środa, 20 października 2010

Przepowiednia Siostry Marii

Siostra Marie Gabrielle mówi, że jest wybrańcem
A jeśli słuchamy jej wiadomości, to królestwo niebawem nadejdzie.
I Siostra Marie Gabrielle wie, że to co mówi jest prawdą
Jej słowa są pełne mądrości i ty wiesz, że nie wymagają dowodów.

Siostra Marie Gabrielle mówi: odwróćcie się od grzechu
Odwróć swoją twarz do Jezusa i przygotuj się na Jego przyjście
Życie jest pełne smutku i Ty potrzebujesz uspokojenia
Więc nazwij siebie wierzącym i daj się ponownie nabrać.

OMD - Sister Marie Says

19 lipca 1993 roku ,,Siostra"  Marie Gabriel Paprocski ogłosiła światu w swojej przepowiedni, że w Jupiter uderzy kometa. Katastrofa miała nastąpić w dniu, lub dzień przed 25 lipca 1994 roku. ,,Będzie to największa kosmiczna eksplozja w dziejach ludzkości" - prorokowała Marie i zapowiadała rychły koniec świata.
Kometa faktycznie trafiła w Jowisza, a było to w dniu 16 lipca 1994 roku. W dodatku okazało się, że ,,proroctwo" Siostry Marii powstało prawie dwa miesiące po tym, gdy astronom Brian Marsden odkrył, że kometa opatrzona nazwą Shoemaker-Levy 9 uderzy w Jowisza.

Mamy rok 2010, ludzkość nadal istnieje, a samozwańcza ,,Siostra Marie" zaprzestała straszenia o rzekomo nadchodzącej apokalipsie. Jednak Andy McCluskey i Paul Humphreys, którzy ponownie połączyli swoje siły w zespole OMD, postanowili wygrzebać z szuflady piosenkę ,,Sister Marie Says". Jeżeli wierzyć pogłoskom, kompozycja pochodzi z lat 1980 - 1981, więc ,,Siostra Paprocka" już wtedy była popularna.
Nagranie przez wszystkich okrzyknięte  jako ,,następna odsłona" kompozycji ,,Enola Gay" jest już znane miłośnikom OMD. Na początku piosenka zapowiadała najnowszy album zespołu ,,History Of Modern", teraz wychodzi na singlu. Poza tym znanym nagraniem umieszczone zostaną bonusy (nie wiadomo jednak, czy będą one wydane w wersji kompaktowej, czy na winylu). Będą to nieopublikowane kompozycje ,,History of Modern Part 3 i 4" (na albumie mamy część 1 oraz 2), nagranie ,,The Grand Deception" oraz ,,Nothing Left To Say".
Wygląda to bardziej na EP niż singel, ponadto plotkuje się o tym, że grupa Mirrors, która rusza w trasę z OMD jako support, chętnie podejmie się stworzenia remiksów niektórych piosenek Orchestral Manoeuvres In The Dark.
Wydanie płyty planowane jest na 15 listopada tego roku.

- "Sister Marie Says"
- "History Of Modern - part III"
- "History Of Modern part IV"
- "The Grand Deception"
- "Nothing Left To Say"

wtorek, 19 października 2010

Muzyka elektroniczna przegląda się w lustrach

Ostatnio w Wielkiej Brytanii w ,,elektronicznych kręgach" sporo się mówiło o dwóch młodych zespołach - są to szeroko rozreklamowany duet Hurts, oraz pochodzący z Brighton kwartet Mirrors.  Hurts zupełnie nie przypadł mi do gustu, za to Mirrors utkwił na dłużej w pamięci, dzięki ,,swojskim klimatom".

Można mieć pretensje, że nazwa zespołu jest mało oryginalna, ponieważ już kiedyś istniała grupa tworząca pod szyldem Mirrors. Możliwe, że członkowie zespołu chcą tą nazwą  pokazać, że są odbiciem muzyki, która swój rozkwit miała na początku lat osiemdziesiątych. Ujmując inaczej, muzyka prezentowana przez kwartet  jest tym, co znamy i słuchamy od dawna.

Grupę MIRRORS tworzą James "Noo" New (wokal, syntezator), James "Tate" Arguile (syntezator), Ally Young (wokal, syntezator), oraz Josef Page (perkusja elektroniczna).
Nazwiska dość znane, ponieważ James New, oraz James Arguile pochodzą z rozwiązanej w 2008 roku grupy Mumm-Ra. Ekipa dość nieoczekiwanie zakończyła działalność, informując o tym fakcie na swojej stronie internetowej.

,,Czuliśmy, że zrobiliśmy wystarczająco dużo tego rodzaju muzyki.  - mówi James ,,Noo". - Postanowiliśmy przejść na syntezatory i aby dowiedzieć się cokolwiek o historii muzyki granej na tych instrumentach, znależliśmy kilka płyt Kraftwerk. Gdy zaczęliśmy słuchać Kraftwerk zastanawialiśmy się, jak to jest możliwe, że te dżwięki stworzono około 1976 roku. To był taki inny świat od tego, co zrobiliśmy wcześniej. To było ekscytujące doznanie i chcieliśmy zostać częścią tego świata".

Po przeprowadzce z Bexhill do Brighton James New oraz ,,Tate" spotkali się z kreatywnymi ludżmi, między innymi  ze współzałożycielem Mirrors - Ally Young. Swoją indie-rockową odzież zamienili na garnitury,  upodabniając się momentalnie do zespołu Kraftwerk.  Muzycy przyznają, że wpływu kwartetu z Dusseldorf nigdy nie można lekceważyć. Niemiecki zespół w takim samym stopniu działał na wyobrażnię Davida Bowie jak i na Gary Numana. Teraz zawładnął czterema muzykami z Brighton.

Mirrors został zauważony przez wytwórnię Moshi Moshi, która w 2009 roku wydała piosenkę ,, Into The Heart". Nagranie zostało odtworzone przez prezentera radiowego Steve Lamacq w stacji BBC Radio 1 i zostało nominowane do playlisty.
Muzycy nie ukrywają swojej fascynacji post-punkiem oraz Krautrockiem. Swoją muzykę określają jako ,,pop-noir",  utrzymując, że jest w niej  więcej wpływu muzyki elektronicznej z lat siedemdziesiątych niż osiemdziesiątych.

Z czwórki zespołu najbardziej różni się Josef Page - wielki fan hip hopu, który dołączył do grupy jako ostatni.
James New zdradza, że tak naprawdę Page wcale nie jest perkusistą, lecz basistą.
,,Posiada za to świetne poczucie rytmu i to miało sens, by go natychmiast zatrudnić. Poprzednio ćwiczyliśmy nagrania z innymi, prawdziwymi perkusistami, lecz żaden nie brzmiał tak szczerze i dobrze jak Josef".

