyszły, gdy w pięknie zbudowanej hali koncertowej SECC w Glasgow odbył się koncert duetu Pet Shop Boys.

,,To było w 1989 roku. Wybierałem się ze znajomymi samochodem na koncert PSB i w trakcie jazdy puściłem im jedną z moich kaset demo. Gdy dotarliśmy na miejsce, wziąłem ją po prostu do kieszeni, zupełnie się nie spodziewając, że ją komuś dam". Gdy udawali się na miejsce, zupełnie nieoczekiwanie natknęli się na Petera Andreasa - osobistego asystenta Pet Shop Boys ( Andreas zmarł na AIDS w 1995 r. - ROb.) i taśma trafiła w jego ręce.
Dwa tygodnie póżniej do Cicero zadzwonił telefon, z wiadomością, że Andreas zgadza się być menedżerem piosenkarza. Póżniej, gdy sam Neil Tennant oraz Chris Lowe z Pet Shop Boys przesłuchali nagrania demonstracyjne, doszło do podpisania umowy z Spaghetti Records.

Wytwórnia została założona przez Pet Shop Boys we wrześniu 1991 roku i 21 letni wtedy David Cicero był pierwszym wokalistą, którego singel został przez nią wydany. W nagraniu "Heaven Must Have Sent You Back To Me" wyprodukowanym przez Davida Jacoba, piosenkarz gra także na instrumentach klawiszowych.

,,Zawsze lubiłem muzykę elektroniczną muzykę, wczesne lata osiemdziesiąte i new romantic. Ludzie lubili Yazoo, Depeche Mode.
Pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłem Pet Shop Boys w telewizji. To było w sklepie, gdzie stał automat do gier ,,Space Invaders" i gdy w końcu oderwaliśmy się od gry, po odwróceniu w kierunku telewizora zobaczyłem program Top Of The Pops z teledyskiem do West-End Girls. Widziałem, jak Neil beznamiętnie śpiewa (bardziej rapował - dop. ROb), a Chris tylko stał za nim."

Okładka Cicero kojarzy mi się z DARE! Human League.

Pet Shop Boys w teledysku West-End Girls byli jak ogień i woda. W dodatku videoclip różnił się od dotychczasowych, bo nie było w nim żadnego pozerstwa i kreowania się na gwiazdy.Od tej pory Cicero staje się fanem PSB - rozpoczyna kupowanie dwunasto calowych płyt duetu.

,,Wciąż ich lubię, ale preferuję ich stare nagrania z lat osiemdziesiątych takie jak It`s A Sin czy Paninaro."

Gdy zamierzano wydać singla Cicero, pozostawała też jedna kwestia do rozstrzygnięcia. Mianowicie, jakim pseudonimem opatrzyć nagrania.
,,Moje prawdziwe nazwisko to David John Cicero. Podsuwałem różne propozycje, między innymi D.Cicero albo DC, a wtedy Pete Andreas powiedział: Dlaczego, po prostu nie Cicero? "

Debiutancki start z piosenką ,,Heaven Must Have Sent You Back to Me" w 1991 roku nie zwrócił większej uwagi wśród słuchaczy. Natomiast piosenka ,,Love is Everywhere" dotarła do 19 miejsca brytyjskiej listy przebojów w styczniu 1992 roku.

Album Future Boy, który przedstawiam, wydany został w czerwcu 1992 i został wyprodukowany przez Davida Jacoba oraz Pet Shop Boys.
Płyta ciekawa, wciągająca, jednak na świecie przeszła chyba bez większego powodzenia. Co ciekawe, sam do niedawna nic o tym albumie nie wiedziałem, a jest czego posłuchać i to bez skrzywienia się.
Bądż co bądż to płyta od fana dla fanów - wszelkie skojarzenia z Pet Shop Boys przy słuchaniu nagrań są jak najbardziej prawidłowe. Może i uczeń nie przerósł w tym przypadku mistrza, ale zawartość albumu wciąga - jest świetnym antidotum na niektóre mniej udane płyty Pet Shop Boys.

