sobota, 26 maja 2012

ULTRAVOX: Przebudzenie lunatyka

Zamiast wstępu
---------------------
Sleepwalk... ile to już lat minęło, gdy po raz pierwszy usłyszałem to nagranie i rzuciło mną o ścianę. Cały dotąd poukładany świat 11 letniego dzieciaka, karmionego przez rodziców muzyką prezentowaną w ,,Lato z radiem" oraz włoskimi przebojami został przewrócony do góry nogami przez nagranie zespołu Ultravox.
Kwartet ten i ich album Vienna zmienił całkowicie moje podejście do muzyki. Chociaż (jak na małoletniego brzdąca) wcześniej już usłyszałem ,,Are Friends Electric" Gary Numana, to jednak nie jego muzyka stała się punktem zwrotnym w decyzji, czego będę słuchać przez resztę swojego życia.

Muzyka europejska czy new romantic?
-------------------------
Chyba wszyscy fani Ultravox znają historię grupy i podejście Midge Ure`a do tego, jak zapatrują się na przypinanie łatki ,,nowi romantycy" do ich muzyki. Midge woli, by określać to, co tworzą, jako ,,muzykę europejską", chociaż nie znam innych, bardziej uduchowionych i romantyczno - poetyckich wykonawców od Ultravox. Human League z początku był zbyt ,,brudny" , zimny i mocno futurystyczny w swoim wyrazie, podobnie jak Numan. OMD natomiast miał parę wzniosłych kompozycji na ,,Architecture and Morality", póżniej starali ułatwić sobie życie, kierując się w stronę muzyki pop.
Ultravox genialnie wypracował sobie swój styl grania - zaczynając od brzmienia instrumentów klawiszowych, poprzez ,,miauczący syntezator" (kiedyś myślałem, że to gitara w solówkach! :)) Odyssey ARP i wiolonczelę Billy`ego Currie aż do niepowtarzalnego, chwalonego przez krytyków głosu ,,nowego" wokalisty zespołu Midge Ure`a.
Oczywiście, zdarzały się także głosy krytyczne - chyba najpopularniejsze określenie to ,,Kraftwerk dla ubogich". O ile jednak w Kraftwerk mamy surowy szkic, to w muzyce Ultravox otrzymujemy już emocje, wiosenny romantyzm, oraz rockowe brzmienia, zgrabnie zespojone w całość.
Jak już kiedyś napisałem na blogu, gdy po raz pierwszy usłyszałem album ,,Vienna", nie przypadła mi ta muzyka do gustu. Byłem wychowywany przy muzyce lekkiej, łatwej, przyjemnej a muzyka rockowa jakoś skrzętnie mnie omijała. Oczywiście wiedziałem dzięki ciotkom i wójkom, że istnieli Elvis Presley i The Beatles, lecz wciąż nie czułem, że jest to muzyka dla mnie. Straty w wysłuchaniu ich dyskografii nadeszły lata póżniej.
,,Vienna" po raz pierwszy była dla mnie zbyt hałaśliwa, zgrzytliwa, a najbardziej określałem ją jako ,,dziwną, prawie że heavy-metalową" muzykę. Co prawda, wczesny Ultravox! wywodził się z okresu punk-rocka, jednak ja o tym nic nie wiedziałem i nie byłem przygotowany stopniowo na taki wstrząs :)
Kumpel, który miał całą płytę nagraną z radia (to były czasy, heh:)), puszczał ten album przynajmniej trzy razy w tygodniu - gdy usłyszałem ekspresję ,,Sleepwalk" i tą  elektroniczną ,,solówkę" w środku i pod koniec nagrania - zacząłem w końcu ,,czuć" tą muzykę.
 Najbardziej uwielbiałem Ultravox właśnie za te elektroniczne, ,,miauczące" sola, potem docierały do mnie subtelne brzmienia fortepianu. Początkowy zgrzyt zamieniał się po paru odsłuchaniach w porywające melodie, natomiast nagranie tytułowe, ze swoim ,,przyspieszaczem" do dziś powoduje, że mam ciarki na plecach.
Tańcząc ze łzami w oczach płaczę wspominając dawne dni mego życia
------------------------------------
Powrót Ultravox. Nie chciałem, by z tej okazji była to zwyczajna, krótka i ,,na odwal się" notka. Zespół, który przez te parę lat pomagał dzięki swojej muzyce podnieść mnie na duchu, zasłużył z pewnością na więcej.
Dokładnie pamiętam wakacje i kolonie z ,,Dancing With Tears In My Eyes". Listę Przebojów Trójki z ,,Love`s Great Adventure". Beztroskie dzieciństwo i te upały, gdy z okien leciało nagranie ,,Reap The Wild Wind". Do cholery, dlaczego to wszystko przeminęło? Ludzie pozamykali się w sobie, zaczęli dzielić muzykę na ,,lepsza - gorsza", z czego nasz ,,new romantic", został obecnie zepchnięty  do jakiegoś pieprzonego undergroundu, chociaż może to i lepiej, bo sępy z wytwórni chciałyby raz jeszcze  ocalałe cudem resztki skomercjalizować.
Tak z początku krytykowany przeze mnie internet stał się wybawicielem dla wielu gatunków muzyki. Także dla muzyki lat osiemdziesiątych. Nie wiem, czy bez niego wiedziałbym, co poczynają obecnie np. Nik Kershaw, lub Howard Jones. Działa to oczywiście także w drugą stronę - muzycy dzięki internetowi nie są przez to całkowicie zapomniani i nie chodzą w dziurawych spodniach i rozwalonych butach.
Także społeczność internetowa, zakładająca sentymentalne strony, fora oraz blogi o tematyce lat osiemdziesiątych (nie tylko o muzyce z tamtych lat), przyczyniła się do tchnięcia nadziei wielu muzyków, że nie są na straconej pozycji i ludzie o nich pamiętają.

