sobota, 26 kwietnia 2008

Rupert Hine - The Wildest Wish To Fly

Kontynuując wątek twórczości Ruperta Hine, nie sposób ominąć albumu z roku 1983, który dopiero w 2001 doczekał się wznowienia na srebrnym krążku.
Kierunek muzycznego stylu nadal ten sam, jak na poprzedniczkach - elementu zaskoczenia więc tu (szczególnie w części pierwszej płyty) nie znajdziemy. Jeden utwór zrobił tu na mnie spore wrażenie - a mianowicie Victim Of Wanderlust. To nagranie jest jakby pomostem pomiędzy częścią pierwszą a drugą albumu.
W pierwszej znajdziemy sporo popowo brzmiących przytupanek, z mało zaskakującymi aranżacjami. Za to sporo się dzieje w drugiej połowie płyty - znów mocniej został położony akcent na muzykę w stylu Petera Gabriela, i myślę, że zwolennicy takiego właśnie grania będą tu zachwyceni. Dla nich najważniejsza może być część od utworu siódmego do końca. Lecz i tak polecam poznać płytę w całości - nie każdy musi mieć przecież takie zdanie jak ja.

Za album dziękujemy majstrowi - ponieważ wrzut na rapidshare to jego robota, nie moja. Moich uploadów należy się spodziewać dopiero od początku maja.

piątek, 25 kwietnia 2008

Rupert Hine - Waving Not Drowning

Ponownie dzięki uprzejmości pana majstra możemy dodać do swojej kolekcji następną produkcję Ruperta Hine`a . Jak już wspomniałem w poprzednim poście, solowe płyty tego muzyka/ producenta nie są tak proste do zdobycia, jakby się mogło wydawać - nawet w sklepach wysyłkowych często możemy się natknąć na notkę ,,artykuł chwilowo niedostępny".

Płyta Waving Not Drowning wydana w marcu 1982 roku przez wielu jest uważana za ciąg dalszy albumu Immunity. Chociaż nagrania stały się o wiele łatwiej przyswajalne dla przeciętnego słuchacza, Hine jednocześnie nie obniżył zbytnio poprzeczki. Barwa głosu nadal ,,podchodzi" pod Petera Gabriela, ale odkryłem tu jeszcze coś. Słuchając wciąż mam nieodparte skojarzenia z płytą ,,Fugitive" Tony Banksa (nagraną rok póżniej - 1983). Klimat i styl ,,genesisowy" przewija się tu w niektórych kompozycjach - najdobitniejszym przykładem jest nagranie Eleven Faces.

Podobnie, jak na Immunity, Rupert Hine pociągnął za sobą sprawdzonych w boju współpracowników. Za bębnami ponownie zasiadł Phil Collins - choć tak naprawdę to udzielił się tylko w jednym utworze - Innocents In Paradise, resztę (poza nagraniem House Arrest - na perkusji Trevor Morais), dosłownie ,,odbębnił" sam Hine.
Także Jeannette Obstoj kontynuowała pracę z Rupertem jako pisarka tekstów do muzyki.

Utwory, które wyróżniłem za pierwszym przesłuchaniem to: The Curious Kind, The Sniper, oraz House Arrest. Jeszcze raz wielkie podziękowania dla majstra za udostępnienie nagrań.

1. Eleven Faces (3.44)
2. The Curious Kind (4.46)
3. The Set Up (4.29)
4. Dark Windows (3.22)
5. The Sniper (5.32)
6. Innocents in Paradise (3.24)
7. House Arrest (4.18)
8. The Outsider (5.29)
9. One Man's Poison (6.13)
10. Kwok's Quease (2.05) (bonus CD track)

DOWNLOAD

środa, 23 kwietnia 2008

Rupert Hine - Immunity

Upload by: Majster

Dzięki uprzejmości osoby o nicku Majster, który dokonał wrzutki tego albumu, możemy sobie przypomnieć, a co niektórzy - zapoznać się po raz pierwszy z solowymi nagraniami Ruperta Hine.

Rupert Hine był już kiedyś na moim blogu - lecz z płytą The Deep End - może nie tak elektryzującą jak osławiony Immunity, więc możliwe, że to było powodem prawie zerowej reakcji w komentarzach. Płyta została najkrócej mówiąc ,,olana" przez czytelników bloga :)
Może tutaj przypomnę, kim jest ów Hine, byście nie musieli żonglować i przekopywać bloga w poszukiwaniu frapującej tajemnicy...

Rupert Hine - ten muzyk i producent, którego nazwisko widnieje na niejednej okładce płyt, już w wieku szesnastu lat zadebiutował singlem pt. ,,Sound of Silence" w duecie Rupert & David. Utwór sukcesu jednak nie zdobył . Po wydaniu w latach 70 tych płyt Pick Up The Bone i Unfinished Picture , zaczął angażowac się w studiu nagran jako producent.