Ich debiutancki album (prawdopodobnie będzie zatytułowany Lights and Offerings) spodziewany jest w styczniu 2011 roku. Zanim to nastąpi, grupa ruszy w listopadzie w trasę koncertową z zespołem OMD.
Poza Wielką Brytanią zagrają we Francji, Holandii, Belgii, Luksemburgu, oraz w Niemczech.
Czy Mirrors, wyglądający jak Kraftwerk i grający jak Tears For Fears, Blancmange, OMD  (tu właściwie można wymienić wiekszość grup ze składanek lat osiemdziesiątych), ma szanse na zawojowanie świata?
Jak na razie James New i reszta zespołu są pełni optymizmu i przyszłość widzą w jasnych barwach.

www.theworldofmirrors.com

http://www.myspace.com/mirrorsmirrorsmirrors

romantic - synthesis blog

Do pobrania i posłuchania:

http://wojtek71.blogspot.com/

poniedziałek, 18 października 2010

Red Box - Plenty

Indianie pochowani do rezerwatów, topory wojenne pozakopywane, pociąg odjechał... Red Box powraca.

Gdy w marcu 1984  roku w Programie Trzecim Polskiego Radia usłyszałem nagranie ,,Chenko", byłem wciąż zafascynowany kulturą Indian z Ameryki Północnej. Uwielbiałem także książki Karola Maya. Czytając jego ,,Old Surehanda" usłyszałem po raz pierwszy nagranie, które doskonale połączyło tekst z muzyką. ,,Chenko" nieznanego jeszcze wtedy zespołu Red Box podziałało na mnie równie mocno, niczym popularne wówczas piosenki grup Classix Nouveaux czy Eurythmics. Była to oczywiście ta pierwsza, długa wersja nagrania (jest dostępna na płycie ,,Mini Max I" Piotra Kaczkowskiego), była też dostępna na moim blogu w poście ,,Red Box rarytasy". Osobiście nazwałem sobie tą wersję ,,indiańską", gdyż słuchając jej, czujesz, jakbyś był w samym centrum obozu Komanczów lub innego szczepu czerwonoskórych wojowników.

Po paru latach (dokładnie w roku 1986) stacje radiowe zostały opanowane przez nagranie ,,For America". Poprzednie single "Saskatchewan" oraz     "Lean on Me" jakoś u nas przemknęły bez echa. W latach 1984 - 85 sporo się działo w muzyce pop-rock, a Red Box należał - jak to mówią filmowcy - do ,,postaci drugoplanowych".

Nagranie For America zapowiadało płytę The Circle and the Square, stylistycznie spójną, nagraną wspólnie z siedemnastoosobowym chórem. Ograniczało to w tamtych czasach koncertowanie w mniejszych salach, gdyż poza składem złożonym z siedemnastu osób doliczyć trzeba Simona Toulson-Clarke i Juliana Close plus szesnastu muzyków, grających na przeróżnych instrumentach.
Album Circle and the Square zaprezentował nam także ,,Chenko" w innej, bardziej uduchowionej (?) wersji. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale chyba Tomasz Beksiński był tą wersją zachwycony. Piszący te słowa trochę mniej.

Po tak udanej płycie wielu miało obawy, czy Red Box w ogóle jeszcze cokolwiek nagra, a jeżeli tak, to w jakim pójdzie kierunku. W roku 1990 otrzymaliśmy płytę Motive, oraz  singel ,,Train", niosący klimaty poprzedniego albumu. Na ,,Motive" zrezygnowano z rozmachu i zaangażowano mniej muzyków, jednak duch pierwotnego stylu zespołu został zachowany. Gdyby nie pogarszające się stosunki zespołu z wytwórnią płytową, oraz innych przyczyn, które do tej pory pozostają niejasne, to kto wie, czy następnym singlem nie zostałby utwór ,,Hungry".

Zespół udał się na przerwę i wszystko wskazywało na to, że ,,czerwone pudełko" zostało zatrzaśnięte z hukiem.
Zupełnie nieoczekiwanie dowiedziałem się o tym, że zespół zdecydował się na powrót. Dzięki współpracy z niezależną wytwórnią Cherry Red wydany został album ,,Plenty", zdecydowanie  różniący się od swoich poprzedniczek.

"Minęło trochę czasu na to, aby wszystko się ułożyło, mieliśmy  piosenki  i czuliśmy, że  warto było je zarejestrować" - powiedział w jednym z ostatnich wywiadów wokalista i kompozytor Simon Toulson-Clarke, podkreślając, że nie było sensu, by się z tym spieszyć.
,,Straciłem bardzo dużo czasu i pieniędzy na stworzenie domowego studia, w szczególności na dżwiękoszczelną kabinę, by chronić sąsiadów." Najzabawniejsze jest to, że sąsiad Simona - Derek Adams okazał się... perkusistą, w dodatku dobrym i szybko stał się częścią zespołu.

Chęć powrotu jako Red Box była duża u samych muzyków. Toulson-Clarke zawsze mówił, że chciałby wydać trzecią płytę, więc gdy nadeszła odpowiednia chwila wydania piosenek, postanowił je opatrzyć szyldem Red Box.
Oczywiście wiąże się z tym pewne ryzyko - po dwudziestu latach  dla młodszych słuchaczy będzie to nazwa nieznanego im zespołu, a i starsi mogą mieć już inne zainteresowania, niż muzyka.

,,Jesteśmy i zawsze byliśmy bardzo zaangażowani w ideę, by każdy utwór na płycie Red Box był z naszej górnej szuflady. Absolutnie żadnych wypełniaczy. Może powinieneś spytać, czy ,,Plenty"  to album Red Box czy nie ... mi się podoba i jestem bardzo z niego dumny".

Płyta ,,Plenty" zawiera czternaście kompozycji plus sześć nagrań dodatkowych w limitowanej edycji. Jak to z wszystkimi płytami z wytwórni Cherry Red bywa, niełatwo je znależć w sklepach. Pamiętam, gdy po przetrząśnięciu hipermarketów (nazw z wiadomych powodów nie wymienię), gdzie oczywiście leżały płyty Gary Numana czy OMD, ciężko było znależć dwie pierwsze płyty Classix Nouveaux (wznowione właśnie przez Cherry Red Records). Dopiero zamówienie poprzez internet spełniło moje pragnienie nasycenia uszu dawno zatartymi brzmieniami.