Fragmenty wywiadu z Cicero pochodzą z fanzinu Pet Shop Boys ,,Literally".

PS. Akurat zauważyłem, że u Rambula na blogu był to request i tam jest także link do tego albumu, lecz nie wiem, jakiej jakości. Ode mnie jest w 256 kbps.


FUTURE BOY

That Loving Feeling
Heaven Must Have Sent You Back To Me
My Middle Class Life
Cloud 9
Love Is Everywhere
Then
As Time Goes By
Sonic Malfunction
The Butcher Of Bucharest
Future Generations

piątek, 2 maja 2008

Adam Ant - Vive Le Rock (by REQ)

Miejmy nadzieję, że Adam Mrówka ma już kryzys za sobą, inaczej czeka mnie lufa pistoletu przyłożona do skroni...

Beztroskie lata osiemdziesiąte. Ilu muzyków po oszałamiających sukcesach, poszło w zapomnienie.
Niektórzy w terazniejszości radzą sobie nieżle, uważając przygodę z muzyką jako fajną zabawę (patrz na przykład Kevin Patterson z Fiction Factory), następnie znajdują sobie inne ,,hobby" i dają sobie spokój z graniem. Gorzej, gdy artysta ma muzykę we krwi, ciężko mu się obejść bez popularności i ciągłych występów na scenie.
Wtedy takiego człowieka ogarnia depresja. Często jest to ucieczka w alkohol i narkotyki, a w przypadku Stuarta Goddard, znanego bardziej jako Adam Ant dolicza się do jego życiorysu aresztowanie i zamknięcie w psychiatryku.
Pamiętne zdarzenie w 2002 roku, gdy wkurzony ,,Mrówek" zaczął wymachiwać bronią w jednym z londyńskich pubów grożąc, że zacznie ,,walić do wszystkiego, co się rusza", było sygnałem alarmowym, by Adama Ant wziąć pod lupę i otoczyć opieką w pokoju bez klamek. W końcu incydent, gdy muzyk zaczął rzucać kamieniami w bogu ducha winne budynki, zakłócając tym samym ,,spokój publiczny" doprowadził go do zatrzymania przez czujne służby porządkowe.

We wrześniu 2006 roku Adam Ant wydał autobiografię zatytułowaną Stand And Deliver, w której rozlicza się ze swoją karierą, oraz jak jej brak zaczął tworzyć nieporządek w życiu muzyka w latach obecnych.
W roku 2007 dwudziestego czwartego września Ant udzielił się publicznie przy londyńskim Bloomsbury Theatre, gdzie czytał fragmenty swojej książki, odpowiadał na pytania, a także zaśpiewał parę swoich piosenek w wersji akustycznej.
Nowy album spodziewany jest w tym roku, jak na razie nic nie wiadomo, w jakim stylu będzie ta płyta.

Wiedząc, z kim już mamy do czynienia, możemy spokojnie przejść do przesłuchania nagrań sprzed kryzysu:) Vive Le Rock podaję na życzenie, jednak pliki którymi dysponuję, są jakości 128 kbps.

Album został wydany w roku 1985 i zawiera nagrania typowe dla Adama Ant, z których wybija się przebój (znany także z listy Trójki) - Apollo 9. I tak naprawdę, to poza nim zwolennicy lekkiej muzyki pop, słodkich i chwytliwych numerów więcej tu nie znajdą. Za to miłośnicy rocka, a nawet bluesa (utrzymany w tym stylu utwór Rip Down) będą na pewno zadowoleni. Po skrajnych ocenach, jakie Ant otrzymał za sprawą popowego albumu ,,Strip", tutaj większość zdecydowanie pochwaliła nagrania za trzymanie się jednej ścieżki. Numery wykonane bez skręcania w bok, bez poszukiwania nowych brzmień i bez ... makijażu :) Konkretne, rockowe granie, bez koloryzowania i ubierania go w pirackie ciuszki, choć osobiście jednak wolę lukrowane ,,Puss 'N Boots".


