środa, 27 lutego 2008

Midge Ure - BBC Concert

Midge Ure na żywo. Dobrze nagrany (i zagrany) koncert wydany w roku 1999 (edytowano:)), gdzie wokalista przedstawił nam swoje solowe utwory, przeplecione z hitami nagranymi z Ultravox. Koncert odbył się w czasie odbywającej się trasy koncertowej ,,Pure Tour" artysty i jest to niesamowita perełka dla miłośników piosenkarza. Głos jak zawsze bez zarzutu, piosenki zabarwione szkockimi brzmieniami ( I See Hope In The Morning Light, oraz klasyczny All Fall Down) pozwalają przenieść się w świat ciepła i pozytywnej energii. Po co tracić czas i pieniądze u terapeuty, gdy za darmo muzyka może nam w sumie to samo wytworzyć. Muzyka Ure`a to antidotum na wszelkie doły, ten koncert jest jak najmocniejszym potwierdzeniem doskonałości piosenkarza. Ure chyba jest sam naładowany szkockim pozytywnym nastawieniem do życia i tą energią dzieli się ze słuchaczami.
Jest wielu wykonawców, którzy starają się wokół siebie wytworzyć niesamowitą więż ze słuchaczem - lecz naprawdę niewielu jest takich wykonawców, którzy bezpretensjonalnie i bez narzucania się potrafią przyciągnąć ku sobie odbiorców.
Pięknie wypada tu klasyk Ultravox - Lament, jedna z najniesamowitszych (o ile mogę się tak wyrazić) - wersji tego utworu. Nastrój, monument zachowane, zrezygnowano na szczęście z potężnej (znanej z oryginalnego nagrania studyjnego) perkusji.
Light In Your Eyes wciąż powoduje ścisk w gardle - nieważne, czy to wersja studyjna, czy koncertowa - Ure przechodzi znowu samego siebie.
All Fall Down i Vienna to niczym niezmącone majstersztyki, które brzmią fantastyczniej, niż Ure wykonywał je wraz z Ultravox na koncertach.

Pliki, które zdobyłem, są w jakiejś dziwnie nieułożonej kolejności - ale jak ktoś chce, to może pogrzebać w tagach plików - poniżej prawidłowy zestaw utworów.

1. Dancing With Tears In My Eyes
2. Pure Love
3. Lament
4. Light In Your Eyes
5. Dear God
6. Love's Great Adventure
7. Leaving (So Long)
8. All Fall Down
9. Vienna
10. I See Hope In The Morning Light
11. Rising
12. Chieftain
13. Cold Cold Heart

http://sharebee.com/94c17e7b

Rich Kids - Ghosts Of Princes In Towers

Glen Matlock (ex-Sex Pistols - basista), Rusty Egan (cóż za kolos! - perkusista), Steve New (ex-Sex Pistols - gitara, wokal), oraz Midge Ure (młodzian w sweterku - maskotka zespołu:) - wokal i gitara).

Po odejściu z Slik, Midge Ure w 1977 roku dołączył do składu ,,supergrupy", jak określano wówczas ten band na Wyspach Brytyjskich i ostrzejszy repertuar, jaki przedstawiła grupa chyba odpowiadał muzykowi bardziej, niż narzucony przez ,,górę" styl glamrockowy.
Rich Kids podpisali umowę z EMI 5 listopada 1977 roku. Początkowo plan zakładał nagranie trzech albumów, nic jednak z tych wymogów nie zostało spełnione - po nagraniu trzech singli Ure zaczął fascynować się możliwościami, jakie dają syntezatory i postanowił pójść tą drogą.

Powracając do The Rich Kids - muzykę można określić jako ... pop - punk, chociaż mocno ostrej muzyki punk mamy tu ilość śladową.
Pierwszym singlem, jaki został wydany to napisany przez Glena Matlocka utwór zatytułowany po prostu ,,Rich Kids" (Bogate dzieciaki) i ukazał się w Zjednoczonym Królestwie 13 stycznia 1978 roku. Pierwsze piętnaście tysięcy kopii wydano na czerwonym vinylu i okładce w takim samym kolorze.

Przedstawiony tu album ('Ghosts of Princes in Towers') wydano w sierpniu 1978 roku - został wyprodukowany przez Mick`a Ronson`a, a nagrany w domowym studio John`a Kongo.
Już tydzień po wydaniu płyty Rich Kids zaczęli koncertować, włączając w to nawet występ w telewizji w programie zatytułowanym Rock Goes To College.

Płyta przez dość długi czas była dostępna jedynie na vinylu. Dopiero w roku 1993 zdecydowano się wypuścić na rynek ,,odczyszczoną" wersję, jednak chyba brzmienie wciąż nie było zadowalające - ponieważ w roku 1999 label Cherry Red poprawił jakość dżwięku i wydał materiał raz jeszcze.

Zespół wystąpił także na dwu sesjach u Johna Peel`a - po raz pierwszy w listopadzie 1977 roku, druga wizyta miała miejsce w kwietniu 1978 roku.
Grupa nie istniała długo - koniec lat siedemdziesiątych to początki zainteresowań syntezatorami i próbami wykrzesania z nich drzemiących możliwości - Rusty Egan i Midge Ure spotkali się ponownie, tym razem w niejakim Visage pod dowodzeniem także niejakiego Steve`a Strange.

1. Strange One
2. Hung On You
3. Ghosts Of Princes In Towers
4. Cheap Emotion
5. Marching Men
6. Put You In The Picture
7. Young Girls
8. Bullet Proof Lover
9. Rich Kids
10. Lovers And Fools
11. Burning Sounds
12. Empty Words
13. Here Comes The Nice
14. Only Arsenic

DOWNLOAD

Midge Ure and : Slik - The Best of Slik

Billy McIsaac (keyboard), Midge Ure (wokal, gitara), Kenny Hyslop (perkusja), Jim McGinlay (gitara basowa).

Historia grupy zaczyna się w roku 1970 w Glasgow (Szkocja), gdy Jim Mc Ginlay wraz ze swoim bratem Kevinem zakładają zespół Salvation. Muzycy zauroczeni byli grupą Ten Years After, także w tych klimatach grana była muzyka grupy. W roku 1972 bracia zdecydowali się poszerzyć skład zespołu, włączając do niego Jamesa (Midge) Ure`a ( ur. 10 pażdziernika 1953 roku w Cambuslang, Lanarkshire), Kenny`ego Hyslop (prawdziwe nazwisko Kenneth John Hyslop, ur. 14 lutego 1951 roku w Braeholm, Helensburgh), oraz Billy`ego McIsaac (prawdziwe nazwisko William McIsaac, ur. 12 lipca 1949 roku w Rothesay).