Post ten nie jest  recenzją płyty ,,Plenty" - ponieważ całej nie przesłuchałem, jednak wgląd w próbki dżwiękowe, oraz wysłuchane cztery pełne kompozycje (link poniżej) optymistycznie mnie nastroiły na chęć zakupu. Nie jest to popowo-folkowo-etniczny Red Box, grupa postawiła tu bardziej na spokój, akustykę, ale ja już dorosłem do takich nagrań i bardzo mi się ich miło słucha.
W końcu Red Box to grupa bliska sercom (i uszom) polskich słuchaczy. Moja ocena wstępna : 9/10

http://soundcloud.com/red-box

P.S. Czy http://www.rockserwis.pl to pewny sklep? Nie kupowałem nigdy u nich, a jest tam wydanie dwupłytowe ,,Plenty", które mnie interesuje.

poniedziałek, 11 października 2010

W oczekiwaniu na nowy album Alphaville

 Wiecznie młodzi Alphaville z 1984

 Jeżeli  wierzyć temu, co jest napisane na oficjalnej stronie zespołu Alphaville, na ich nową płytę musimy poczekać jeszcze miesiąc (narodziny nowego dziecka Mariana i spółki planowane są na 19 listopada).
Data może nie tak odległa, ponieważ o tej płycie (Catching Rays On Giant), mówiono już w roku 2004. Potem premierę przesunięto na 2005 i tak dalej i tak dalej...

Aby trochę ukrócić męki i zniecierpliwienie fanów, postanowiłem zrobić post z uploadem - tym razem koncert Alphaville, który odbył się w Czechach, a przedstawiła go telewizja czeska w piątkowy wieczór 8.10.2010.
Jest więc i do posłuchania i do obejrzenia - niestety, jeszcze nie ściągnąłem całości, ponieważ trochę tego jest ( 1 GB) , więc wrzutka przedstawiona dla tych cierpliwych.
Co przykuło moją uwagę, to nagranie nr 8 - Forever Young, jak podejrzewam, zaśpiewane wspólnie z Karelem Gott - taki duet z ,,wiecznie młodymi" Gold and Gott.

Linki otrzymałem dzięki staremu znajomemu - Pavelse, który wygrzebał je w internecie i zastrzegł, że nie jest to jego upload.
Ze swojej strony postanowiłem zaprezentować  EP`kę, którą firmuje Chinese Theatre - syntezatorowo - dyskotekowa grupa ze Szwecji, mająca na swoim koncie albumy  Voices and Machines oraz  The Silent Years.

Płytka nosi wiele mówiący tytuł ,,A Tribute To Alphaville" i zawiera utwory ,,Sounds Like A Melody" oraz ,,Universal Daddy" - w wersji normal oraz extended. Przeróbki oryginałów nie są ,,skopane" i zarazem nie są bezmyślnie kopiowane (tak, tak, Jason, do ciebie piję!). Muzyczka bezpretensjonalna, którą przyjemnie się słucha - można żałować, że tych przeróbek jest tak mało... 

                      To brzmi jak melodia  

Kultowy zespół lat osiemdziesiątych powraca. Dzięki przebojom ,,Big In Japan" oraz ,,Forever Young" Alphaville to jeden z najbardziej niezwykłych niemieckich zespołów, którym udało się odnieść duży sukces także za granicą. Rok temu zespół obchodził dwudziestopięciolecie istnienia. Pionierzy elektronicznego popu powrócili z nagraniem ,,I Die For You Today". Słuchając tego nagrania czujemy się, jakbyśmy witali dobrego przyjaciela, który wrócił z długiej podróży. ,,Catching Rays On Giant", płyta na którą wielu słuchaczy czeka, ma zawierać 14 kompozycji. Poza singlowym ,,I Die For You Today" znajdą się też nagrania „A Handful Of Darkness“ „Song For No One (But Myself)“ oraz „Carry Your Flag“ - nagranie znane z Dreamscapes, podejrzewam jednak, że może to być nowsza wersja. Poza tradycyjnym wydawnictwem na CD, ukaże się też Limited Deluxe Edition z DVD - to już chyba jakaś mania, albo moda w ostatnim czasie.

,,W końcu mogliśmy skorzystać z obszernego materiału" - mówi 56-letni wokalista zespołu Marian Gold.
,,Tak idealny wybór miałem tylko raz - przy pierwszym albumie Alphaville."
,,Catching Rays On Giant" to podróż po biografii wokalisty.  Będą opowiadania i refleksje, które ukształtowały świat Alphaville. „Eternally Yours“ podejmuje kwestie dotyczące słynnych sonetów Szekspira, natomiast w hymnie ,,Call Me" Gold roztrząsa problem w stosunkach między gwiazdą muzyki pop a fanami.
Grupa uważa, że ich ostatni album to właściwie Salvation z 1997 roku. Po nim  ukazały się przeważnie zapisy z koncertów, składanki, remiksy i bonusy dla kolekcjonerów. Dzięki tournee, jakie grupa robiła od Salt Lake City do Singapuru oraz z Rosji do RPA, ukazały się kolekcjonerskie wydania ,,Dreamscapes" (1999) ,,Stark Naked - live" (2000) oraz ,,Crazy Show" (2003).
Zimą 2009 roku w czeskiej Pradze odbył się jubileuszowy koncert z okazji 25-lecia zespołu (który jest tutaj do ściągnięcia).

Alphaville - 25th anniversary concert - 4.12.2009 Prague, palece Žofín
Format: TV Rip


Quality: 704x576, 25000fps, MPEG4
Size: 1GB


Hello friends, on friday night 8.10.2010 on Czech TV was concert Alphaville - i found links
- enjoy it - Pavelse

1.Wishful Thinking
2.Sounds Like A Melody
3.Dance With Me
4.A Victory Of Love
5.Return To Paradise
6.Monkey In The Moon
7.I Die For You Today
8.Forever Young - feat.Karel Gott (czech / english version)
9.Jet Set
10.Big In Japan

http://rapidshare.com/files/424005936/Alpha.part01.rar

http://rapidshare.com/files/424005935/Alpha.part02.rar

http://rapidshare.com/files/424005932/Alpha.part03.rar

http://rapidshare.com/files/424005937/Alpha.part04.rar

http://rapidshare.com/files/424005934/Alpha.part05.rar

http://rapidshare.com/files/424011289/Alpha.part06.rar

http://rapidshare.com/files/424011301/Alpha.part07.rar

http://rapidshare.com/files/424011303/Alpha.part08.rar

http://rapidshare.com/files/424011507/Alpha.part09.rar

http://rapidshare.com/files/424011546/Alpha.part10.rar

 Chinese Theatre - A Tribute To Alphaville 
 feat  !distain &  Strangel

upload by: RObert POland


http://www.mediafire.com/?x0ikd3c2azw3cxc

PS. Po czwartym nagraniu jest długa cisza i ... słyszymy bonus - szkoda, że utworu  A Victory Of Love nie przerobili całego,  mamy jedynie kręcący się motyw do  podziękowań...

sobota, 9 października 2010

WOLFSHEIM : melancholijna wielowymiarowość

,,Zawsze miałem skłonność do melancholii. Po prostu czuję, że to mogę robić najlepiej".  - Peter Heppner

***   Wielki Gatsby
Wszystko zaczęło się w roku 1987, kiedy Markus Reinhardt i Pompejo Ricciardi założyli zespół, który nazwali Wolfsheim. Nazwa nie była  jednak oparta na niemieckim miasteczku usytuowanym w Nadrenii, lecz została zaczerpnięta z noweli Francisa Scotta Fitzgeralda pod tytułem ,,Wielki Gatsby", w której jedną z postaci jest Meyer Wolfsheim. Wkrótce duet przekształcił się w trio, gdy brat Markusa - Oliver Reinhardt dołączył do zespołu.
Po wyprodukowaniu demo, współzałożyciel grupy Pompejo odszedł z zespołu, a jego miejsce zastąpił Peter Heppner - początkowo fan grupy.