Gdybym był... ponownie w Ultravox.

------------------------
My, stare pryki (ROb, mów za siebie :)) pamiętamy, jak muzyka new romantic przemijała i od roku 1986 wszystko już stawało się coraz słabsze w wyrazie. Zespoły z syntezatorami  wypalały się twórczo, nie licząc Depeche Mode, którzy nadal wydawali świetne albumy i wypracowywali w pocie czoła swoje charakterystyczne brzmienie (kto wtedy sądził, że będą mieli aż tylu naśladowców, łapka w górę :))
Pod koniec roku 1985 Midge Ure wydał swój pierwszy, solowy album ,,The Gift". Wtedy jeszcze nie było żadnej mowy o oficjalnym odejściu wokalisty z zespołu. Hit ,,If I Was" był numerem jeden na angielskiej liście przebojów, co nie udało się dotąd  zespołowi Ultravox. Nawet singel ,,Vienna" NIE był numerem jeden (a ,,zaledwie" dotarł do pozycji drugiej) - zupełnie nie rozumiem niektórych, co to wypisują w necie takie informacje.
Album, jak zapewniał Ure, miał być jedynie ,,oddechem" przed następną płytą Ultravox. Oczekiwania były spore. Może zbyt wiele oczekiwaliśmy po zespole, który w tamtym okresie chyba już to, co miał do powiedzenia po prostu powiedział wszystko. Płytę ,,U-Vox" poprzedzało nagranie ,,Same Old Story", natomiast cały album (nagrywany właściwie już bez Warrena Cann, którego zastąpił Mark Brzezicki z Big Country) przeważnie otrzymywał negatywne opinie.
Pomimo całego biadolenia ,,U - Vox" posiada  mocne punkty: ,,All Fall Down", ,,All In One Day" czy ,,Dream On", lecz do dziś przez wielu słuchaczy uznany jest za najsłabszy album Ultravox nagrany z Midge Ure.
Nie obyło się też bez światowej trasy (pożegnalnej), w której zespół odwiedził nawet Polskę, a na koniec Ure powiedział, że odchodzi z Ultravox i poświęca się karierze solowej. ,,Nigdy więcej Ultravox"? Bynajmniej.

Powrót do raju
--------------------
Wiele wody w rzece upłynęło, by w końcu pan Midge zdecydował się wskrzesić stare dobre czasy i ponownie stanąć ramię w ramię z Billym Currie, Warrenem Cann oraz Chrisem Cross w 2009 roku. Trasa koncertowa oraz wydawnictwo DVD ,,Return To Eden" dały pokaz temu, że ,,stary człowiek i może", bijąc na głowę wszystkich gówniarzy stękających cośtamcośtam w MTV.
Lecz prawdziwa bomba wybuchła w styczniu 2011 roku. Do publicznej wiadomości podano, że w trakcie trasy koncertowej zaczęto na poważnie myśleć o nowym albumie Ultravox i to z Midge Ure w roli wokalisty! Było to wielkie zaskoczenie dla fanów. Nie obyło się bez obaw - pamiętający album ,,U - Vox" mówili, czy  lepiej już nie niszczyć ,,legendy" i zostawić to wszystko tak, jak było do tej pory.
Jednak Ure i reszta byli tak pełni optymizmu, że faktycznie musiało być coś na rzeczy. W lipcu 2010 roku odbyło się spotkanie zespołu, na którym wszyscy zdecydowali się na wydanie całkiem nowego materiału.