W takim składzie muzycy zadebiutowali na dużej scenie w roku 1973, gdy zagrali w klubie Apollo Glasgow jako support przed Sweet.
W kwietniu 1974 roku Kevin McGinlay zdecydował opuścić zespół. Parę miesięcy póżniej - w listopadzie 1974 grupa zmienia nazwę z Salvation na Slik i występuje jako kwartet. Piosenki dla zespołu pisał znany duet autorów : Bill Martin i Phil Coulter, możemy więc mówić o narzuceniu zespołowi ,,swojego widzimisię", co i jak grupa Slik ma grać.
Pierwszym singlem, napisanym przez spółkę Martin/Coulter był wydany w styczniu 1975 roku Boogiest Band In Town, za to największą popularnością cieszył się drugi singel - wydany w lutym 1976 roku utrzymany w stylu glam-rocka Forever and Ever. Także i ta piosenka została napisana przez Billa Martina i Phila Coultera, w dodatku było to drugie podejście z tym utworem (przed Slik piosenkę tą nagrała grupa Kenny). Utwór dotarł na szczyt brytyjskiej listy przebojów, w sumie na liście utrzymał się przez dziewięć tygodni.

Następne utwory nie zdobyły już uznania i popularności wśród publiczności. Requiem - trzeci singel formacji wydany w maju 1976 roku dotarł do miejsca 24 , a The Kid's A Punk nawet nie został zauważony na listach przebojów. Koniec zespołu datuje się na rok 1977 - wtedy Slik został przemianowany na zespół Zones, sam Midge Ure szukając innej drogi nagrał jeszcze ,,na odchodne" z Kennym Hyslopem utwór Pain (pod nazwą PVC2), po czym przyłączył się do grupy Rich Kids (patrz post powyżej).


download : PART 1

download : PART 2

czwartek, 21 lutego 2008

Twice A Man - Slow Swirl

W związku z tym, że 80sMan zaprezentował ten zespół na swoim blogu, ktoś inny przedstawił też album-debiut, to nie prezentując tu choćby jednego krążka Twice A Man, czuję się jak jakiś odszczepieniec wygnany z plemienia przez wioskowego znachora... :) Ale żarty na bok, bo oto na początek przed nami garść trudno brzmiących nazwisk.

Zespół powstał w 1981 roku w Gothenburg (Szwecja) i w składzie znależli się : Dan Söderqvist (gitara, wokal), Karl Gasleben [Ingemar Ljungström] (syntezator, wokal), Lars Falk (gitara od 1981-82), oraz Jocke Söderqvist (syntezator od 1983-86).

Jak już wspomniałem w komentarzu u 80sMana, grupę omijałem łukiem szerokim, myśląc, iż nie jest to muzyka dla mnie, chociaż zewsząd bombardowano mnie zachętami, bym spróbował zakazanego owocu :) Zdecydowałem się na przesłuchanie Slow Swirl z 1985 roku i sądzę, że grupa zdała u mnie egzamin z ,,pierwszego wrażenia". Chociaż początkowo nie byłem oszołomiony, to jednak każde nagranie posiada niewątpliwy, dojrzały klimat, brak tu miejsca na przesłodzone nagrania, jest to już poważniejsza liga muzyki ,,syntezatorowo - wokalnej".
Lekko darkowo - mroczny Divided Light zaliczam do nagrań, które nie powinny się zestarzeć przez najbliższe trzydzieści lat, natomiast nagranie Swirl - proszę mnie tu nie ukamieniować - chyba było wzorcem dla nagrań niejakiego Psyche.
Dochodzimy do jednego z najlepszych momentów na płycie - Tribal Ways, który może śmiało konkurować z najpopularniejszymi ,,mrocznymi" nagraniami wykonawców z Wysp Brytyjskich, całość kończy nagranie Nowhere, gdzie klimat zbudowany jest za pomocą monumentalnych dżwięków elektronicznych dzwonów (niczym na Black Celebration Depeche Mode).
Co ja tu się zresztą będę produkował - trzeba posłuchać, bo jest to muzyka jak najmniej ,,lukrowana", mimo, że zbudowana z syntetycznych brzmień.

IN THIN AIR
OUT OF FOCUS
OBSERVATION FROM A BORDERLAND
DIVIDED LIGHT
LARGE GLASS
SWIRL
TRIBAL WAYS
NOWHERE

DOWNLOAD

Planning By Numbers - 1 (Catch the Beat)

Stephen Milford w projekcie Planning By Numbers

Ian Curnow (syntezator, keyboard), John Holiday (bas, wokal), Milan Zekavica (perkusja), Stephen Milford (wokal, gitara, syntezator) oraz Trevor Steel (gitara), w roku 1982 wydali jedyny album pod szyldem Planning By Numbers, a płytę wypuścił w obieg label Beggars Banquet - znany czytelnikom mojego bloga chyba przede wszystkim z wytwórni, dla której nagrywał Gary Numan. Ufff... kropka.

Pamiętam, że gdy na blogu przedstawiłem ten krążek, w sieci praktycznie mało co było na temat Planning By Numbers. Od niedawna zaczęto mnie prosić o wznowienie płyty (reupload), nadarzyła się więc okazja, by poszperać w necie ponownie. Niestety, nadal niewiele informacji można zdobyć, z trudem zdobyłem same nazwiska uczestników w tym projekcie.
Cóż, pozostaje chyba tylko podzielić się wrażeniami z odsłuchanych nagrań.

Proszę państwa, oto zgrabny mix stylu Gary`ego Numana, Visage i Dramatis w swoim przebojowym festiwalu. Piosenki są skoczne, wszystkie wchodzą w nas ,,jednym tchem" i jest to chyba jedna z tych pozycji synthpop, które zostały ,,zagłuszone" przez innych, popularniejszych przedstawicieli tego gatunku.
Dla wielbicieli new romantic i synthpopu ta płyta jest jak znalazł do dodania w kolekcji nagrań rzadkich - pliki tego zespołu sam kiedyś zasysałem w ciemno i teraz nie żałuję, ciesząc uszy melodyjnymi Catch the Beat, Living Neon (do posłuchania na Youtube), oraz Kinetic...

Kim Wilde - Kim Wilde 1981

The First Album

Tak, teraz już wiem, dlaczego mniej mi się podoba debiutancki krążek Kim Wilde od następnych pozycji... jest jeszcze zbyt rockowy :) Pamiętam, że pierwszy utwór tej wykonawczyni, który usłyszałem, to oczywiście Kids In America (1981) - zrobił na mnie spore wrażenie, zresztą nie tylko mi się spodobał. Piosenka została wielkim przebojem w Danii (numer 1 na liście), w Anglii uplasowała się na miejscu 2.
Z płyty tej sukces odniosło także nagranie Chequered Love - numer 1 we Francji, oraz miejsce drugie w Niemczech.