,,Pochodzili z tej samej okolicy gdzie mieszkałem i  uczęszczali do tej samej szkoły co ja. Szybko stałem się ich fanem, poza tym byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Potem nagle z zespołu odszedł wokalista i zalecał mnie jako następcę, mówiąc, że tak będzie najłatwiej, ponieważ znałem wszystkie ich piosenki".

Zanim to nastąpiło, Heppner nie marzył o zostaniu muzykiem. Chciał zostać artystą, bardziej interesowało go malarstwo oraz zostanie pisarzem. Niedawno przyznał, że jest również pasjonatem archeologii i biologii ewolucyjnej. Wejście w świat muzyki traktował początkowo jako hobby, miał całkiem inne cele zawodowe. ,,Cały czas chciałem zrobić coś innego. A jednak ciągle byłem wokalistą Wolfsheim" i dodaje żartobliwie: ,,To nie jest najwyrażniej wielka strata dla muzyki".

Po pewnym czasie następny muzyk opuścił szeregi Wolfsheim - tym razem był to  Oliver Reinhardt. Wtedy ukształtował się skład, który działał przez następne lata : Peter Heppner (wokal) oraz Markus Reinhardt (elektronika). Ten drugi zajął się komponowaniem muzyki, Heppner zaczął pisać do niej teksty. W końcu zaprezentowali się na scenie. Pierwszy publiczny występ na żywo Wolfsheim miał miejsce w "Werkstatt 3", małym klubie w Hamburgu.

***   Wróble i słowiki
,,Słuchałem różnego rodzaju muzyki, jednak ciężko jest mi powiedzieć, który z artystów wywarł na nas największy wpływ. Może to być Mozart, Beethoven, Jimi Hendrix, a także bardziej współcześni wykonawcy. Mogę wymienić jedno, lub dwa nazwiska, a i tak nie będą to wszystkie nasze inspiracje muzyczne. Są to przede wszystkim Peter Murphy z Bauhaus i David Sylvian z Japan. Uwielbiam zarówno ich muzykę, jak i ich niepowtarzalny i wyjątkowy sposób wyrażania."

Mając pod pachą taśmy demo, Markus i Peter ruszyli do różnych wytwórni. Niestety, zainteresowanie nagraniami Wolfsheim było znikome. Jedynie Lothar Gärtner, obecnie jeden z pracowników Strange Ways Records, okazał przychylność. ,,Na demo były nagrania, które póżniej ukazały się na naszym pierwszym longplayu. Można powiedzieć, że szef wytwórni usłyszał wówczas połowę naszej debiutanckiej płyty".
Już w roku 1991 wydany został singel zatytułowany The Sparrows And The Nightingales. Nagranie zyskało szybko popularność w klubach i to bez konieczności większych promocji.

***    Peter i Markus

Drugi singel It's Not Too Late (Don`t Sorrow), jak również ich debiutancki album No Happy View, zostały wydane w roku 1992. Do roku 2001 sprzedano około sześćdziesiąt pięć tysięcy egzemplarzy albumu, zarówno płyta jak i grupa zostały przez wiele czasopism muzycznych wytypowane jako ,,Debiut roku".
Wkrótce pojawiły się single Thunderheart, a następnie Now I Fall, zapowiadający następny album Wolfsheim. Popkiller, bo tak nazywa się druga duża płyta duetu, wydana została we wrześniu 1993 roku. Wyróżniała się przede wszystkim mieszanką elektroniki z muzyką klasyczną, przeplecioną melancholijnym wokalem. W warstwie tekstowej przebija się jednak sporo optymizmu, przez co niemiecki duet nie stawał się ulubionym zespołem dla pogrążonych w rozpaczy samobójców. Teksty, tworzone przez Petera Heppnera określają nastrój utworu i wskazują ścieżkę, którą następnie wspólnie z Markusem Reinhardt przemierzają.
,,Nasze piosenki rozwijają się bardzo powoli. Musimy się do nich przyzwyczaić i tylko wtedy, gdy miną dwa lub trzy miesiące, zamieniają się one w prawdziwe piosenki Wolfsheim".

Piosenki zespołu mają charakter symboliczny i często wielowymiarowy. Dla Heppnera zawsze było ważne, aby teksty były klarowne.
,,Zawsze muszę znależć najniższy wspólny mianownik, tak aby każdy mógł zrozumieć, o co chodzi. Gdy jesteś gotowy, by wniknąć w tekst głębiej, z pewnością znajdziesz w nim coś więcej."
Grupa powoli zaczęła rozwijać swoje skrzydła, w międzyczasie Heppner gościnnie zaśpiewał dla Girls Under Glass oraz Umbra Et Imago.

***   Na żywo i po niemiecku
 ,,Zawsze staram się nie wykonywać żadnych kompromisów w tym co robię. Wtedy myślę, że to jest moja muzyka, mój osobisty sposób wyrażania. W odniesieniu do słów i znaczenia moich piosenek nie ma miejsca na kompromis".

W lutym 1995 roku została wydana kompilacja 55578, na której znalazło się wiele utworów znanych z singli, jak również niektóre materiały niepublikowane, lub znane tylko ze składanek. Limitowane wydanie zawierało dodatkowy kompakt z zapisem koncertu, który odbył się w ramach imprezy Strange Ways Festival Tour 1994. Poza tym grali na żywo na festiwalu Zillo w roku 1992, oraz Strange Ways Festival Tour w roku 1993. Płyta 55578 trafiła na niemiecką listę Media Control, pozostając tam przez pięć tygodni.
W listopadzie 1995 roku wydany został kolejny singel Closer Still, a w lutym 1996 ukazała się płyta Dreaming Apes, nagrana we współpracy z producentem Jose Alvarezem. Na płycie poza ,,normalnymi" piosenkami, wplecione są krótkie, instrumentalne utwory, które wykorzystano jako przejścia między podstawowymi nagraniami. Zdecydowano się także umieścić piosenkę zaśpiewaną po niemiecku - Übers Jahr.
Heppner  z rozbrajającą szczerością wyjawia, że nie ma najmniejszego pojęcia, co decyduje o tym, by nagranie było stworzone w języku angielskim czy niemieckim. ,,Jest to spontaniczne. Mogę tylko powiedzieć, że istnieją drastyczne różnice językowe, różnice w zakresie ich przydatności do muzyki pop. Angielski jest bardziej odpowiedni, ponieważ słowo wydaje się być krótsze, a tym samym łatwiej jest je dopasować do rytmu. Język niemiecki jest do takiej muzyki trochę za ciężki, ale znacznie bardziej precyzyjny".