W roku 1981 powrócił na scenę wydając trzeci , chyba najpopularniejszy album - Immunity z którego pochodzi m. innymi utwór Samsara, puszczany często w Trójce. Okres lat osiemdziesiątych jest to czas wytężonej pracy Hine jako producenta - płyty Chrisa de Burgh ( Getaway) czy Saga (Worlds Apart) otrzymały od niego specyficzne brzmienie, przez co zaczął przykuwac nawet uwagę artystów, którzy rozpoczynali karierę w muzyce pop w latach 80tych.
Do jednych z takich muzyków należy m. innymi Howard Jones, dla którego Rupert Hine wyprodukował ostateczny wydzwięk albumów Human`s Lib w 83 i Dream Into Action (84/85).

Jednak o wiele większym sukcesem okazał się comeback amerykanskiej piosenkarki Tiny Turner i płyta Private Dancer, nad którym Hine pracował w pocie czoła. Tu już Hine został zaliczony do jednego z najważniejszych producentów muzycznych na swiecie.

Do najpopularniejszych płyt, które wyszły z jego naznaczonym piętnem były także : album grupy The Power Station o tym samym tytule,The FIXX, Tina Turner - Break Every Rule, Thompson Twins - Close To The Bone i Stevie Nicks - The Other Side of the Mirror.

Chociaż jego solowe albumy różnią się klimatem od tego, jaki charakter nadawał płytom innych wykonawców, to myslę, że osoby słuchające przeważnie lekkostrawnego popu także polubią to, co sam Hine ma do przekazania. Niektórzy mówią o nim ,,jego szara eminencja", jeszcze inni mówią , że Hine na ,,swoich" krążkach często wykazuje nieobliczalnosc i zaskakuje słuchacza np. zmianą tempa lub wrzuceniem niepotrzebnego (?) elementu dzwiękowego.

Album Immunity pochodzi z roku 1981 i co ciekawe, przez wielu jest uważany za krążek z gatunku synth pop. Zaskoczony poczuje się jednak ten, kto spodziewa się tu słodkiego ,,plumkania", tak specyficznego do tysięcy nagrań stworzonych w tamtym okresie. Głos Hine lekko ,,chropawy" można porównać do Petera Gabriela, w muzyce usłyszymy wykreowany świat - można to nawet śmiało nazwać stylem awangardowym. Spotkamy się także z pop - rockiem w stylu Genesis ( a propos : w nagraniu albumu wziął udział między innymi Phil Collins) , oraz zostaniemy uraczeni ,,cięższymi" melodiami z bogatym dramatyzmem.

Pomimo tylu lat, płyta nadal jest dość osobliwa i ,,zakręcona". Obok prostych, przebojowo rytmicznych nagrań ( Misplaced Love) sąsiadują nagrania w których ,,wszystko się może zdarzyć" - zmiany tempa, dziwne wstawki dżwiękowe, a nawet ,,teatralne" artykulacje.

Za udostępnienie płyty jeszcze raz dziękuję osobie o nicku Majster, który poświęcił swój kawałek czasu na wrzut, dzięki czemu możemy sobie tych nagrań posłuchać. Bowiem płyt Ruperta Hine jest jak na lekarstwo - nie są tak szybko ,,zdobywalne" jak zalegające półki marketów albumy obecnie topowych artystów.

1. I Hang On To My Vertigo
2. Misplaced Love
3. Samsara
4. Surface Tension
5. I Think A Man Will Hang Soon
6. Immunity
7. Another Stranger
8. Psycho Surrender
9. Make A Wish
10. Scratching At Success
11. Introduction To The Menace

DOWNLOAD

piątek, 11 kwietnia 2008

RObert POland said... vol.24

Nowy album Ladytron.