Brylant przy którym bledną wszystkie gwiazdy
--------------------
Angielskie słowo ,,brilliant" ma wiele znaczeń. Jako rzeczownik oznacza brylant, za to w przymiotniku jest to określenie jako ,,błyskotliwy, znakomity, efektowny".
Czy cała płyta zasługuje na takie miano?

Album nagrany został w Kanadzie, Los Angeles i Wielkiej Brytanii.
 "Myślę, że ta płyta jest chyba jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy", wyjaśnia Midge Ure.

Proces pisania dwunastu piosenek na "Brilliant" zaczął się, gdy Billy i Chris dołączyli do  Midge`a w swoim domu w Kanadzie.
 "Mam dom w środku lasu nad jeziorem w Montrealu i  gdy w trójkę się tam znależliśmy,  zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w stanie  bez żadnych zakłóceń zewnętrznych napisać coś razem. To było fenomenalne przeżycie dla nas: jadłeś, spałeś i oddychałeś muzyką Nie chcieliśmy tracić impetu i natchnienia, by ta bańka twórcza zbyt szybko nie pękła."

Producentem płyty został Steve Lipson. Ure mówi, że stał się na chwilę piątym członkiem zespołu. Ostateczne brzmienie na albumie wypadło, patrząc na to ile lat upłynęło pozytywnie. Grupa nie starała się wyznaczać nowych trendów, bo przecież pionierami już są, teraz wystarczy trzymać się swojego brzmienia. Natychmiast rozpoznawalne motywy fortepianowe, epickie brzmienie, ogromne chóry, namiętny śpiew i pulsująca elektronika, jest tutaj wszystko, za co pokochaliśmy Ultravox.
Dla mnie ,,Brilliant" jest kandydatem do płyty roku, przez najbliższe dni, a nawet tygodnie będę miał co słuchać. Wiele płyt po jednokrotnym przesłuchaniu idzie u mnie w odstawkę. W tym wypadku będzie inaczej.
Minusy płyty: Do ,,Vienny" jej daleko - tam wszystko było jakby bardziej złożone, nagrania zgrabnie przechodzą ,,jedno w drugie" i naprawdę ciężko jest przeskoczyć dzieło, będące nawet na liście ,,Tysiąca płyt, których należy wysłuchać, zanim umrzesz". Porównując z drugiej strony do ,,felernego" ,,U - Vox", jest o wiele, wiele lepiej.

Pozostaje mi nic innego, jak i Wam rozkoszować się najnowszą płytą Ultravox - dla miłośników zespołu, a także słuchaczy synthpopu pozycja obowiązkowa. Dziękuję panowie, że daliście z siebie tyle dla słuchaczy, ja jestem wciąż z Wami.

PS. Album wyciekł już do sieci, obecnie wrzucam go także na swojego chomika.

wtorek, 22 maja 2012

Laid Back - Cosyland

 Ale gorąco w tych nosorożcach.... ~ Ace Ventura

  Upał dziś niesamowity, a ja tu piszę następną notatkę. Tym razem na celowniku duński duet, który we wczesnych latach osiemdziesiątych rozbrzmiewał w głośnikach przede wszystkim za sprawą ,,Sunshine Reggae". Tak, tak. Powrócili. O ile powyżej wymieniony hicior nie powoduje u mnie do dziś wzruszenia, to przy ich szybszych kompozycjach ,,High Society Girl" oraz ,,Elevator Boy" wracają wspomnienia dyskotekowych wygibasów .
Z tym większą ciekawością sprawdziłem, co tym razem mają dla nas John Guldberg i Tim Stahl.
Nagranie Cosyland, jak tłumaczą sami muzycy, jest odkopane z archiwum z roku 1981, kiedy to duet eksperymentował jeszcze z syntezatorami (przede wszystkim chodzi tutaj o instrument Roland 808).
Z tych sesji jedynie nagranie ,,White Horse" doczekało się finalnej obróbki i ukazało się na płycie. Reszta materiału przeleżała przez lata, pokryta kurzem.