***   Powódż
W maju 1996 roku Wolfsheim ruszyli w trasę koncertową. Owocem wojaży i prezentacji nagrań przed swoją publicznością była płyta ,,Hamburg Rom" (pażdziernik 1997). Zapisany na niej materiał pochodzi z Dreaming Apes Tour w Halle, Hildesheim, Hamburgu, Poczdamie, Bremie i Dortmundzie. Wkrótce Peter rozpoczął karierę solową i nagrał w duecie z Joachimem Witt piosenkę Die Flut, która była hitem roku 1998. Piosenka pomogła też wypromować Wolfsheim osobom, które nie znały dotąd twórczości Heppnera i Markusa. Dla Joachima Witt był to wspaniały comeback, muzyk cieszył się popularnością w swoim kraju w latach osiemdziesiątych.
Od tej pory głos Petera Heppnera stał się jednym z najbardziej znanych w Niemczech. Błyskawicznie rozwijały się projekty współpracy z takimi wykonawcami jak Schiller czy Paul van Dyk.
,,Miałem różne przyczyny, dlaczego to robię, wszystkie te partnerstwa są ważne i bardzo wartościowe. Witt, Schiller i van Dyk - każdy dał z siebie sto procent zaangażowania. Jest to bardzo miłe współpracować z innymi, ponieważ muzycy mogą robić rzeczy, które nigdy nie byłyby zrealizowane przez zespół, bo zespół trzyma się swoich zasad, które muszą być spełnione. Dzięki współpracy z innymi ludżmi można poszerzyć swoje horyzonty. W ten sposób ciągle się uczę, jest to bardzo ważne dla rozwoju muzyki."

Następny singel wydany przez Wolfsheim to Once In A Lifetime, który ukazał się w pażdzierniku 1998 roku. Tuż przed Bożym Narodzeniem słuchacze otrzymali też nagranie It's Hurting for The First Time, które pojawiło się na ścieżce dżwiękowej do filmu Liebe Deine Nächste, wyreżyserowanego przez Detleva Bucka.

***   Poza granicami kraju
 Pod koniec roku 1998 listy przebojów zostały zdominowane przez panią Cher i jej hit ,,Believe", który przez długi czas ciężko było pokonać.
Piosenka jeszcze figurowała w stacjach muzycznych w lutym 1999 roku, kiedy Wolfsheim wydali album ,,Spectators". Niemieckojęzyczny ,,Künstliche Welten" to następny singel, który został wybrany do promocji na falach radiowych. Nagrania duetu znalazły się także na ścieżkach dżwiękowych do filmów Straight Shooter oraz Trzynaste piętro.
Latem Wolfsheim wystąpili na wielu festiwalach: Bizarre, Rock am Ring, Rock im Park. Swój pierwszy koncert poza granicami Niemiec zagrali na festiwalu Eurorock w Belgii.
 Pod koniec roku 2000 wraz z Jose Alvarezem zajęli się nagrywaniem pierwszej piosenki na następną płytę. Markus był w międzyczasie zajęty pracą nad solowym projektem Care Company. Peter Heppner natomiast zaśpiewał w projekcie Christophera von Deylen, znanym jako Schiller. Piosenka ,,Dream Of You" oraz teledysk cieszyły się popularnością w stacjach MTV oraz VIVA. Brał także udział w nagraniu ,,Glasgarten" duetu Goethes Erben, z którymi  wystąpił na festiwalu M'era Luna, gdzie największą gwiazdą był Marilyn Manson.
Z Goethes Erben Peter poleciał nawet do Islandii, by nakręcić tam teledysk do piosenki Glasgarten, po tych wszystkich wydarzeniach, we wrześniu Wolfsheim ponownie spotkali się w studio.
W tym czasie album Spectacors dzięki Metropolis Records odnosi duży sukces w USA. Rozpoczęto plany tournee po Stanach Zjednoczonych. Trasa była przewidywana na pażdziernik 2001 roku. Wydarzenie z jedenastego września - atak na World Trade Center, spowodowało, że tournee zostało odwołane. Duet wykorzystał wolny czas, by spokojnie dokończyć swoje pierwsze wydawnictwo DVD zatytułowane ,,Kompendium".

***    Wilczy podział
Casting Shadows, siódmy i ostatni album duetu ukazał się w marcu 2003 roku. Pilotował go singel ,,Kein Zuruck"  który od razu zadebiutował na piątym miejscu niemieckiej listy przebojów. Przez dziesięć tygodni utrzymał się w pierwszej dziesiątce listy, osiągając najwyższą pozycję na miejscu czwartym. Cały album Casting Shadows zdobył  najwyższe, pierwsze miejsce.
W marcu i kwietniu 2004 roku Wolfsheim ruszyli w trasę koncertową, która odbyła się  tylko w USA.
Siedemnastego stycznia 2008 roku na oficjalnej stronie zespołu została ogłoszona informacja, że współpraca między Markusem Reinhardt a Peterem Heppnerem dobiega końca. Według notki prasowej, przyczyny tej sytuacji były przypisywane do trwających sporów, jak miała wyglądać przyszłość Wolfsheim. Od czasu wydania Casting Shadows Reinhardt zamierzał tworzyć dalsze nagrania dla Wolfsheim, jednak Heppner wciąż zwlekał z pisaniem piosenek dla duetu, koncentrując się bardziej nad pracą wyłącznie dla siebie, mając już w planach karierę solową. Wszelkie plany dotyczące nowej płyty Wolfsheim zostały zawieszone.

Spór między Heppnerem a Reinhardtem pogłębił się, gdy Peter podpisał pod koniec 2005 roku multikontrakt z Warner Music. Markus uznał to za naruszenie warunków umowy i brak poszanowania dla podstawowych interesów Wolfsheim. Kompozytor wyczuł w tym konkurencję, być może zamierzał kontynuować działalność jako Wolfsheim z innym wokalistą, jednak Heppner mówi, że cały czas jest skłonny do współpracy jako piosenkarz  tego popularnego w kręgach syntezatorowego brzmienia duetu.
Cała sprawa znalazła się w  sądzie, pozew złożony przez Markusa został jednak na korzyść Heppnera odrzucony. Wokalista cały czas ma nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się wznowić współpracę z Reinhardtem jako Wolfsheim, na razie jednak nic na to nie wskazuje.

Przez dwadzieścia lat Heppner był frontmanem jednego z najpopularniejszego i wpływowego duetu z Niemiec. Grający electropop oraz dark-wave Wolfsheim osiągnął wszystko, o czym marzy większość artystów: piosenki prezentowane w radio, wysokie notowania singli na listach przebojów, znakomita sprzedaż albumów, występy jako gwiazda na festiwalach, oraz wyprzedane, ogromne trasy koncertowe w Europie i Stanach Zjednoczonych. A wszystko to rozpoczynając od małej, niezależnej wytwórni, jaką była Strange Ways.

niedziela, 3 października 2010

Jason Donovan, coś ty zrobił...