W ostatnim zalewie płyt, w większości brzydkich i nieciekawych, czasem jednak można wyłowić łabędzia. Królewskim ptakiem okazał się tym razem album grupy Ladytron. Po raz pierwszy usłyszałem kwartet (oraz zobaczyłem) w stacji VIVA 2, gdzie nieustannie katowano nagranie Play Girl. Melodia żywo przypominająca minimalistyczne nagrania z lat osiemdziesiątych szybko znalazła swoje miejsce na mojej kasecie. Nie spodziewałem się, że grupa będzie jeszcze mi długo towarzyszyła w życiu - sądziłem, że to będzie zachwyt jednego roku i zostanie szybko zapomniany.
Jakże się myliłem. Album 604 z 2001 roku poza Play Girl przyniósł niezłe utwory: Discotraxx, The Way That I Found You oraz He Took Her To A Movie. Następny album grupy Light and Magic to przede wszystkim nagranie tytułowe - dopiero za nią plasowały się utwory Fire, Evil, Cracked LCD...
Witching Hour oraz Extended Play to płyty dobre, wciąż z przynajmniej dwoma niezłymi nagraniami, lecz emocje już jakby mniejsze, niż w przypadku 604 i Light and Magic.
Trochę zacząłem wątpić, czy zdołają mnie jeszcze czymś zaskoczyć... zupełnie znienacka w sieci pojawił się album Velocifero, który tak naprawdę swoją premierę ma dopiero 2 czerwca 2008 roku. Po jednokrotnym przesłuchaniu, moją głowę roztrzaskały pozytywnie nagrania I`m Not Scared, Ghosts , Runaway, The Lovers... no dobrze, kończę, bo wszystkie tytuły nagrań bym musiał tu wstawić. Poza jednym - Black Cat, który w dodatku wybrano na singla - wcale mnie nie przekonuje. Uważam go - to tylko moje zdanie - za najsłabszy numer na płycie. Za to następne nagrania mają wszystkie walory, które grupa Ladytron zdołała już zaprezentować na poprzednich krążkach.
Muzycznie to jest nadal ten sam, stary, dobry Ladytron - chociaż najmniej przypomina plastikowo-minimalistyczny debiut 604 - więcej mamy tu skojarzeń z Light & Magic plus Witching Hour.
Może niektórzy będą kręcić nosem, że to już słyszeli, że grupa jakby stanęła w miejscu - mi to jednak jest na rękę - takiej płyty po Ladytron oczekiwałem. Chciałem jeszcze więcej tego samego, no to mam. Daniel Hunt, Reuben Wu, Helen Marnie i Mira Aroyo, dziękuję.

wtorek, 8 kwietnia 2008

Kombi - Kombi 1980

Jako, że w Szczecinie wystąpiły anomalia pogodowe - wtorek wyglądał niczym śnieżny grudzień, dodatkowo brak prądu od 4 rano do dwudziestej, w końcu dzień wolny od pracy (przymusowo :)), tak więc dopiero teraz przedstawiam płytę na życzenie. Jest nim album grupy Kombi - nagrany w latach 1979 / 1980 i potocznie nazwany ,,albumem z muchą" :) (copyright by: romance).
Według strony pana Grzegorza Skawińskiego, płyta została wydana po raz pierwszy przez Pronit w czerwcu 1980 roku. Na wstępie słuchamy instrumentalnego, z lekka swingującego wstępniaka - Kombirock, by następnie pieścić uszy rytmicznym nagraniem Piękna, szalona. Utwór ,,Czy to już koniec" kieruje nas bardziej na ścieżkę jazzu, z akcentem na niezłe popisy perkusji, która swoim rytmem prezentuje się drapieżnie i zadziornie. Leniwe sny - typowe, sielankowe granie, które dobrze pasuje do tekstu utworu - płynnie przechodzi do nagrania instrumentalnego pod tytułem Oczekiwanie na odlot. Hm... pod tym wieloznacznie brzmiącym tytułem mamy ciekawie zbudowaną, harmonijną melodię bazującą na stylu funky i jazzu, podbite brzmieniem klawiszy elektronicznych.
Wspomnienia z pleneru to jeden z największych przebojów instrumentalnych zespołu, w którym znajdziemy nutkę romantyzmu, za to utwór numer 7 - Jak ja to wytrzymam, nieodparcie kojarzy mi się z nagraniami... uwaga! Michaela Jacksona i jego braci.
Hotel twoich snów - to ukłon w stronę Hotelu Victoria, gdzie Kombi zagrało swój koncert promocyjny. Wokół tego występu narosło wtedy sporo mitów, w dużej mierze krzywdzących samych muzyków.
"Głos Wybrzeża" (1981) "W początkowym okresie reklamowaliśmy się z dużym rozmachem. Było to konieczne, ponieważ musieliśmy się przebić. Wielokrotnie zarzucano nam, że lansujemy się zbyt natrętnie, podczas gdy po prostu było to robione profesjonalnie i w ostatecznym efekcie taniej, niż w przypadku wielu innych krajowych zespołów rozrywkowych. W hotelu "Victoria" daliśmy koncert z wystawnym bankietem, grając tam za darmo. Zarzucano nam wówczas, że szastamy milionami, a tymczasem całą imprezę finansowała dyrekcja hotelu. Diabli wiedzą, dlaczego tak długo robiono nam z tego zarzut, twierdząc, że jesteśmy reklamowo nachalni. Niektórzy krytycy, zajmujący się muzyką młodzieżową są zwolennikami modelu "ubóstwa" debiutantów. Znaczy to, że zespół powinien grać muzykę ambitną, najlepiej niezrozumiałą, nie lansować się bezczelnie, lecz w pokorze oczekiwać na ich łaskawe pióra. Nie odpowiadało nam to."
(www.trojmiasto.pl)
Na zakończenie mamy Przytul mnie - jeden z dużych przebojów zespołu, ciepły i rozbrajający swoją delikatnością - tu w wersji bez wokalu pani Maryli Rodowicz. Wtedy tą kolaborację porównywano nawet do francuskiego hitu : ,,Je T'aime Moi Non Plus".