Nie wiem, czy aż tak bardzo pragnąłem takich zabytkowych ,,dziwolągów", bardziej ekscytują mnie najnowszy Men Without Hats (kurcze, nowa płyta wymiata, choć niektórzy mówią, że im się szybko nudzi), oraz zbliżający się olbrzymimi krokami ,,Brilliant" Ultravoxu. Słyszycie już to dudnienie? Ja tak!

Powracając do Cosyland - jest to EP`ka, zawierająca zaledwie cztery (jak na EP`kę przystało) kompozycje. Nie wiem, jak ocenić te nagrania. Na pewno nie są to ,,hiciory". Nagranie ,,Cocaine Cool" mocno przypomina właśnie ,,White Horse" (nawet pogwizdujące sample są dość podobne), jednak rytmy są strasznie monotonne i powodują u mnie senność.
Można to porównać do jazdy pociągiem - rytmiczny, obojętny  stukot kół o szyny, który tylko przyspiesza naszą tęsknotę, by ta podróż się skończyła.

I tu już pragnę zakończyć tą dość krótką notkę o naprawdę przeciętnym powrocie Laid Back, przepraszając jednocześnie za stracony czas, że musieliście to jeszcze wyczytać do końca :)

piątek, 11 maja 2012

Secret Oktober - Silent Words

Jeden z recenzentów napisał o ich muzyce: ,,To jest tak, jakby Gary Numan i Duran Duran doczekali się swojego dziecka i to niesamowitego."
My, słuchacze siedzący dość długo w tych klimatach podchodzimy już z rezerwą do takich rewelacji. Z ciekawości podchwyciłem sobie dżwięki z ich najnowszej EP`ki i...
Zanim przejdę do muzyki, to może trochę o tym, kim u licha są członkowie grupy Secret Oktober.

W roku 2011 Sebastian Storm (keyboard, gitara, wokal),. Andy Foster(bezprogowa basowa gitara, instrumenty klawiszowe), Glenn Westbrook (gitara) oraz Paul Smith (perkusja) połączyli swoje muzyczne inspiracje, by zagrać w starym stylu New Romantic / New Wave, lecz by jednocześnie nie brzmiało to zbyt banalnie, jak brzmi wiele obecnie działających grup grających muzykę synthpop.
Grupa pochodzi z Birmingham (Wielka Brytania) i nie posiada kontraktu z żadną wytwórnią płytową.

Teraz trochę o muzyce, która może zadowolić sporo osób narzekających na kondycję obecnej muzyki synhpop, która coś kręci się w kółko plastikowo sztucznych brzmień.
Jeżeli chodzi o wokal - Sebastian Storm faktycznie ,,podchodzi" tu pod beznamiętnie znużonego Gary Numana, jednak gdy w refrenie potrzeba ,,przykopać" to potrafi wydusić z siebie więcej emocji.

Muzyka też ma coś w sobie. Gitary brzęczą nie nachalnie, lecz nowofalowo, zabarwione tu i ówdzie elektroniką. Oczywiście wiele jest tu patentów sprawdzonych w boju lat osiemdziesiątych (nagranie Mannequin niebezpiecznie zawęża skojarzenia z Being Boiled wczesnego Human League), jednak im dalej się wgłębiamy w kompozycję, tym więcej smaczków otrzymujemy.

Teraz coś o kompozycji wolniejszej, a zarazem posiadającej klimat. Chodzi mi o nagranie Sea View, które chyba polubią fani grupy Japan i Davida Sylviana. Jest to zarazem najdłuższe nagranie na EP` ce i do cholery, więcej takich  panowie proszę! Dla mnie to nagranie jest odkryciem tygodnia.

Cóż, mam nadzieję, że może o nich trochę jeszcze usłyszymy, bo naprawdę szkoda byłoby, żeby zginęła taka perełka w zalewie synthpopowych przytupajek. Bezczelnie nawet dodam, że to jest lepsze niż nagrania MIRRORS... za co na pewno paru mi w mordę przywali. Na szczęście nie mam obecnie w planach wyjazdu na Wyspy Brytyjskie, tak więc mogę iść spać spokojnie.

Linku do EP`ki nie podaję, ponieważ wystarczy wkleić w Google tytuł mojego posta i wyskoczy od razu z parę... sprawdzałem :) Poza tym wrzucę na swój chomik, bo myślę, że chyba warto.

http://www.myspace.com/secret.oktober

http://secretoktober.bandcamp.com/