Ta płyta mogłaby się wcale nie ukazać. Soundtrack of the 80`s miała przynieść ,,covery", czyli piosenki różnych artystów w wykonaniu Jasona Donovana. Zabrakło niestety oryginalnych pomysłów, innego wykonania starych hitów. Jason bezmyślnie kopiuje wokal Rolanda Orzabala w nagraniu ,,Everybody Wants To Rule The World" (Tears For Fears), a nawet przyodziewa radosną maskę Howarda Jonesa w ,,What Is Love". Brzmi to bardziej jak karaoke, Jason poszedł na taką łatwiznę, że powinien się wstydzić. A można było się bardziej wysilić, zaangażować jakichś konkretnych muzyków sesyjnych i zagrać te stare przeboje choćby w stylu własnych kompozycji, które są tu dodatkowo umieszczone na płycie. Te trzy, własne nagrania Jasona Donovana trochę  ratują  katastrofalnie słabą płytę.
Gdy słuchamy piosenki Drive, to brzmi jak The Cars. Najgorsze  jednak załamki wychodzą, gdy piosenkarz wykonuje Only You z repertuaru Yazoo. W pewnych momentach słyszę wyrażnie, że jego głos został bezczelnie zmiksowany z wokalem Alison Moyet.
Słuchając Soundtrack Of The 80s, czujemy się, jakbyśmy słuchali składanki z oryginalnymi wykonawcami, a nie prawdziwie rasowego hołdu złożonego muzyce lat osiemdziesiątych.

Howard Jones, Orzabal, Richard Marx i inni poszkodowani powinni się teraz ustawić w kolejce do Jasona, by dać mu solidnego klapsa w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Nie tak wyobrażałem sobie ten album. Jak śpiewała Budka Suflera ,,To nie tak miało być, zupełnie nie tak..."
Jak już napisałem, płytę ratują nagrania stworzone przez samego Donovana : Take You Down oraz Goodnight Baby. Trzeba było cierpliwie stworzyć właśnie w takim rockowo - balladowym stylu więcej nagrań i wtedy wydać płytę. Myślę, że obecnie pan Donovan powinien iść w tym kierunku, a nie bezczelnie wykorzystywać modę na lata osiemdziesiąte, żeby być na moim blogu :)
Płyta oficjalnie wychodzi jedenastego pażdziernika, jednak w czasach internetu są przecieki i można jej posłuchać. Chociaż ręczę, że to tylko strata czasu.

Yazoo - Reconnected Live

,,Wszyscy uważamy, że Yazoo są bardzo dobrzy, naprawdę. Poszliśmy obejrzeć ich występ w Dominion w Londynie i naprawdę byliśmy pod wrażeniem, zwłaszcza pokazu slajdów. Od czasu do czasu wpadamy na Vince`a na korytarzach Mute, ale nie spotykamy się na gruncie towarzyskim. Poza tym, on nigdy nie robi sobie wystarczająco długiej przerwy w pracy, żeby wyjść".     - Dave Gahan (Depeche Mode) 1982

On - zamknięty w sobie samotnik, niespokojny duchem, słuchający jako nastolatek płyt Simona i Garfunkela. Ona - bardziej przystępna, z mocnym głosem, zaangażowana pod koniec lat siedemdziesiątych w punkowych i bluesowych zespołach na obszarze południowo wschodniego Essex.
Vince Clarke i Alison ,,Alf" Moyet stworzyli w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych jeden z oryginalniejszych duetów, który na świecie znany jest pod nazwą Yazoo, natomiast w Stanach Zjednoczonych figuruje jako Yaz.

Duet powstał po odejściu Vince`a Clarke`a z zespołu Depeche Mode pod koniec 1981 roku. Mając w zanadrzu kompozycję ,,Only You", chciał ją koniecznie wydać, piosenkę zaproponował nawet grupie Depeche Mode, która odprawiła go z kwitkiem.
Clarke tak się uparł na opublikowanie, że zaczął poszukiwać osoby, która by mogła ,,Only You" zaśpiewać.
Alison znakomicie się do tej roli nadawała - jej głos górował nad syntezatorem, cała konstrukcja nagrania stała się stabilna, przez co ,,Only You" odniosło spory sukces. Patrzący chłodnym okiem brytyjscy krytycy muzyczni, wciąż jeszcze nie mając pełnego zaufania do tej ,,mody na syntezatory", tym razem byli zachwyceni.
Clarke, który myślał na początku o wydaniu tylko tej jednej piosenki, postanowił pójść dalej w tym kierunku. Szybko stworzył nagrania ,,Don`t Go" ,,Situation" ,,The Other Side Of Life". W nagrywaniu tych piosenek i zarazem dużej płyty Yazoo zatytułowanej ,,Upstairs At Eric`s", Clarke wykorzystał sampler Fairlight (urządzenie poza tym, że było syntezatorem, posiadało wejście audio, przez które można było nagrywać a następnie przetwarzać wszelkie dżwięki). Był jednym z pierwszych ludzi w Wielkiej Brytanii, który taki sampler sobie zakupił.

Album sprzedawał się znakomicie, byli koledzy z Depeche Mode zgrzytali zębami, Daniel Miller z Mute zacierał rączki, krytyka kiwała głowami z uznaniem.
1982 to także rok, w którym Yazoo występowali na żywo przed publicznością. Poza sesjami u Johna Peel`a i Kida Jensen`a, duet ruszył w trasę po Wielkiej Brytanii, dając od sierpnia do listopada 1982 roku około dwadzieścia pięć koncertów.

Druga płyta ,,You And Me Both", wydana została krótko po rozwiązaniu się duetu w roku 1983. Nie było więc żadnych tras koncertowych, pozostały tylko żale krytyki, słuchaczy i - jeżeli wierzyć plotkom - rozgoryczenie jednego fana, który na wieść o rozpadzie Yazoo wysłał do Clarke`a paczkę ze zdechłym gołębiem.

Jeżeli jest to prawda, Vince`owi najprawdopodobniej śnił się ten gołąb przez lata, ukazując jako koszmar poruszający sumienie muzyka. Powrót na scenę  to niejako dokończenie nie załatwionych spraw związanych ze zbyt szybkim rozpadem  Yazoo.
Żyjemy w okresie, gdy powróciły na scenę grupy z lat osiemdziesiątych, czasem chociażby po to, by zagrać trochę koncertów. Spandau Ballet, Ultravox, KajaGooGoo... a teraz Yazoo.
W roku 2008 powrócili, by uzupełnić brakujące tournee, związane z płytą ,,You And Me Both". Nagrania takie jak ,,Nobody`s Diary", ,,Mr Blue" ,,Unmarked" dopiero teraz otrzymały szansę wykonania na żywo. Całość została wydana niedawno na 2 CD, pod tytułem ,,Reconnected Live". Czy taka płyta w ogóle była potrzebna?