Michael Cretu (by REQ)

Od czasu ostatniego postu o Cretu w 2006 roku, muzyk zdążył rozwieść się z piosenkarką, znaną jako Sandra (panowie, znowu mamy szanse po tylu latach;)), włosy przyprószyła siwizna, a na dodatek ROb zdecydował się na reupload...

Postanowiłem zrobić powtórny wrzut czterech płyt Michaela Cretu, o które zostałem poproszony. Chciałem w zasadzie zrobić to dnia 18 maja - w dzień urodzin tego wykonawcy, jednak to by było chyba i tak zbyt wiele wrażeń dla twórcy sukcesów Sandry, współpracownika tria Hubert Kah, własnego projektu Enigma itp., itd...

Solowy debiut Michaela to rok 1979 i album ,,Ausgewahlte Goldstucke" (edycja europejska to Moon Light & Flowers) -a utwór `57 (The Year I Was Born) (już sam tytuł podaje rok narodzin Cretu;)) - jest do dzisiaj moim ulubionym, letnim popowym utworkiem.W roku 1983 - na fali popularnej wtedy muzyki syntezatorowo- elektronicznej Cretu wypuscił na rynek prawdziwą bombę, zwaną Legionaire (Legionnaires) - umiejętnie połączona dawka tego, co na zachodzie oznaczano ,,muzyką new-romantic" - dla mnie jedna z najlepszych płyt ,,niebrytyjskich". Przebojowe numery Total Normal i Angel 07 - tu przy współpracy Huberta Kah - sprawiły, że na twórczosc Michaela Cretu wielu słuchaczy i mediów przestawało być obojętnych.
Rok 1985 to już czasy wysokiej popularnosci na swiecie wykonawców pop i dance z Niemiec - Cretu gra na instrumentach klawiszowych w grupie Moti Special ( słynna z przeboju dyskotek - Cold Days, Hot Nights). Jest to także rok, gdy Sandra Lauer ( ex- Arabesque) podjęła karierę solową - dla niej to Cretu wyprodukował jeden z pierwszych wielkich hitów - Maria Magdalena.
Singiel podbija listy przebojów dostając się na pierwsze miejsca w ponad 30 krajach świata. Niedługo potem Cretu wydaje swój kolejny album "Die Chinesische Mauer", a kilka miesięcy później album "The Invisible Man" - krążek będący taki sam jak "Chinesische Mauer" lecz z tekstami w języku angielskim. Od tego roku Cretu pracuje głównie jako producent Moti Special, Tissy Theirs oraz Cretu and Thiers.
Ostatnia płyta, którą wybrałem z dyskografii Michaela, to pochodząca z roku 1988 ,,Belle Epoque", nagrana wspólnie z Tissy Thiersand.
Muzyka na pewno trafi w gusta słuchaczy Sandry, szczególnie lubiących jej pierwsze trzy albumy.

Moon Light and Flowers 1979

57 (The Year I Was Born) 4:29
Fire and Rain 4:15
Wild River 4:35
Shadows Over my Head 3:54
Love Me 3:59
Moonlight Flower 3:41
Sparks of Imagination 5:05
Streets of Time 3:56
Song for Unknown Heroes 6:30

DOWNLOAD

Legionaire (Legionnaires) 1983

1.Legionaire
2.Total Normal
3.Spiel Auf Zeit
4.Frau Aus Stein
5.Goldene Jahre
6.Zeitlose Reise
7.Data-Alpfa-4
8.Karawanen
9.Der Planet Der Verlorenen Zei
10.Gambit
11.Angel 07

DOWNLOAD

The Invisible Man (Die Chinesische Mauer) 1985

Samurai 5:13
Carte Blanche 3:23
Silver Water 4:40
Your Favourite Toy 3:24
Intro 2:28
Mikado 3:13
Coda 0:59
Heavy Traffic 4:54
The Invisible Man 5:01

DOWNLOAD

Cretu & Thiers - Belle Epoque 1988

Mona Lisa 4:34
Crazy Life 3:44
When Love is the Missing Word 4:02
Waterfall 6:27
Captain Right 3:50
200 Ways to Heaven 4:04
Don't Say You Love Me 4:21
Snowin' Under my Skin 6:21