Gdy Kim Wilde rozpoczęła karierę tym albumem, miała niespełna dwadzieścia lat. Z miejsca okrzyknięto ją najpopularniejszą wykonawczynią w muzyce synth-pop, niektórzy żartowali (szczególnie recenzenci teledysku do Kids in America), że jest to ,,Gary Numan w spódnicy" ze swoim lodowatym spojrzeniem.

Swoje piętno na tej płycie pozostawiła progresywna grupa The Enid, która została zaproszona do nagrań. Muzycy z pełnym profesjonalizmem wykorzystali instrumentarium znajdujące się w studio, niestety słuchając przebojów z tej płyty, chyba mało kto wie, z kim (ale się złożyło:)) pani Kim nagrywała ten krążek.
Wszystkie piosenki napisali i skomponowali brat Kim : Ricky Wilde, oraz jej ojciec Marty Wilde (znany od lat producent hitów w Wielkiej Brytanii ).
Całość wyprodukował Ricky Wilde.

Stylowo piosenki kręcą się wokół elektronicznego pop- rocka, gdzieniegdzie zaczepiają nawet o rytmy reggae (Everything We Know oraz 2 6 5 8 0).
Myślę, że Kim Wilde w 1981 trafiła akurat na dobry okres w muzyce - gdzie wokalistek kręcących się w nurcie elektroniczno - popowym było wtedy jak na lekarstwo i każdy słuchał przeważnie ,,męskiej wokalizy". Na rynek wkroczyła, gdy jeszcze kobiecej konkurencji nie było w tym stylu i wszyscy rozpisywali się głównie o niej. Wokalistka nie ustrzegła się także dziennikarskich porównań do Debbie Harry i grupy Blondie, oraz naciąganych zarzutów o kopiowanie stylu zespołu ze Stanów.

środa, 20 lutego 2008

Ultravox - Live in Dortmund 1983

Brzmi jak Monument

Kto zna koncert Ultravox z albumu Monument, ten nie będzie tu piał z zachwytu. Prędzej na zimno ogarnie, że to już słyszał, lecz w trochę okrojonym wydaniu.
Koncert odbył się w miejscowości Dortmund w Niemczech 15 kwietnia 1983 roku w Westfallenhalle.
Prawie niczym się nie różni od tego, co znamy z Monument - albumu, który zawiera materiał nagrany w Hammersmith Odeon. Tu Midge Ure, Warren Cann, Chris Cross oraz Billy Currie jadą z tym samym materiałem, co przedstawili na Monument, jednak okrzyk Ure`a ,,danke!" utwierdza słuchacza w przekonaniu, że to jednak faktycznie się dzieje w Germanii.

Oczywiście sama muzyka jest bez zarzutu - do niej nie można się tu przyczepić. Wciąż rewelacyjny The Voice oraz niesamowity trans odwalony na czterech instrumentach perkusyjnych, który do dzisiaj powoduje ciary na plecach. A kiedyś myślałem, że to sam Warren Cann wymiata niesamowite solo pałeczkami... :)
Dobrze wypada na żywo Visions in Blue, Reap the Wild Wind ma ciekawy wstęp (myślałem, że im się coś z początku zacięło, lub że grupa nie może ,,wskoczyć" w rytm :)), klasyczna już Vienna nadal przejmuje swoim chłodem i aurą tajemniczości, no i utwór Hymn - gdzie Ure naprawdę może pokazać swoje umiejętności wokalne.

Cóż, jeżeli lubicie Ultravox, możecie śmiało pobrać do przesłuchania ten koncert - nawet, jeżeli już znacie na pamięć każdą nutę w Monumencie.

Wetsfallenhalle
Dortmund, Germany
04/15/1983

All Stood Still
The Thin Wall
Visions in Blue
The Voice
Vienna
Reap The Wild Wind
Passing Strangers / Mine For Life
Hymn

DOWNLOAD

Kim Wilde - Select

I znowu reupload... jeden z najdziwniejszych...
Nie wierzę, by ten album był tak trudny do zdobycia w sieci, podejrzewam, że tu już niektórzy zaczynają iść na łatwiznę, nie chce im się szukać, lecz wolą listonosza poprosić o wrzut do skrzynki.

Kim Wilde tym albumem umocniła swoją pozycję pierwszej damy synthpop w latach osiemdziesiątych. Osobiście wolę Select od debiutanckiego albumu tej pani, chociaż brytyjczycy już wtedy zaczęli kręcić nosami. Płyta miała swoją premierę 10 maja 1982 roku i cieszyła się większą popularnością w ,,reszcie świata" niż poza umiarkowaną Anglią.

Na albumie dominują przede wszystkim piosenki żywiołowe, jedynie stonowana w swojej wymowie Cambodia zwalnia tempo płyty. Cambodia jest tutaj w dwóch wersjach - singlowej (wolnej), oraz taneczno - instrumentalnej (reprise). Poza przebojem Cambodia mamy tu także hit View From A Bridge - jeden z klasyków, który posiada nastrój tajemniczości oraz mający w sobie ,,efekty specjalne" w postaci zsamplowanego głosu wokalistki.

Producentem albumu jest brat Kim - Ricky Wilde.

01 Ego (4:08)
02 Words Fell Down (3:29)
03 Action City (3:21)
04 View From A Bridge (3:30)
05 Just A Feeling (4:09)
06 Chaos At The Airport (3:15)
07 Take Me Tonight (3:52)
08 Can You Come Over (3:32)
09 Wendy Sadd (3:47)
10 Cambodia & Reprise (7:12)

Fake - New Art

Eric Strömblad i Ulrica Örn

Fake - grupa ze Szwecji która zasłynęła m. innymi utworami ,,Donna Rouge (Warm Ice)" i ,,Frogs In Spain". Podchodziłem do tego albumu z nastawieniem, ,na pewno będą to dyskotekowe lekkie hity na jedno kopyto". Po przesłuchaniu całosci nieznanego mi dotąd krążka ,,New Art" z 1984 roku zostałem uraczony niebanalnymi melodiami, czasem wręcz wymagającymi ode mnie , bym się dokładniej przysłuchiwał dżwiękom płynącym z głosników... Jeżeli zna ktos Fake tylko z ,,Frogs in Spain" niech będzie przygotowany na muzykę innego kalibru, bardziej zróżnicowaną.
Album wydany został w dwóch edycjach, różniły się rozmieszczeniem poszczegónych utworów -w innej kolejnosci, a także (choc nie jestem pewien) możliwe że dwa utwory były inne niż na drugiej edycji.
Od siebie dodałem także utwór Brick - który nie znajduje się na płycie New Art, ponieważ został nagrany póżniej.