Vince Clarke przed koncertami mówił, że chce, by muzyka brzmiała w miarę możliwości tak, jak na płytach studyjnych Yazoo. Dla mnie jest to wielki minus, w szczególności u artystów tworzących ,,muzykę z komputera". Z całym szacunkiem do pionierów, ale inny duet, który gra disco, a nazywa się Pet Shop Boys, swoimi koncertami, a szczególnie wykonaniem i aranżacją piosenek, biją duet z Basildon na głowę. Może, gdyby Clarke przyłożył się do stworzenia koncertów tak, jak to robił w duecie Erasure ( trzy tygodnie programowania na syntezatorach, tworzenie sekwencji, oraz swoboda, by w międzyczasie na żywo dodać jakąś własną wstawkę), zaowocowałoby niezwykłymi wersjami starych przebojów.
A tak mamy strasznie odgrzanego kotleta, którego się słucha bez jakichkolwiek emocji. Oczywiście będąc na koncercie, widząc i słuchając to jedno, sama płyta to chyba bardziej pamiątka dla tych, co przeżyli bliskie spotkanie z Alison oraz Vincem.
Nie mam oczywiście żadnych zastrzeżeń do głosu Moyet. Brzmi jak zawsze czysto i potężnie. Problem leży w sztucznej aranżacji, która brzmi kropka w kropkę, jak na płytach studyjnych.
Kiedyś Clarke w jednym z wywiadów zażartował, że na koncertach jest całkowicie niepotrzebny.
,,Mnie tylko co wieczór wyprowadzają na scenę i sadzają przy moich maszynach. Jestem tam właściwie zupełnie zbędny. Lepiej byłoby gdybym został w domu i zaoszczędził sobie tych wszystkich kosztów hotelowych".

Pozytywnie  o koncertowej płycie wypowiadają się sami Anglicy. Oni mają sentyment i do Clarke`a i do Moyet. ,,Jakby się nigdy nie rozstali" oraz ,,Ich pionierski wkład w muzykę pop słychać w każdej piosence", to tylko niektóre z przykładów brytyjskich recenzentów.
Dla mnie ta płyta powinna powstać  dwadzieścia siedem lat temu, wtedy emocje może byłyby większe. Historia jednak chciała inaczej.

sobota, 2 października 2010

,,Tworzyłem muzykę z sercem"

www.dwarecords.it

Pseudonim Savage wskazywałby, że mamy do czynienia z brutalem, dzikusem, czy też bestią w ludzkiej skórze... dość. O tym, że pozory mylą, przekonujemy się w swoim życiu nie raz. Roberto Zanetti, bo tak właściwie nazywa się ten urodzony we włoskim mieście Massa piosenkarz, kompozytor i producent, jest całkowitym zaprzeczeniem budzących grozę wyżej wymienionych cech.
Nazwę Savage zaczerpnął z popularnej serii komiksów ,,Doc Savage", w których główną postacią był Clark Savage Jr - lekarz, chirurg, wynalazca i podróżnik, który naprawiał krzywdy i karał złoczyńców. Typowy superbohater.

Roberto Zanetti lekarzem, a już na pewno chirurgiem nie jest. Jego zainteresowania były skierowane przeważnie ku muzyce, ponieważ, jak sam mówi, dżwięk i melodie to dla niego hobby już od najmłodszych lat, aż do czasu, gdy na poważnie zaczął studiować grę na fortepianie w wieku lat czternastu. Nauka nie poszła w las, wkrótce potem Zanetti grał na instrumentach klawiszowych w mało znaczących grupach muzycznych, takich jak "L’inchiesta", "Fathima e i pronipoti" oraz "I sangria".
Pod koniec lat siedemdziesiątych poczuł pierwszy smak sukcesu. Jako członek zespołu Santarosa, nagrali utwór ,,Souvenir", a singel z tą kompozycją rozszedł się we Włoszech w ilości dwustu tysięcy egzemplarzy. Nagranie wyprodukował Zucchero ,,Sugar" Fornaciari, szkolny kolega Zanettiego.
Podbudowany sukcesem muzyk, kontynuował swoją działalność w różnych grupach, nadal grając na instrumentach klawiszowych. Dwa bardziej znaczące zespoły, w których uczestniczył to Vicini Di Casa oraz Taxi. Szczególnie z tym drugim Zanetti wraz z Zucchero, który był gitarzystą Taxi, zaczynali osiągać stan profesjonalizmu artystycznego.

W 1983 roku Roberto Zanetti wyprodukował pierwszy singiel dla grupy Taxi  zatytulowany To Miami. Nagranie odniosło lokalny sukces, ponieważ zostało wydane tylko w środkowych Włoszech.
Utwór utorował za to drogę dla innej kompozycji: Angelica (wydany pod pseudonimem Joey Moon).

,,Po tych pierwszych doświadczeniach, skontaktowało się ze mną dwóch DJów, gdy wyprodukowalem jako G.A.N.G. nagranie Incantations (cover Mike`a Oldfielda) - wspomina Zanetti w jednym z wywiadów - Był to początek współpracy z Discomagic - wytwórnią, która miała stać się moim partnerem w przyszłości".

Don't Cry Tonight, singel nagrany dla tej wytwórni, to punkt zwrotny w karierze piosenkarza.
,,Wtedy właśnie obrałem sobie pseudonim Savage. W całej mojej karierze, używałem dwóch różnych zawodowych nazw: Robyx jako producent i Savage jako artysta."
Nagranie powstało w roku 1983 i jest to debiutancki singel Zanettiego jako Savage. Piosenkarz mówi, że Don`t Cry Tonight napisał w przeciągu pięciu minut. ,,Był to jeden ze smutnych momentów w moim życiu, a melodia wyszła z głębi mojej duszy".
Savage, jako romantyk, do dziś ma sentyment do tego nagrania. Właściwie każda stworzona przez niego kompozycja jest osobista i przypomina mu różne zdarzenia z życia, wciąż jednak wskazuje na Don`t Cry Tonight, jako najważniejsze nagranie w karierze.

Mimo nostalgicznego nastroju jakie posiada Don`t Cry Tonight, piosenka szybko przyjęła się w dyskotekach. Była też wspaniałym utożsamieniem dla zawiedzionych miłością nastolatków. Nagranie do dziś wybija się wśród tysięcy kompozycji, opatrzonych jako ,,italo - disco". Należałoby jednak rozgraniczyć, co jest typowym italo, a co nie. Etykietę upodobali sobie wykonawcy z Niemiec, którzy masowo zaczęli tworzyć nagrania dyskotekowe i często różniły się od włoskiego disco. Zresztą jest to dość rozległy temat, więc już nie będę tego przedłużał.