1.Kombirock
2.Piękna, szalona
3.Czy to już koniec
4.Leniwe sny
5.Oczekiwanie na odlot
6.Wspomnienia z pleneru
7.Jak ja to wytrzymam
8.Hotel twoich snów
9.Przytul mnie

FILESEND

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Blondie - Blonde And Beyond (320 kbps)

Grupa Blondie ma już tyle składanek, że nie wiadomo, którą wybrać. Zbiór przebojów wydanych w 1993 roku darzę szczególną sympatią. Fakt, brakuje tutaj, dajmy na to, Tigh Is High, ale od tego mam przecież Autoamerican. Poza rozpoczynającym Underground Girl (do dziś jakoś nie mogę się przekonać ku temu utworowi), reszta albumu raczy nas swoją lekkością i romantycznymi nagraniami. English Boys, Susie and Jeffrey, Sheyla, Picture This, Angels Of Balcony to moje ulubione songi tego zespołu. Nie brakuje także na zbiorze Blonde And Beyond ,,Once I Had A Love" (rockowa wersja dyskotekowego Heart Of Glass - który jest także umieszczony na albumie).
Utwór Call Me dla odmiany jest tu w wersji... hiszpańskojęzycznej, jednak podkład instrumentalny nie różni się wcale. Na zakończenie mini-koncert : trzy nagrania live, gdzie usłyszymy covery : Ring Of Fire (1962) z repertuaru Anity Carter (ale bardziej popularnym jest wykonanie przez Johnny`ego Cash`a, który nagrał ją rok póżniej - 1963), następnie Get It On - utwór Marca Bolana i grupy T.Rex, a na zakończenie ... Heroes - Davida Bowie.

1 Underground Girl (3:54)
2 English Boys (3:48)
3 Sunday Girl (French Version) (3:02)
4 Susie And Jeffrey (4:08)
5 Shayla (3:56)
6 Denis (2:17)
7 X Offender (3:11)
8 Poets Problem (2:19)
9 Scenery (3:08)
10 Picture This (2:55)
11 Angels On The Balcony (3:37)
12 Once I Had A Love (3:11)
13 I'm Gonna Love You Too (2:08)
14 Island Of Lost Souls (3:49)
15 Call Me (Spanish Version) (3:31)
16 Heart Of Glass (Disco Version) (5:48)
17 Ring Of Fire (Live) (3:30)
18 Bang A Gong (Get It On) (Live) (5:22)
19 Heroes (Live) (6:28)

PART 1

PART 2

niedziela, 6 kwietnia 2008

Kombi - Live 1986 (Bootleg Tape)

Jest to rozszerzona wersja koncertu 1986 z nagraniami, których nie ma na oficjalnej płycie.

Jakiś czas temu krążyło to ,,cudeńko" po sieci, że teraz już chyba i linku nie ma i nie wiem, kto to wrzucił... Szkoda, bo i podziękować tej osobie by wypadało. Oficjalnie na albumie materiał ten nosi nazwę 10 Years - The Best Of Kombi (Live) i jest strasznie ,,okrojony". Tu słyszymy dość dobrze nagrany koncert nawet z zapowiedziami, których brakuje na płycie.
Czasami mam wątpliwości, czy faktycznie jest to ,,Koncert zarejestrowany 3 sierpnia 1986 roku w Operze Leśnej w Sopocie z okazji 10-lecia zespołu."
Mam nadzieję, że tak, inaczej była by to wtopa, jakiej tu jeszcze nie było :) Może jacyś spece w tej dziedzinie się wypowiedzą, ponieważ dla mnie czuć różnicę między ,,normalną" płytą, a tym rozszerzonym bootlegiem. Tak to jest z tymi ,,podkoloryzowanymi" przez producentów płytami - wybierają co niektóre utwory, podrasują pięknie brzmienie na stole mikserskim, czasem wzmocnią, lub - w razie potrzeby - stłumią owacje - i jak to było mówione w Alternatywy 4 - ,,skarpeta gotowa". Trochę szkoda na przykład nagrania z audycji telewizyjnej 5, 10, 15 (Bez Ograniczeń), które tu na szczęście jest. Osoby od wyznaczania tego, co ma się na płycie znależć, zupełnie go pominęły.
Jednak nie spostrzegłem tu nagrania Wal-Deck oraz Kochać Cię Za Póżno. O co tu biega - nie wiem. Może ktoś kompetentny w tym temacie będzie mógł rzucić chociaż trochę światła w tej sprawie.

oficjalna strona grupy i fan clubu : http://www.kombi.pl/

W 1976
grupa Kombi zadebiutowała w Sopockiej Operze Leśnej dnia 2 sierpnia 1976 roku w ramach I Konfrontacji Muzycznych Pop Session'76. 3 sierpnia 1986 roku także w Operze Leśnej Sopot odbył się koncert jubileuszowy.