LP New art (1984)
SOS recording (Second edition)


1. Alone with the moonlight
2. Empty garden
3. Memories of Pan
4. Rain over the Nile
5. New art
6. Arabian toys
7. Frogs in Spain
8. In love
9. Right
10. Warm ice
plus bonus: # Brick - long version

http://www.zshare.net/download/20526931429245d4

poniedziałek, 18 lutego 2008

RObert POland said... vol.23

Komiksy muzyczne

Przeglądając od dość długiego czasu strony internetowe, spotykałem w swych wędrówkach komiksy związane z muzyką - znanymi wykonawcami, którzy zapisali się już w historii muzyki rozrywkowej.
Oczywiście, nie są to jakieś potężne opowieści, okraszone niezwykłą fabułą, rozrysowanymi minimalnie na czterdzieści stron - więcej w tym prostych (by nie napisać ,,prostackich") ,,historyjek", którym do prawdziwych komiksowych albumów daleeko, oj, daleko.
Czasami wykonawcy potrafili się szarpnąć na pomysł umieszczenia komiksowej historii na okładce swojej płyty - jednak można takie przypadki policzyć na palcach jednej ręki.
Najmocniej mi utkwiła okładka niemieckiej grupy O.Kay, gdzie przedstawione są perypetie członków grupy, w dodatku nakreślone profesjonalną kreską typową dla komiksów.
Nie przedstawię tu wszystkich ,,historyjek obrazkowych", jakie udało mi się wyszperać - zaprezentuję tu rysunki, które mnie szczególnie zainteresowały.

Na pierwszy ogień weżmy komiks z Adamem Ant i jego fantastyczne przygody :) Oczywiście znalazłem jedynie tą stronę (możliwe, że innych nie ma). Styl rysunku nasuwa mi na myśl kultowego Thorgala, chociaż wątpliwe, by pan Rosiński miał cokolwiek wspólnego z tym ,,dziełem" :) Dobrze odwzorowana została postać Adama Ant - wraz ze swoją nieodłączną pręgą na nosie przewija się przez każdą klatkę komiksu - o co jednak konkretnie chodzi, niestety, nie wiadomo. Obrazek jest po prostu zbyt mały, by cokolwiek z niego odczytać.

Następny komiks wart uwagi, to Janis Joplin - utrzymany w stylu płyty Big Brother and The Holding Company, ukazuje poszczególne etapy powstawania piosenek Joplin : Summertime, Piece of My Heart czy też Ball and Chain - całość zmyślnie rozkawałkowana w kształcie wydzielonej pizzy dla rodziny lub znajomych, którzy wpadli akurat do Ciebie na herbatkę ... :)

Komiksowej kreski nie ustrzegli się także panowie z Kraftwerk - słynne już manekiny, które stały się ich nieodzownym elementem w koncertowych halach wspomagają także świat rysunku. Niestety, w tym przypadku znowu mam do czynienia tylko z jedną stroną ,,akcji", mimo poszukiwań nie udało mi się zauważyć więcej rysunkowych przygód elektrownii.

We are the robots....

Panowie z Kraftwerk wyznają zasadę, że wszyscy jesteśmy jak roboty. W czasach obecnych slogan ten nabrał już namacalnego znaczenia w społeczeństwie, gdzie wszyscy wykonujemy pracę mechanicznie, często bez satysfakcji, a jedynie tylko po to, by jakoś w tej społeczności utrzymać się od wypłaty do wypłaty...
,,Mój boże, doktorze, Oni są niepokonani!" - krzyczy kobieta, wyglądająca na przerażoną.
Czy ma na myśli atakujące robociki na drugim planie? A może jednak bezwzględne korporacje, wysysające naszą energię i pieniądze z kieszeni?

Made in Japan

Komiksowego wydania doczekał się także charyzmatyczny Robert Smith z The Cure, w dodatku zbrodnię tą popełnił jakiś samuraj z Kraju Kwitnącej Wiśni. Japończycy to już naprawdę mają kulturę przesiąkniętą mangą - wokalista The Cure wygląda tu bardziej na jakiegoś osobnika, który potrafi wytwarzać śmiercionośne fireballe niż przejawiać jakieś tam ciągotki do mikrofonu. Typowe dla mangi duże oczy oraz krzaczki (japońskie pismo) nie pozostawiają cienia wątpliwości, skąd pochodzi rysownik.

Jethro Tull

Zbyt stary na rockandrolla, lecz zbyt młody, by umierać. Ktoś, kto narysował ten komiks o Jethro Tull, urodził się z ołówkiem w ręku i chyba zajmuje się nie od dziś tworzeniem opowieści obrazkowych.
Komiks znajduje się w wkładce albumu Too Old To Rock`N`Roll Too Young To Die!. Historia przedstawia rysunkowe perypetie Ray`a Lomas`a, (Ray Lomax) rockersa, który (jak wyjaśnił to w wywiadzie Ian Anderson) jest głównym bohaterem utworu Too Old To Rock`N`Roll... - postać nie wymieniona z imienia, lecz historia ukazuje właśnie tą osobę. Jest to alter ego Iana Andersona - ,,rysunkowa wersja" tego muzyka. Kolorem czerwonym oznaczono tytuły utworów Jethro Tull.

Kurna, ale różowo
Lecz czego można było się spodziewać, jeżeli głównymi bohaterami opowieści są Andy Bell oraz Vince Clarke z Erasure. O ile Vince lubi kobiety, to w przypadku wokalisty (Andy Bell) powiedzieć tego nie można. Kiczowato wręcz narysowany komiks przypaść może kolorystycznie jedynie naszym milusińskim bobasom, reszta może dostać lekkiego ataku epilepsji. Kolor różowy i purpurowy wydaje się być ulubioną barwą rysownika, myślę, że efekt był celowy, a nie, że akurat tą kredkę miał najdłuższą... :) Wgłębiając się w szczegóły komiksu, możemy zauważyć parę rozbrajających smaczków. Mamy tu Erasure na koncercie, gdzie już na wstępie Andy Bell pokazuje nam całą ,,paszczękę", krzycząc ,,kto zacz..." Najlepsze są ,,chmurki" unoszące się nad Vince`m Clarke - kto zna koncerty Erasure i samego muzyka, z pewnością wie, że prawie wcale się nie udziela słownie, więc typowy LOL atakuje mnie, widząc, jak w usta klawiszowca wkładane są słowa ,,most certainly" oraz ,,moon is cool" :D
Jeszcze jeden szczegół ,,rządzi" w kadrze numer 3 - gdzie jakiś fan trzyma transparent (a raczej kartkę) z napisem ,,Vince to bóg!" :D
Jedynie do czego można tu mieć pretensje, że facjaty Vince`a i Andy`ego są mało podobne do tych ,,realnych". Gdyby nie opis, że to Erasure, można by te postacie podczepić pod jakikolwiek inny band.