,,Moje piosenki są stworzone, aby ludzie dobrze się przy nich bawili, jednak zawsze dorzucam do nich przesłanie z doświadczeń swojego życia".

Po sukcesie Don`t Cry Tonight Savage nagrał kolejne single, które umocniły pozycję muzyka w dyskotekowym świecie. ,,Only You", ,,Radio" i ,,A Love Again" to bezbłędne nagrania w swoim gatunku - piosenkarz stworzył coś takiego, jak własny styl - rzecz dość trudna do osiągnięcia, szczególnie gdy mówimy o wykonawcach tworzących muzykę na dyskotekowe parkiety. Zamiast szalonych rytmów, mamy spokojne, stonowane i tęskne melodie. W głosie Savage usłyszymy zarówno żal, prośbę, zrezygnowanie... i do dziś brzmi to cholernie wiarygodnie.

Wspomniane wyżej nagrania zebrano następnie na album, zatytułowany ,,Tonight". Zanim do tego doszło, od 1983 do 1985 Savage była ciągle w trasie, dając 300 koncertów w Europie: wystąpił w Hiszpanii, Francji, Niemczech, Szwajcarii, Austrii, Belgii, Holandii, Grecji, Portugalii, Jugosławii, Szwecji oraz we Włoszech.

Piosenkarz mimo swoich prostych, lecz stylowych piosenek, potrafił przebić się także poza Europę.
,,Aby piosenka była dobra i udana, melodia powinna wpadać w ucho i być łatwa do zapamiętania". - mówi Savage. Niby to wszyscy wiemy, trudniej chyba coś takiego stworzyć. Wyglądało na to, że Zanettiemu komponowanie chwytliwych nagrań przychodziło z łatwością. Nawet, jeżeli były to nagrania na pierwszy ,,rzut ucha" niezbyt wróżące sukces (,,So Close").
Po wydaniu singli "Time", "Celebrate" i "Love is death", w których romantyczne uniesienia zaczął przebijać ,,ostrzejszy pazur" (szczególnie w Love Is Death - jest nawet dżwięk gitary) - Savage grał już pozaeuropejskie koncerty w takich krajach jak Stany Zjednoczone, Brazylia i Japonia.
Piosenkarz wystąpił także w Polsce. W 1989 roku na Międzynarodowym Festiwalu w Sopocie wystąpił poza konkursem, jako jedna z zaproszonych gwiazd. Całkiem zwyczajnie, bez wydumanego pozerstwa, ubrany w dżinsy i marynarkę, stanął przed mikrofonem i... no niby zaśpiewał, ale chyba z playbacku. Mimo wszystko, Savage, w otoczeniu polskich dziewczyn z naboru sprawił pozytywne wrażenie. Poza tym, usłyszeliśmy także jego nowe nagranie I'm Losing You, które obok Goodbye, miały zwiastować nowy album.

Niestety, drugiej takiej płyty jak Tonight już nie było, ponieważ Zanetti skoncentrował się na karierze producenta. Powoli budował swoje imperium, które ostatecznie w latach 1992 - 1993 utworzyło się w firmę DWARecords. Ice MC, Pianonegro, Double You, Corona i Alexia to niektórzy wykonawcy, którzy zawdzięczają sukces dzięki Zanettiemu (tu już jako Robyx).
Tutaj przerwę opis dalszego etapu działalności Roberta Zanetti. W połowie lat dziewięćdziesiątych, włoski muzyk dwuznacznie określił różnice pomiędzy muzyką italo-disco w latach 80, a tą tworzoną póżniej: ,,Italo disco było robione z sercem, a muzyka lat 90 jest robiona dla pieniędzy".

Warto oczywiście wspomnieć o polskim akcencie, który jest związany z płytą Tonight. Od czasu wydania tego albumu na winylu, żadna firma nie podjęła się jakoś wznowienia na srebrzystym krążku. Od zeszłego roku Tonight jest dostępny, a to za sprawą polskiego Klub80 Records, złożonego z pasjonatów muzyki lat osiemdziesiątych, a italo disco w szczególności. Remasteringiem zajął się Damian Lipiński (znany także jako VinylMagic). Album poza ośmioma podstawowymi nagraniami zawiera także bonusy. Są to cztery utwory w wersjach wydłużonych, które są naprawdę warte, by dodać je do swojej kolekcji. Do płyty dołączona jest także książeczka ze zdjęciami i wspomnieniami piosenkarza.

Newsy, newsy...

Catching Rays On Giant dopiero w listopadzie?

Jedna z najbardziej oczekiwanych płyt synthpopowych, która miała być wydana 22 pażdziernika, najprawdopodobniej opóżni swoją premierę. Na oficjalnej stronie Alphaville została zmieniona data wydania, tym razem jest to 19.11.2010.
Przypominam, że płyta była zapowiadana już trzy lata temu, następnie termin z roku na rok był przesuwany. Miejmy nadzieję, że zdołamy dożyć do premiery Catching Rays On Giant nim ogłuchniemy i osiwiejemy.

Human League - Credo

Znamy już tytuł nowej płyty Human League. Będzie nazywała się ,,Credo" (brzmi, jak nazwa salonu pogrzebowego w niejednym mieście :)) i wydana zostanie dopiero w 2011 roku.
Pierwszym singlem pilotującym album będzie ,,Night People" (brzmi jak płyta Classix Nouveaux) i ukaże się w listopadzie, przed tournee po Wielkiej Brytanii, które będzie trwało od listopada do grudnia. Ci to mają zdrowie... Trasa będzie się nazywać ,,Night People Tour 2010". Nie będzie też drugiego singla przed albumem w 2011 roku (Brzmi jak... ech, nieważne).

Najnowsza płyta Red Box już 11 pażdziernika

Wprawdzie news już lekko pajęczyną powleczony, ale ja przypadkiem teraz kliknąłem na ich stronę (http://www.redboxmusic.net/htm/home.htm) i... co widzę. Grupa Red Box, którą spopularyzowała w naszym kraju radiowa Trójka, postanowiła wydać album - trzeci w dyskografii.
Płyta opatrzona tytułem Plenty będzie wydana zarazem na kompaktowym krążku, jak i dostępna w formie plików mp3.
Osobiście darzę sentymentem Red Box, utwór Chenko to było coś, na co czekałem godzinami, by puszczono w radio (magnetofonu wtedy jeszcze nie posiadałem :)), For America natomiast podobało mi się przez parę dni, dopóki wszelkie stacje radiowe lekko zaczęły przesadzać z częstotliwością promowania utworu.
Chociaż ich najnowsze nagranie Hurricane, nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia (co to ma być, R.E.M?), to będę czuwał nad nie przegapieniem całości. Bądż co bądż, History Of Modern OMD też pilotowało niezbyt zachęcające nagranie.