DOWNLOAD

czwartek, 1 maja 2008

Artery - Oceans


Album ten, oraz płyty Modern Quarter i Krisma to przede wszystkim ukłon w stronę Rambula i jego bloga ,,nrrules", który poszukiwał owych nagrań. Artery jak dotąd mam dostępny w ,,vinyl version", co jednak przeszkadzać nie powinno, bo wszystkie utwory brzmią technicznie bez zarzutu.
Płyta, o którą pytał już niejeden słuchacz - i to nie od wczoraj, czy tydzień temu... a od ponad dwóch lat. Chociaż wiem, że teraz jest laba związana z długim weekendem i mało kto będzie chciał czytać opisy, to możliwe, że na przyszłość będą odkryte. A więc lecimy z koksem...
Może na początek przedstawię label, dla którego Artery nagrał ,,Oceans". Wytwórnia nazywa się RED FLAME i założył ją w 1982 roku Dave Kitson. Firma przeważnie specjalizowała się w wydawaniu minialbumów. Przede wszystkim miała u siebie grupy grające nie agresywną, soft - nowofalową muzykę, m. innymi Artery, Anne Clark, Shiny Two Shiny oraz Carmel.

Natomiast grupa Artery powstała na przełomie 1978 i 1979 roku w Sheffield (Anglia). Była to (w zasadzie chyba nawet jest - podobno rok temu zostali reaktywowani) grupa zaliczana do wykonawców post - punk, a w szeregach jej znależli się:Mark Gouldthorpe (wokal, gitara), Mick Fidler ( gitara, wokal, saksofon), Neil McKenzie (bas) oraz Garry Wilson (perkusja). Większość utworów komponował Gouldthorpe.

Przy nagrywaniu mini - albumu Oceans pochodzącego z roku 1982 uczestniczył także Simon Hinkler grający na pianinie i organach, którego najwyrażniej słyszymy w nagraniu The Clown z sesji u Johna Peela. Artery doczekali się małej wzmianki w New Musical Express w artykule o nowych zespołach z Sheffield, oraz nagrania na składance przedstawiającą scenę indie, gdzie umieszczono ich obok utworów grup The Comsat Angels i I`m So Hollow.

Oceans może nie jest dziełem oszałamiającym, jednak warto zwrócić na niego uwagę. Niesamowity, garażowy nastrój, saksofon w stylu Madness i lekka psychodelia przewijająca się w singlowym nagraniu The Clown potrafi niejednemu słuchaczowi zawrócić w głowie i nakazująca odsłuchać nagrań raz jeszcze. Organy przypominające czasami stare, dobre brzmienie The Doors przeplecione z punkowym zacięciem tworzą dość niezwykłą mieszankę, nie mówiąc już o hipnotycznie pędzącej perkusji z przeszkadzajkami (The Slide).
Natomiast nagranie Afterwards z pewnością przypadnie do gustu osobom, którzy pokochali Phantasmagorię zespołu The Damned, album przedstawiony jakiś czas temu.

Wczesny ,,Artery" - jako "The" w 1976 (od lewej: Garry Wilson, Mark Gouldthorpe, Paul Bellamy, John Clayton)

photo from: http://www.simonhinkler.com/artery

Outside Kelvin Flats, Sheffield, 1976

ARTERY - OCEANS 1982 EP (VINYL VERSION)

01. The ghost of a small tour boat captain
02. Into the garden
03. The clown
04. Afterwards
05. The slide
06. The clown (Peel session)
07. The sailor situation

http://www.sendspace.pl/file/UZW4OrUJ

Kombi - 4

Album dedykujemy Romanowi Rogowieckiemu.