Skoro już przy tematyce koncerowej jesteśmy, znalazłem co nieco o Duran Duran - czarno biała historia, gdzie przedstawiony jest show Simona Le Bon, Rhodesa i Taylorów w czasach obecnych.
Rysownik jednak skupia się bardziej na reakcji słuchaczy uczestniczących w koncercie, niż na przedstawieniu samej grupy - ,,ludziki" tańczące i poubierane w stylu lat osiemdziesiątych z wymalowaną ekstazą na ich twarzach :)
Najmocniejszym punktem jest tu scena, gdy Duran Duran odgrywają numer Save A Prayer - w ruch idą nieodzowne w balladach zapalniczki oraz... telefony komórkowe :) Trzeba iść z duchem czasu, jednak kadr poprzedzający tą scenę trochę zmusza do zadumy. Gość zwraca uwagę, że widzi na koncercie dużo dzieciaków, którzy nie pamiętają lat osiemdziesiątych, zaś osoba obok niego celnie rzuca tekst, że lata osiemdziesiąte wróciły, podbijając słowa krytyką obecnego stanu w muzyce pop (Sucks!)

Kartonowym stylem poszczycić się może okładka do singla Cambodia w wykonaniu Kim Wilde, pochodząca z końca roku 1981.
W skrócie przedstawia wartość tekstową piosenki - utwór opowiada o żonie pilota, który poleciał do Kambodży i nigdy nie powrócił - ojciec Kim Wilde, Marty Wilde napisał ten utwór zainspirowany dramatycznymi wydarzeniami, które miały miejsce w południowym Wietnamie.


Tak powstał Dark Side of the Moon.
Zapomnijcie o tym, że piramidka ukazana na okładce płyty Pink Floyd to symbol masońskiej ingerencji w muzykę. Oto prawdziwa historia powstania kultowej okładki :) Jak widzimy, najprostsze rozwiązania są zapamiętywane najdłużej i to one przechodzą do historii...
Tak sobie myślę, czy aby Gary Numan i ,,jego" piramidka z Pleasure Principle nie powstała w podobny sposób... coś jednak jest w symbolice, ukazywanej na niektórych płytach, ale to bardziej temat na odrębny post...

Zresztą o symbolice ukazywanej na okładkach albumów Pink Floyd można by książkę napisać, ile jest w tym prawdy, co oznaczają ukryte przesłania na nich zawarte, to już chyba jest słodką tajemnicą samych muzyków.

Na zakończenie przedstawiam wspomniany już wcześniej pseudokomiks, który pieści oko za sprawą okładki płyty ,,Bang!" niemieckiej grupy synthpop Okay.
Nikki, Marcus, Robin i Christian przedstawieni w komiksowym stylu doprowadzili do tego, że dużo mówiło się w okresie wydania o okładce albumu. Nie dość, że dostaliśmy wtedy kawał fajnego materiału do posłuchania, to jeszcze zostaliśmy uraczeni czymś do poczytania. Szkoda jedynie, że całość jest w języku niemieckim.
Miałem zamiar dodać tu jeszcze rysunek Spandau Ballet oraz komiks Ultravox, jednak są one tak mało interesujące, że ich nie umieszczam. Chyba, że w przyszłości nazbiera się więcej takich ,,skarbów", to będzie i część druga postu o komiksach.
A może i Wy natknęliście się na podobne ,,cartoony"? Jakby co, proszę o linki, każdy będzie mile widziany.

niedziela, 17 lutego 2008

Scritti Politti - Cupid & Psyche` 85

Płyta na życzenie. Grupa Scritti Politti gościła swojego czasu na blogu Saltyki, ale to już tak dawno było, że chyba tylko ja pamiętam...:)
Zespół powstał w 1978 roku w Leeds (Anglia) pod przewodnictwem wokalisty i twórcy tekstów, który przybrał sobie artystyczne imię i nazwisko Green Gartside (prawdziwe nazwisko to Paul Julian Strohmeyer). Do uformowania grupy zaprosił swoich kolegów: Nial Jinks (bas), Matthew Kay (keyboard), oraz Tom Morley (perkusja).

Pierwszy album Songs To Remember z roku 1982 spotkał się z przychylnymi recenzjami, za to najwięcej komercyjnego szumu i rozgłosu Scritti Politti zdobyli w roku 1985 za sprawą płyty ( i przebojów na niej umieszczonych), którą teraz przedstawiam.

Cupid & Psyche `85 rozpoczyna utrzymany w rytmie reggae The Word Girl, następnie przebijamy się przez hit Absolute (kiedyś nienawidziłem tego utworu za wokal - moim zdaniem bardziej pasujący do czternastoletniego brzdąca z Idola).
Muzyka po latach brzmi o dziwo zupełnie dojrzale i nawet wybija się trochę z tłumu podobnych do siebie albumów z tamtego okresu.
Połączenie soul, reggae i brytyjskiego popu wraz z niewinnie brzmiącą wokalizą zawsze będzie muzyką, która wywoła pozytywnego ,,banana" na twarzy, chyba, że ktoś woli ostrzejsze rytmy ... wtedy może nie być banana, a jeno cytryna kwaśna...
Nie sposób się tu też oprzeć utworowi Wood Beez - wydany na singlu utwór w Wielkiej Brytanii zawędrował na szóste miejsce listy przebojów.

Na pewno jest to jedna z najciekawszych płyt pop z roku 1985 - wstydem byłoby jej nie znać, kto jeszcze nie miał okazji, może to nadrobić - muzyka naprawdę nie zestarzała się, jak niektóre nagrania z tamtego okresu - może dlatego, że nie jest to muzyka odhumanizowana i nie uderza swoją sztucznością. Jest to także jedna z tych innowacyjnych płyt - tutaj wprowadzono wczesną wtedy w użyciu metodę samplingu oraz włączenia sekwencji MIDI do nagrań. I brzmi to naprawdę przyzwoicie, czego nie mogę powiedzieć o dzisiejszych ,,mistrzach", którzy są wręcz obwieszeni baterią najnowocześniejszych syntezatorów, a nijak żadnego klimatu nie potrafią z tych cudeniek wykrzesać.