1.Wspomnienia Z Pleneru
2.Leniwe sny
3.Taniec W Słońcu
4.Bez Ograniczeń (5/ 10 / 15)
5. Królowie Życia
6.Przytul Mnie
7.Piękna Szalona
8.Hotel Twoich Snów
9.Hej Rock and Roll
10.Zaczarowane Miasto
11.Za ciosem Cios
12.Nasze Rendez - Vous
13.Black And White
14.Słodkiego Miłego Życia

http://hotfile.com/dl/100931098/25bd8e2/Kombi-Live_-_1986.rar.html

sobota, 5 kwietnia 2008

Rick Springfield - 12 inch Collection

Chyba tego w sieci jeszcze nie było. Czasami natykam się na ,,forumach":) z pytaniami o ,,wydłużone wersje nagrań" Ricka Springfielda i jakoś nikt się nie kwapił do tej pory o udostępnienie. Ci, co mają, to uważają to chyba za rarytas, pffff. Coraz trudniej o tą nazwę w sieci - coraz więcej użytkowników wyciąga na światło dzienne takie nagrania, że w latach 80tych a nawet 90tych to tylko mogliśmy marzyć.

Album wydany przez BMG na rynek... japoński, więc nie dziwi, że jest to album z importu, a więc może dlatego tak ciężko znależć ,,toto" i w sklepie i w sieci. Tak czy inaczej, możemy już wszyscy cieszyć swoje uszęta rozszerzonymi wersjami Celebrate Youth (dwie wersje!), State of the Heart, ekspresyjny Human Touch (nawet w wersji instrumentalnej), oraz paroma odsłonami nagrania Rock Of Life.

Jak zawsze Have A Nice Weekend życzy ROb.


1. Rock of Life [12" Mix]
2. Human Touch [Extended Mix]
3. Human Touch [Instrumental]
4. Bop 'Til You Drop [Remix]
5. Celebrate Youth [Dance Mix]
6. Language of Love
7. State of the Heart [Special Extended Remix]
8. Rock of Life [Extended Remix]
9. Celebrate Youth [Dub Mix]
10. Rock of Life [Akai Dub 1 Version]
11. Rock of Life [The Essential Only]
12. Souls [Live]

DOWNLOAD

Rick Springfield - Live : Hammersmith Odeon 1985

I co ja tu, biedny mam napisać? Rick Springfield był tu dwa razy i dość obszernie już się produkowałem. A że i dzisiaj mam lenia, to będzie krótka notka.
Sala Hammersmith Odeon gościła już tylu wykonawców, że lepsze pytanie by było ,,nie, kto tam wystąpił, lecz kogo tam jeszcze nie było".
Australijski wokalista w 1985 roku po przebojach Celebrate Youth oraz State of the Heart, ruszył w trasę koncertową po świecie, promując swój album TAO, z którego pochodzą wymienione obydwa hity. Bootleg londyński zarejestrowany został 16 maja, a jakość nagranego materiału oceniam na średni bez plusa.

Koncertowi właściwie nic nie można zarzucić - wokalista był wtedy w dobrej formie, dokładnie odwzorowywał wokale, tak jak brzmi na płytach studyjnych. Poza nagraniami znanymi z Tao, Rick nie zapomniał także o hitach z płyt Working Class Dog (album jeden z niewielu, które Anglicy przychylniej potraktowali), oraz Living In Oz.

01.Celebrate youth
02.Affair of the heart
03.Living In Oz
04.Allison
05.Dance the world away
06.Calling all girls
07.Bop till you drop
08.Human touch
09.State of the heart
10.Walk like a man
11.Stand up
12.Don't talk to strangers
13.Jessie's girl
14.Souls
15.Love somebody
16.Love is alright

http://www.sendspace.pl/file/Cowyskhb

Phil Oakey and Giorgio Moroder - 1985 (re-upload)

Po raz trzeci jedna i ta sama płyta...