W latach osiemdziesiątych, kiedy gazetka Non-Stop była nieodzownym elementem każdego wielbiciela muzyki popularnej (nawet niekoniecznie rockowej, dużo było też informacji, co w muzycznym świecie pop się akurat wykluwało), dość często artystom swoimi recenzjami dawali w kość pan Piekut oraz Ro-Ro (czyli Roman Rogowiecki). Szczególnie pan Roman nie znał litości a nawet upatrzył sobie cel w polskiej muzyce rozrywkowej - grupę Kombi. Po latach nadszedł czas zemsty, panie Romanie... :) Okej, żartuję, ale pamiętam, że po jakiejś tam krytyce, sam pan Jacek Sylwin po prostu nie zdzierżył i napisał do pisma parę ostrych słów. Musiałbym się jednak przejść do archiwum i wygrzebać ten numer...

Post jest powtórką z rozrywki. Dla osób nieobeznanych z moją lekko żałosną twórczością podaję informację, iż jest to zwrot uświadamiający, że już na temat danej płyty było coś w przeszłości napisane na blogu.
Krótko mówiąc - płyta podana raz jeszcze - na życzenie. Spoglądając wstecz, na to co pisałem w 2006 roku, to naprawdę często się wstydzę za te nieudolne opisy płyt... Nie uważam także, że obecnie osiągnąłem doskonałość w pisaniu bloga, wciąż popełniam wiele błędów stylistycznych (czasami specjalnie zamierzone), a nawet kiksy biograficzne. W razie czego nadal mnie poprawiajcie, nie jestem mistrzem, nawet w laniu wody :)

Powracając do albumu Kombi - przedstawiam czwarty w dyskografii zespołu, stąd taki tytuł. Tak przy okazji, nasuwa mi się na myśl grupa Foreigner, która także nazwała swój czwarty album po prostu ,,4". Mimo tego, że płyta była bezpardonowo krytykowana przez rockowe kręgi dziennikarzy, to i tak jest dla mnie obok ,,Nowego Rozdziału" jedną z najlepszych polskich płyt ... synthpopowych. Chociaż wiem, że sam zespół wolał, by ich twórczość nazywano ,,muzyką środka", to chyba termin ten tak do końca się nie przyjął.
Najmniej zestarzało się nagranie ,,Nasze Rendez-Vous", po prostu brzmi ono bez jakichkolwiek zgrzytów. Każdy dżwięk jest perfekcyjnie dopracowany i bezbłędnie umieszczony na swoim miejscu. Pomijając naiwność (?) ,,noworomantycznego" tekstu, nagranie jest już klasykiem w historii polskiej muzyki rozrywkowej.
Reszta utworów, mimo, że są przebojowe, z chwytliwymi melodiami - a nawet świetnymi instrumentalnymi przerywnikami (Czekam wciąż, Za ciosem cios), swoim wydżwiękiem potwierdzają, że są nagrane w przeszłości. Spora ,,zasługa" owiniętego lekko nicią pajęczą brzmienia jest za sprawą automatu perkusyjnego - w czasie realizacji tych nagrań taki automat naprawdę był na topie, teraz niestety trąci myszką. W tamtych latach album był słuchany nawet u naszych sąsiadów zza Odry i był chwalony - co poświadcza Wam osoba mieszkająca blisko granicy i mająca zasięg do niemieckich stacji radiowych.

Z tego, co mi wiadomo, także pan Wojciech Soporek (recenzent z pisma Non Stop), miał sporo uwag dotyczących tego krążka. Wyróżnił z niego bodajże dwie kompozycje - z których jedna z nich na sto procent była Nasze Rendez - Vous. Z mojej strony mam więcej ulubionych: przymrużając oko na perkusję, przypominającą młóckę to utwór ,,Lawina" następnie ,,Black And White", ,,Za ciosem cios", ,,Gdzie tak biegniecie, bracia" oraz ,,Nasze Rendez Vous". Chyba nie jest aż tak żle z tym albumem, jak inni chcą nam wmówić?

1. Kombi music
2. Lawina-kamień do kamienia
3. Black and white
4. Szukam drogi
5. Kim jestem-kim byłem
6. Zaczarowane miasto
7. Za ciosem cios
8. Gdzie tak biegniecie bracia
9. Nasze rendez-vous
10. Czekam wciąż

http://www.shareonall.com/Kombi_4_btgo.rar