The Word Girl
Small Talk
Absolute
A Little Knowledge
Don't Work That Hard
Perfect Way
Lover to Fall
Wood Beez (Pray Like Aretha Franklin)
Hypnotize
Flesh and Blood
Absolute (version)
Wood Beez (version)
Hypnotize (version)

DOWNLOAD

China Crisis - What Price Paradise

Czas najwyższy nadrobić zalegający request, a jest nim album What Price Paradise z 1986 grupy China Crisis.
Tak trochę sceptycznie podchodziłem do wszystkiego, co mieści się w twórczości panów Gary Daly i Eddie Lundona po okresie popularności Wishful Thinking - czy grupa naprawdę byłaby w stanie czymś jeszcze zaskoczyć i przebić piosenkę nieodzownie kojarzącą się z China Crisis?
Otóż, drogi słuchaczu, nie dało rady :) Chociaż mamy wspaniały Arizona Sky, niosący z sobą pewne echa minionego przeboju, to konkurować na pewno z Wishful Thinking nie może. Warto tutaj nadmienić, że piosenka ta (Arizona Sky, a nie Wishful... :)) cieszyła się sporą popularnością w Australii, w Europie nie było już tak megaprzebojowo...
Album byłby słaby, gdybym wskazał jedynie Arizona Sky, za piosenkę godną uwagi, by resztę sobie darować, nazywając pozostałe kompozycje jako ,,zapchajdziury"... No więc, cóż tu jeszcze mamy? Na pewno romantycy i zwolennicy nostalgicznych uniesień ochoczo powitają w swoich głośnikach Hampton Beach - ta nastrojowa piosenka z elegancko zbudowanym nastrojem kojarzy mi się z balladami Howarda Jonesa. Utwór jest zgrabnie zrobiony, posiada masę zwrotów akcji, niczym w filmie i... nieoczekiwany koniec. Szkoda, bo aż się prosi, by ten utwór jeszcze trochę rozciągnąć w swej wymowie...
June Bride
jest już nasycona pozytywną wibracją, wielu określi ją jako jedną z wielu płytkich piosenek pop, która nie zmusza słuchającego do wytężonego skupiania się na dżwiękach - ja byłem mile zaskoczony, że CC nie skończyli całkowicie rozdziału zwanego beztroską i nie pogrążyli się w jakichś dołujących eksperymentach.
Na zakończenie zostajemy uraczeni piosenką Trading in Gold, którą także dołączam do ulubionych z tego krążka. Czego nie można tu zarzucić, to dojrzale zrobionego popu z domieszką soul - muzyka na pewno warta polecenia i dla fanów ... Howarda Jonesa i dla tych, którzy są ,,wyznawcami" Difficult Shapes & Passive Rhythms oraz Working With Fire And Steel.

It's Everything
Arizona Sky
Safe As Houses
World's Apart
Hampton Beach
Understudy
Best Kept Secret
We Do The Same
June Bride
Days Work For The Days Done
Trading In Gold

http://www.sendspace.pl/file/m8SiuEvO

A Flock of Seagulls - Greatest Hits Remixed

Re-upload, re-post....

Płyta pochodzi z roku 1999 i umieszczone są na niej największe przeboje grupy, lecz w nowych wersjach. Jedni mogą kwękac (zatwardziali miłosnicy brzmien 80`s), że te przeróbki to cos strasznego, po co to w ogóle, chyba dla kasy itp....

Moim zdaniem, nowe aranżacje wypadły nadzwyczaj dobrze, zostałem pozytywnie zalany tymi dzwiękami. Tak zalany, że można nawet miec potem kaca moralnego, że starego pryka ruszają uderzenia techno-perkusji :) Album ten to też ukłon w stronę młodych słuchaczy - został on przyjęty przez nich także na plus. Nic dziwnego, że osoby, które słuchają TYLKO brzmien z lat osiemdziesiątych wyklęli ten krążek, stawiając jeden punkt na dziesięc :)

Może i ja w koncówce lat dziewiecdziesiątych postawiłbym taką ocenę - gdy ta płyta wyszła - teraz, gdy już jestem przyzwyczajony do aktualnego teraz synthpopu, EBM, elektropop i futurepop, ten składak znakomicie wtapia się w te trendy.
Utwory zmiksowane są przez inne znane zespoły - m. innymi KMFDM oraz Die Krupps - i nie jest to jak w przypadku Depeche Mode ,,A tribute". Wokal Mike Score jest w każdym utworze - jedynie aranże są przerobione. Mnie najmocniej rozwaliła nowa wersja Wishing (If I Had A Photograph Of You), na szczescie nie zeszpecona przez nową technologię. Choc klimat gdzies wyparował, ale to już inne czasy.

Ze swojej strony polecam do posłuchania wszystkim, choc myslę, że osobom, które ciągle żyją latami osiemdziesiątymi może ten album nie przypasc do gustu. Dla mnie jest OK.

1. I Ran (Die Krupps Remix) 3:46
2. Space Age Love Song (KMFDM Remix) 4:50
3. The More You Live (Mission UK Remix) 4:51
4. Telecommunication (JLAB Remix) 3:04
5. Wishing (Intra-Venus Remix) 5:00
6. Messages (Interface Remix) 4:52
7. The Traveller (Julian Beeston Remix) 5:00
8. Burning Up (Pigface Remix) 4:05
9. Wishing (LCD Remix) 4:42
10. Nightmares (Interfaith Psi-Fix Remix) 4:59
11. Rainfall (Spahn Ranch Remix) 4:32
12. I Ran (Pistel Remix) 5:00
13. Space Age Love Song (Astralasia Remix) 4:56

DOWNLOAD

John Foxx - Radio Sessions (re-up)

Jeszcze jeden reupload. Pliki, które początkowo przeszły bez echa, a teraz nagle zapragnęli co niektórzy to posiadać. Jako, że jeszcze po chorobie dobrze się nie czuję, więc i posty są krótkie, a wręcz bezczelnie skopiowane z moich pierwotnych opisów. Bądż co bądż, to reupload i repost zarazem.

John Foxx z sesji radiowych, na których przedstawione są często utwory zagrane w taki sposób, ze na oficjalnie znanych albumach ich nie znajdziesz. Tu niesamowicie rozbroił mnie utwór z wczesnych lat grupy Ultravox! - Hiroshima Mon Amour - dla mnie rewelacyjne wykonanie tej piosenki.
Wielkie podziękowania należą się tutaj mr. Haroldowi Halloway, który umiescił te rarytasy na torrencie.