Giorgio Moroder, który na soundtracku Electric Dreams umiescił instrumentalne kompozycje: ,,The Duel" oraz ,,Madeline`s Theme" - obok utworów w wykonaniu Jeffa Lynne czy Culture Club - zdołał także umiescic song , który spiewa wokalista Human League - Philip ,,Phil" Oakey - Together In Electric Dreams. Utwór odniósł na swiecie dużą popularnosc, wiele osób myliło się, mówiąc, że spiewa to zespół Human League.

Podbudowani powodzeniem utworu, Giorgio Moroder i Oakey ( jak w przypadku współpracy Morodera z Limahlem lub grupą Sparks) - postanowili nagrac tym razem całą płytę. Jeżeli ktos uwielbia dyskotekowe rytmy z albumu DARE! to i tutaj się nie zawiedzie.
Jeżeli ktos zna tylko ,,Electric Dreams" i mu się podobało - tu może zabrac się za słuchanie tej płyty w ciemno. Na pewno nie będzie rozczarowany, jest to bowiem pop i dyskoteka z tej wysokiej półki.

1. Why Must the Show Go On
2. In Transit [Instrumental]
3. Good-Bye Bad Times
4. Brand New Love (Take a Chance)
5. Valerie
6. Now
7. Together in Electric Dreams
8. Be My Lover Now
9. Shake It Up
10. Together in Electric Dreams [Extended][*]
11. Together in Electric Dreams (Instrumental) [*]

http://www.sendspace.pl/file/92LHmrN7

Beautiful World - Forever

Pod nazwą Beautiful World kryje się osoba o nazwisku Phil Sawyer. Ten urodzony 8 marca 1947 roku w Londynie muzyk, jest jednym z przedstawicieli nurtu new-age.

W latach dziewięćdziesiątych rozpoczął pracę z Malcolm Sargent Festival Choir oraz z wokalistką Rush Winters (udzielała głosu m. innymi duetowi Yello, tu figuruje jako Russian Roulette).

Pozostałe dwa nazwiska włączone do tego projektu to Beryl Marsden oraz Miriam Stockley.
Miriam to już ,,weteranka" w świecie muzycznym - często i chętnie zapraszana do nagrań jako ,,chórek" - brała udział w nagraniach Mike`a Oldfielda, ze względu na podobnie brzmiący głos do Maggie Reilly oraz Enyi.
Jej głos znajdziemy także na albumach Golden Age of Wireless Thomasa Dolby, Breathtaking Blue grupy Alphaville, a nawet na płycie Made in Heaven zespołu Queen.
W roku 1995 uczestniczyła w nagraniu płyty Adiemus - Songs of Sanctuary (z którego pochodzi znany hit pod tytułem Adiemus - oraz teledysk z ,,fruwającymi" delfinami;))

Album Beautiful World - Forever powstał w roku 1996 i zawiera podobną muzykę do nagrań Adiemus - chociaż Phil Sawyer postawił tu na większą rozpiętość w aranżacjach. Utwory zostały nagrane w dwu językach - niektóre kompozycje są zaśpiewane po angielsku, a niektóre w języku suahili (swahili) - który używany jest przede wszystkim w Afryce Wschodniej oraz środkowej . Dzięki temu nagrania brzmią egzotycznie, słuchacz ma odczucie znalezienia się z dala od cywilizowanego świata , umilając sobie czas gdzieś przy potężnych wodospadach.

1. Pepo Iko – 5:12
2. Children of the Future – 4:38
3. Eternally – 5:41
4. Fearless – 4:37
5. Love Is Everything – 4:57
6. Pana Kama Dunia – 5:22
7. Oh Beautiful Paradise – 5:23
8. Forever – 4:44
9. Hell Bent on Misery – 4:23
10. I'll Be There – 4:16
11. Africa – 5:09
12. The Healing – 8:04

PART 1

PART 2

środa, 2 kwietnia 2008

Leæther Strip - Anal Cabaret (Soft Cell songs) E.P.

Utwory Soft Cell w wykonaniu Clausa Larsena. Czy są równie dobre, jak wersje oryginalne?

Duński projekt Leæther Strip, który założył w roku 1988 muzyk Claus Larsen. I tak naprawdę to na tej osobie kończy się skład ,,zespołu" :) Projekt jednoosobowy który tworzy muzykę w stylu EBM, Electro - industrial, szarpnął się na dość śmiały wyczyn - postanowił nagrać parę coverów znanego duetu Soft Cell. No i... mam mieszane uczucia. W wykonaniu Soft Cell, wokalista tejże grupy - Marc Almond hipnotyzuje wręcz swoją ekspresją, ciekawą barwą głosu, emocjami, po prostu wszystkim tym, czego brak wielu zespołom grającym obecnie.
Wokal Larsena nie jest już idealnie ,,piękny", lecz ,,industrialnie twardy". Oczywiście dla zwolenników muzyki EBM takie brzmienie głosu zaliczane jest na plus, natomiast osoby miłujące lżejsze wokale, mogą nie przełknąć stylistyki duńskiego piosenkarza.
Jeżeli chodzi o aranżacje instrumentalne, to nie ma zbyt drastycznych różnic z wersjami oryginalnymi. Słuchacz, który zna Soft Cell i ich utwory ,,na wylot", tutaj już słuchając wstępnych dżwięków skojarzy, ,,jaka to melodia" :)