CD 1
Radio 1, December 1983
1. Interview
2. Hiroshima Mon Amour
3. Interview
4. Interview
5. The Shadow Of Your Smile
6. Interview
7. Twilight's Last Gleaming
8. Interview

Radio 1, 1983
9. Your Dress
10. Interview
11. My Wild Love
12. Interview
13. Like A Miracle

Radio 1, Interviews with Janice Long, 1983
14. Interview 1, part 1
15. Interview 1, part 2
16. Interview 2

Radio 1, April 1985
17. Your Dress
18. Morning Glory
19. In Mysterious Ways
20. Interview
21. Hanging In The Air

CD 2
Radio 1, June 1985
1. Shine On
2. Stars On Fire
3. Lose All Sense Of Time
4. In Mysterious Ways

Etc.
5. 6Music's Dream Ticket interview
6. My Face (Smash Hits Flexidisc)
7. Miles Away (alternative mix from video and from Japanese Compilation EP)
8. Endlessly (early version single, aka DJ Mix Promo)

PART 1

PART 2

Humania - Sinews Of The Soul (re-up)

Humania was a short-lived project of Billy Currie (ex-Ultravox)

Jako, że lubię słuchać Ultravox we wszelkich odsłonach ( no może poza katastrofalnym Revelation ), to i ta płyta wzbudziła u mnie sympatię od pierwszego usłyszenia.
Nagrania z 1989 roku (a dopiero niedawno na kompakcie) już po rozpadzie Ultravox, gdzie występował Currie - i brzmienie jest jeszcze ,,altrawoksowe" :) Nawet mamy dwa utwory z twórczości tej grupy : Utwór Can`t Stay Long ( to z czasów działalności z J. Foxx`em) oraz ... hm, hm - Lament. Tak, tak - to ten Lament, co mamy na myśli :)

Marcus O'Higgins (vocals); Robin Simon (guitar); Ray Weston (drums); Sue Rachel, Billy Currie (background vocals).

1.: Undertow
2.: This Day Forever
3.: Suffering Cease
4.: Key
5.: To Love Again
6.: Can't Stay Long
7.: There Is No They
8.: Perfect World
9.: Lament
10.: This Could Be Heaven

DOWNLOAD

Info dla requestera - Mirka: prosiłeś także o Dramatis - For Future Reference - nie wiem, czy looknąłeś w komentarze do Ultravox, tam podałem link : DOWNLOAD

Fun Boy Three - Waiting (re-up)

Choroba minęła jeszcze niezupełnie, ale jestem już o tyle na siłach, że dam radę wrzucić ... to co już tu było. Reuploady to zmora blogów, powoli zaczynam już odchodzić od ponownych wrzutów, bo dla przypadkowych ,,zaglądaczy" nie ma sensu robić posta. Największe wrażenie zrobił na mnie pewien gość z Grecji, który prosił mnie co drugi post z przeciągu dwóch lat o ,,naprawę linka". Hehe, dobre sobie... zapomnij. Teraz reuploady będę naprawdę selekcjonował - największe szanse mogą mieć te albumy, które ukazały się tu mniej więcej z rok temu.
W przypadku Fun Boy Three (wrzut był w 2006), reinkarnacja jest więc jak najbardziej na miejscu.
Płytka z niezapomnianym hiciorem ( no, może w naszym kraju to niewielu to słyszało) - a mówię tu o OUR LIPS ARE SEALED.
Trio zaliczane do wykonawców nowej fali składało się z muzyków Lynval`a Golding`a, Terry Hall, oraz Neville Staple`a.
Ich muzyka to połączenie klimatów Sparks z Madness, a album Waiting zyskał rewelacyjne noty w muzycznej prasie.
Mieszany skład grupy ( czarnoskórzy muzycy) powodował niestety także zadymy wsród rasistów :( Lynval Golding nierzadko był atakowany przez wyznawców i fanatyków - ,,dym" w dyskotece w Coventry Lynval Holding (styczen 1982) skonczył się dla niego poranieniem nożem w szyję i twarz.

1) Murder She Said
2) More I See (The Less I Believe)
3) Going Home
4) We're Having All The Fun
5) Farmyard Connection
6) Tunnel Of Love
7) Our Lips Are Sealed
8) Pressure Of Life
9) Things We Do
10) Well Fancy That

DOWNLOAD

sobota, 2 lutego 2008

Trance Dance - A ho ho 1986

Ktoś to jeszcze pamięta?

Zapewniam, że nazwa zespołu nie ma nic wspólnego z muzyką transową, która teraz bezlitośnie brzęczy w pokojach niektórych nastoletnich ,,słuchaczy". Zespół cieszył się w Polsce popularnością przez jeden rok, natrafił wtedy na okres, gdy byliśmy ... hm, poniekąd zafascynowani Szwecją. Szczególnie dzięki Sopotowi :) Herrey`s, Secret Service a następnie Trance Dance wbił się w pamięć także dzięki koncertom w naszym kraju.

Grupa uformowała się w Sztokholmie w Szwecji jako skład siedmioosobowy, czyli : Ben Marlene - wokal,Pelle Hökengren - gitara,P.J. Widestrand - klawisze, John Stark - gitara basowa, Sören Johanssen - perkusja oraz siostry Susanne i Yvonne Holmström, śpiewające w chórkach.

Pierwszy album - A Ho Ho ukazał się w 1986 roku,zanim się to stało, zespół był już w naszym kraju znany dzięki prezentacjom Przebojów Dwójki oraz za pomocą programu Jarmark ( Krzysztof Szewczyk w niemałym stopniu spopularyzował ten band, pokazując nam teledyski do Do The Dance (A-ho-ho!) oraz Hoodoo Wanna Voodoo). Nie jestem pewien, ale chyba nawet przed wydaniem pierwszego albumu Trance Dance grali już u nas koncert .
Cały album jest optymistycznie zagrany, słyszymy tu lekko wojownicze brzmienia,oraz specyficzne ,,klukanie" wydobyte z syntezatorów (nie wiesz, co to klukanie? :0) posłuchasz, to załapiesz, o co chodzi jakby...), Płyta ułożona logicznie i bez zgrzytów. Oczywiście nie należy doszukiwać się tu jakichś górnolotnie brzmiących dzieł - to zwykły, bezpretensjonalny pop, dający sporo radochy.
Moim ulubionym numerem na tym albumie nie są jednak żywiołowo wykonane piosenki, które w większości się tu znajdują. Wśród tych nagrań znalazłem prawdziwą perłę, zwie się ona She`s In Heaven i dla tej jedynej piosenki polubiłem Trance Dance. I może dlatego umieszczam tu za pośrednictwem Youtube video do tego utworu.
Uwaga: nagranie pochodzi z koncertu w Polsce z 1986 roku! Yeah!


She`s In Heaven - 1986. Performance from Poland

1 Do the dance 3:35
2 Tell me all about it 3:03
3 River of love 3:47
4 Lonely lover's symphony 4:15
5 Don't walk away 3:40
6 Sail away 3:35
7 Hoodoo wanna voodoo 3:25
8 Beat of the city 3:37
9 Infiltration 3:49
10 Can't get it out of my mind 3:23
11 She's in heaven 4:20
12 Come play with me 3:20

http://www.mediafire.com/?cmxmdwz2tpm

Trance Dance - Dancing In The Shadows 1988

Don`t Say Go - dość spory hicior z tego albumu, który niestety zapodział się w lawinie brytyjskich najeżdżców na listy przebojów. Dlaczego nie został umieszczony na otwarcie albumu, tego już nawet Pan Zagadka z Batmana chyba nie wie... Rozpoczyna go - koszmarny moim zdaniem - You`re Gonna Get It, który powoduje obawy o resztę materiału. Na szczęście obawy te rozwiewa wspomniany już Don`t Say Go oraz rytmiczny Joy Toy. Utwór Dancing in the Shadows kojarzy mi się z pewnym nagraniem Alphaville (Apollo), nagranym póżniej, niż wykombinowali to Szwedzi.
Typowe brzmienie, jakie pamiętamy z A-HO-HO znajdziemy w utworze Emergency - tempo konkretnie podkręcone które porusza najbardziej zmartwiałe części ciała (bez skojarzeń).
Faroutaway to znowu połączenie Alphaville z dżwiękami znanymi z debiutanckiego albumu - niebanalny refren, który potrafi utkwić w pamięci słuchacza na długo.
Ta płyta dorównuje swojej poprzedniczce - ilość przebojowych nagrań jest tu w zadowalającym stopniu - kiedyś myślałem, że Trance Dance ,,skończyli się" po płycie A-ho-ho, tak jednak nie jest.
Jeżeli spodobała się Tobie ich pierwsza płyta - tą możesz bez namysłu dorzucić do kolekcji.

You're Gonna Get It
Don't Say Go
Joy Toy
Hole In The Wall
Jungleland
Dancing In The Shadows
Automatic
Emergency
Pickin' Up The Pieces
Faroutaway
Prime Time Rhyme
Twilite Time
You Could Be The One

http://www.mediafire.com/?2g3lxcawabm

Trance Dance - Twang 1990

Jeszcze jeden album tej formacji, tym razem już zahaczamy o lata dziewięćdziesiąte. Myślałby kto, że już ten album, to będzie niewypał... Nie, nie nie! Jak najbardziej jest godny polecenia, to wciąż radosny pop, bliższy klimatom lat osiemdziesiątych - na szczęście muzycy nie dali się porwać modzie na ,,nawalankę techno", którą zaczęto się powoli wtedy zachłystywać. Autentyczna perkusja, ,,zwykłe" klawisze, taneczna muzyczka a la pierwsze podrygi Cyndi Lauper - zupełnie nie tego się można było spodziewać. Może dlatego z Trance Dance uwielbiam ,,wsyskie tsy" przedstawione dziś albumy- bezkompromisowy pop, miło wpadające w ucho melodie, których tak brakuje w ostatnich latach.
Czasami muzyka balansuje między Spandau Ballet ( ten wokal) oraz dokonaniami Paul`a King`a - a może się mylę, bo pora już póżna i mam już te.. no... omamy.

1. Money Can´t Buy
2. Another Perfect Day
3. Do You Close Your Eyes (When You´re Makin´ Love)
4. Lovestruck
5. Walking On Thin Ice
6. Heaven In Your Eyes
7. Is It Love
8. Bang Bang
9. A Glass Of Champagne
10. Finger On The Trigger
11.Wildside
12.Leave Your Keys On The Floor

http://www.mediafire.com/?b299cminknq

Animotion - Animotion (128 kbps only)

Animotion to grupa z USA, która powstała w roku 1980 jako Red Zone. Zaliczana jest do wykonawców, grających new wave oraz synthpop, chociaż dla mnie jedynie I Engineer oraz Obsession zasługują całkowicie na to miano. Reszta jest już bardziej amerykańska, z większym naciskiem na gitary, niż na klawiszowe brzmienia.
W roku 1984 wydany został pierwszy singel (Obsession), oraz album zatytułowany po prostu Animotion, który teraz przedstawiam.
Rozpoczynający ten album utwór Obsession to kropka w kropkę brzmienie Human League - przez dość długi czas utwór ten wałkowała stacja... khem... Fashion TV, gdzie chętnie ,,używała" go jako podkładu muzycznego do występu modelek na wybiegu :)
Let Him Go już nie jest czysto elektroniczny, niemniej daje się poznać, jako dobra piosenka - także wydana na singlu.
Druga połowa płyty coraz dalej odchodzi od synthpopowego brzmienia i nie różni się już od reszty poprockowych amerykańskich grup z tamtego okresu.

Animotion doczekało się także polskiej, nieoficjalnej strony - nie wiem, czy jest aktualizowana, czy właściciel coś tam jeszcze nowego dorzuca (np. fotki) - niemniej jest tam opisana biografia grupy, skład oraz dyskografia : http://www.animotion.republika.pl/

1.Obsession
2.Let Him Go
3.Everything`s Leading To You
4.Turn Around
5.Fun Fun Fun
6.Tremble
7.Holding You
8.Run To Me
9.Open Door
10.plus bonus track: Obsession - razormaid version

DOWNLOAD

Animotion - Strange Behavior

Zapoznanie z Animotion rozpoczęło się u mnie, gdy pewnego dnia w Trójce usłyszałem I Engineer. Przez długi czas tylko ta piosenka była mi znana z ich twórczości, teraz - w czasach internetu, mam okazję nadrobić zaległości i posłuchać więcej, niż jeden utwór.
Album wydany został w roku 1986 i stawiam go wyżej, niż debiutancki krążek. Chociaż mierzi z lekka typowa, amerykańska sztampa, która otacza prawie każdy utwór na albumie, to na pewno zasługują na uwagę otwierający album I Want You, The Essence oraz megahit - I Engineer.
Reszta utworów (szczególnie kończący album Staring Down the Demons), to już typowo amerykański pop rock z lat osiemdziesiątych, zdecydowanie różniący się od zaaranżowanego na ,,europejskie kopyto" I Engineer.

128 kbps mp3 only!

1. I Want You
2. I Engineer
3. Strange Behavior
4. Stealing Time
5. Anxiety
6. Out of Control
7. Stranded
8. Essence
9. One Step Ahead
10. Staring Down the Demons

DOWNLOAD