Niestety, dla mnie jest to jeszcze jeden ,,A tribute...", w dodatku z tych, które nie spowodowały jakichś emocji i wrażeń , by w rezultacie wziąć jutro z pracy ,,dzień wolny na telefon".
Almonda po prostu ciężko ,,przeskoczyć". Gdy śpiewa piosenki Soft Cell, wiele dotyczy jego osobistej natury, jego seksualności, jego niedoskonałości, jego - jak to sam kiedyś określił - walki o przetrwanie.
Zawsze interesował go typ nieudacznika, który wciąż walczy o swoje miejsce w świecie.
I gdy śpiewa na przykład ,,Sex Dwarf", to jak najbardziej do niego pasuje. Niestety, gdy piosenkę tą wykonuje - przepraszam za wyrażenie - dryblas Claus , który wygląda mi na gościa, potrafiącego zdrowo przyrąbać w ,,fejs" piszącego te słowa - to Sex Dwarf słucham z lekkim uśmieszkiem. Jeżeli byłaby to twórczość Leaether Strip i jego teksty - wtedy mógłbym mówić o tym, że muzyk potrafi skomponować naprawdę ciekawą, melodyjną muzykę. Niestety, jest to już powoli nudne, gdy po Psyche, grupie Scooter oraz Nine Inch Nails znowu ktoś ,,coveruje" Sex Dwarf - i wszystko brzmi jak blade odbicie oryginału.

Baby Doll
Sex Dwarf
Insecure Me
Soul Inside
Youth


http://www.shareonall.com/acls_fuea.rar

Sex Pistols - Live in Trondheim 1977

„Kiedyś śpiewali z sercem. Uważałem, że w ich postawie jest pewna wiarygodność.Teraz sprawiają wrażenie teatrzyku kukiełkowego. To naprawdę smutne”. (Greg Graffin - Bad Religion).

Obecnie Sex Pistols znowu wywołują mieszane uczucia, nawet mój znajomy, siedzący w ,,tych klimatach", uważa reaktywację pistoletów za komercyjny bajzel, który chyba im na dobre nie wyjdzie. Odgrzewanie kotletów, wskrzeszanie zombi, zemsta po latach... różne zgryżliwe teksty otrzymują muzycy - i to nie dotyczy jedynie grupy ,,Zgniłka", ale powszechne reaktywacje w ogóle.

Natknąłem się na bootleg, który zawiera zarejestrowany koncert z Norwegii w 1977 roku. Wprawdzie nic unikatowego - ten ,,live" ukazał się na wydanym w 1992 roku ,,dwupaku" zatytułowanym Kiss This - i na płytce bonusowej mamy właśnie ten koncert.
Ciężko nie uśmiechnąć się do klimaciku, który wyczuwa się w tym show - szczególnie publiczność, żądająca ,,God Save The Queen", a muzycy, jakby na przekór i prowokując słuchaczy spychali to nagranie na finał. Niezupełnie rozumiem zakończenie koncertu - ,,Boże, chroń królową" urywa się w najmniej spodziewanym momencie, czyżby i tu zaistniała jakaś cenzura tego niezbyt lubianego utworu wśród ludzi, którzy uważają się za lepszych od klasy robotniczej? Oceńcie sami, cóż to takiego może być. Zakończenie jest cholernie intrygujące.

Anarchy In The U.K
I Wanna Be Me
Seventeen
New York
EMI (Unlimited Edition)
No Fun
No Feelings
Problems
God Save The Queen

http://www.shareonall.com/trondheim_77_jgiv.rar

The Big Dish - Satellites

Satellites z 1991 roku to trzecia, a zarazem ostatnia płyta The Big Dish. Po niej pojawiła się jeszcze składanka, zatytułowana Rich Man’s Wardrobe - A Concise History, wypełniona nagraniami z ,,podstawowej trójcy".
Po pierwszym przesłuchaniu miałem w głowie wizję recenzji besztającej album, chcąc go opisać jako ,,bezbarwną płytę, wskazującą na spadek formy zespołu". Mając jeszcze w pamięci żywiołowo - radośnie brzmiące utwory z albumu poprzedniego, oczekiwałem dalszego ciągu brzmień przenikających w sam środek mojego nerwu słuchowego. Nie wiem, może była to pora nieodpowiednia, a może oczekiwałem Bóg wie czego po tej płycie...
Bezczelnością byłoby jednak opisanie materiału po jednokrotnym przesłuchaniu. Jako, że do nagrań, które mnie początkowo nie przekonały za pierwszym podejściem, przeważnie zmuszam się do odsłuchu ponownego (tak, tak, taki masochista ze mnie, że uwielbiam się torturować trudnymi dzwiękami:)), więc nie obyło się bez replayu także przy Satellites.
Wlepiając dodatkowo gały w okładkę ( a cóż to za piękna dziewoja? ), zacząłem się zastanawiać, skąd taka melancholia wyzierająca z większości piosenek. Brzmi jak nostalgiczny Joe Cocker lub Richard Marx, lecz jakby troszeczkę mniej przekonująco.
Takie były moje pierwsze spostrzeżenia. Wyjątkowość tej płyty tkwi w tym, że za drugim podejściem słuchałem ... jakby zupełnie innych nagrań. Podejście numer trzy, to już biblijne ,, nie sądżcie, abyście nie byli sądzeni" ... przedwcześnie rzucony tu werdykt ,,jestem na nie" faktycznie byłby niesłuszny.
Można się przekonać do tych nagrań, choć do przełomu i zapisania się złotymi literkami w historii, jako utwory wybitne wiele im brakuje.
Płyta może nie tak dobra, jak Creeping Up On Jesus, ale na pewno lepsza od krążka Swimmer.
Obecnie Steven Lindsay nagrywa solo - ostatni kompakt pochodzi z 2007 roku i jest zatytułowany Kite.

1. Miss America
2. State Of The Union
3. Across The Province
4. Give Me Some Time
5. 25 Years
6. Big Town
7. Shipwrecked
8. Warning Sign
9. Bona Fide
10. Learn To Love

http://www.shareonall.com/BIG_DISH_3_ilur.rar

T-Rex - Slider and Rabbit Fighter (The Alternate Slider) 2 CD

Prekursor męskiego makijażu w muzycznym świecie, namiętny czytelnik powieści Tolkiena i gwiazda glam-rocka w latach siedemdziesiątych - Marc Bolan i jego T.Rex.
Czym był właściwie glam rock? Termin ten oznaczał przede wszystkim muzyków z makijażem, odznaczających się pomalowaymi powiekami, ubranych w buty na koturnach oraz noszących ciuchy świecące jak choinka bożonarodzeniowa. Wśród tego całego glamowego szaleństwa, które przypadło na pierwszą połowę lat 70tych, ciężko nie wymienić grupy T.Rex.
Album The Slider z 1972 roku zawiera dawkę prostego, melodyjnego rocka, miło wpadającego w ucho. Po folkowo - bluesowym Tyrranosaurus Rex z lat sześćdziesiątych pozostało trochę elementów, które można wychwycić na przedstawionej płycie - Marc Bolan wciąż dążący do sukcesu, postawił na piosenki rytmiczne i nieskomplikowane. Płyta dorównuje komercyjnemu sukcesowi wydanego w roku 1971 - a mianowicie album nr 1 w Anglii - Electric Warrior.
Na ,,Slider" znajdują się klasyczne już przeboje T.Rex - Metal Guru oraz Telegram Sam.

W 2002 roku płyta została wydana w edycji dwupłytowej - na pierwszym krążku, poza podstawowymi nagraniami, dorzucono bonusy - Cadilac, Thunderwing oraz Lady - utwory ze stron B singli vinylowych. Dysk drugi to wersje alternatywne utworów, w większości akustyczne dema, i ,,surowe" wersje nagrań jeszcze przed przeróbką producenta płyty.

Slider 1972

"Metal Guru" – 2:25
"Mystic Lady" – 3:09
"Rock On" – 3:26
"The Slider" – 3:22
"Baby Boomerang" – 2:17
"Spaceball Ricochet" – 3:37
"Buick Mackane" – 3:31
"Telegram Sam" – 3:42
"Rabbit Fighter" – 3:55
"Baby Strange" – 3:03
"Ballrooms of Mars" – 4:09
"Chariot Choogle" – 2:45
"Main Man" – 4:14

Bonus Tracks

14. "Cadilac"
15. "Thunderwing"
16. "Lady"

Rabbit Fighter (Alternate Slider)

"Metal Guru
"Mystic Lady"
"Rock On"
"The Slider"
"Thunderwing"
"Spaceball Ricochet"
"Buick Mackane"
"Telegram Sam"
"Rabbit Fighter"
"Baby Strange"
"Ballrooms Of Mars"
"Cadilac"
"Main Man"

Bonus

14. Lady
15. Sunken Rags