wtorek, 1 stycznia 2013

The Stranglers - Feline

Feministki ich nienawidziły, obrońcy moralności czuli się zgorszeni, muzycy punk widzieli w nich konkurencję i zagrożenie, a prasa wieszała przysłowiowe psy za każdym razem, gdy zespołowi powinęła się noga. O kim mowa? Oczywiście o The Stranglers, jednej z najtrwalszych grup brytyjskiej nowej fali (istniejącej do dziś). W latach osiemdziesiątych muzycy postanowili zamienić ostre brzmienie na bardziej melodyjne, a nawet romantyczno-nostalgiczne, przez co narazili się wielu wielbicielom zespołu.
Grupa The Stranglers rozpoczyna obiecany przeze mnie cykl ,,Płyty sprzed 30 lat".  Czas więc przypomnieć także swoją przeszłość, jakże odmienną od terażniejszości. Zmieniło się tak wiele, że będziecie musieli wybaczyć moje odejścia od głównego tematu.

Wspiąłem się na mur otaczający ogród rozkoszy i zobaczyłem kwiat umierający z pragnienia.

Na zewnątrz wszystko wygląda inaczej, niż w bajce. Każdy z nas chciałby powrócić do czasów beztroskiego dzieciństwa, chroniących nas przed faktem, że idealny świat nie istnieje. Pułapka rzeczywistości dosięgnie każdego - prędzej, lub póżniej. Gdy usłyszałem Midnight Summerdream, miałem trzynaście lat.  Docierało już do mojej świadomości, że nasz kraj w porównaniu z Europą Zachodnią prezentuje się biednie i jest wciąż skuty łańcuchami stanu wojennego. W powietrzu nadal unosił się specyficzny klimat niepewności jutra. Nagranie Midnight Summer Dream potęgowało ten nastrój do niesamowitych rozmiarów. Utwór wdarł się nawet na pierwsze miejsce Listy Przebojów Programu Trzeciego, niejako prezentując stan ducha ówczesnych słuchaczy. Podejrzewam, że po latach znalazłem odpowiedż, dlaczego w różnych krajach jedne zespoły i piosenki odnosiły sukces, a w innych nie. Chcąc tego lub nie, musimy się pogodzić, że sytuacja polityczna i gospodarcza kraju potrafi  bezceremonialnie zapaskudzić swoimi brudnymi buciorami  nawet muzyczny dywan. Tak też było i w Polsce. Niejeden z nas pochłaniał lekką i ugładzoną muzykę new romantic - drogi cukierek z (jak wtedy sobie wyobrażaliśmy) kolorowego, elegancko ubranego i pachnącego zachodniego świata, topiąc wielu  (także i mnie) w swojej pustej słodyczy. Z drugiej strony mieliśmy festiwal w Jarocinie  i niezadowolenie wykrzyczane za pomocą muzyki punk, podczas gdy w Wielkiej Brytanii gatunek ten dawno się ,,wyszumiał". Grupa The Stranglers połączyła natomiast swoje bojowe, punkowe i rockowe  doświadczenie z melodyjną muzyką elektroniczną, skutecznie trafiając w ówczesne nastroje polskich słuchaczy.

W latach osiemdziesiątych nawet BRAVO było dość strawnym czasopismem.
Pierwszy dzień Nowego Roku  to dość nietypowa data na wydanie płyty. Dokładnie trzydzieści lat temu 1 stycznia 1983, wydano ,,Feline" (,,Koci album" - tytuł płyty nawiązuje do nagrania ,,European Female").
Muzyka  jest  przystępna dla słuchaczy lubiących mniej agresywne brzmienie.  ,,Panowie w czerni", ,,nienawidzący wszystkich" stali się nagle potulni jak owieczki już w roku 1981. Album ,,La Folie" wraz z przebojem ,,Golden Brown" oraz kompozycją tytułową pozbawiał słuchacza złudzeń, uświadamiając zarazem, że muzyka punk się skończyła i trzeba się dostosować do nowych czasów.
,,Jeżeli gralibyśmy przez dziesięć lat taką samą muzykę, to byśmy się pozabijali" - wyjaśnił Jean Jacques Burnel w 1986 roku, udzielając wywiadu dla pisma Non Stop.

,,Feline" jest kompletnym pozbawieniem nadziei dla spodziewających się usłyszeć  agresywne The Stranglers. Na pierwszy plan wybija się hiszpańska gitara akustyczna, oraz użycie elektronicznych zestawów perkusyjnych. Założenie było takie, by polączyć instrumenty charakterystyczne dla Europy Południowej (wspomniane gitary) z syntezatorami, kojarzonymi z Europą Północną. Jeden z francuskich krytyków napisał w czasopiśmie ,,Best" , że na ,,Feline" najmniej jest ciężkiej, mrocznej muzyki. Zastąpiona została dżwiękami bardziej subtelnymi i wyrafinowanymi, niestety wiele osób uznało ten materiał za zbyt monotonny i nudny w odbiorze.
Wykorzystanie hiszpańskiej gitary nawiązuje  do młodzieńczych lat wokalisty zespołu. Był to pierwszy instrument, jaki Hugh Cornwell dotknął w życiu. ,,Mam dwóch starszych braci - opowiedział w jednym z wywiadów - jeden z nich miał piękną, hiszpańską gitarę, trochę na niej grał. Bardzo lubiłem tą gitarę, ale brat nigdy nie pozwolił mi jej dotknąć. Po pewnym czasie wyjechał do pracy za granicę i pierwsze co zrobiłem, to poszedłem zobaczyć, czy wziął instrument ze sobą. Nie zabrał, więc byłem w stanie na niej grać. Kiedy brat wrócił z zagranicy, dał mi tą gitarę, ponieważ do tego czasu stracił zainteresowanie muzyką. Na hiszpańskiej gitarze zacząłem uczyć się grać, natomiast gdy byłem w szkole, Richard Thompson z Fairport Convention uczył mnie grać na basie - i to był mój pierwszy instrument w zespole, który nazwaliśmy Emil and The Detectives".

Album ,,Feline" jest znany z wyrafinowanych melodii, spokojny i zwiewny, nietypowy dla grupy, która wcześniej ubierała swoje kompozycje w cynizm i agresję.
Osobiście określam tą płytę, jako tematyczną ,,podróż po Europie", nie tylko w warstwie tekstowej. O ile w Anglii kręcono nosami, kwitując krótkim zdaniem  ,,Dziewięć ociekających nudą piosenek", to z większą przychylnością krążek ów spotkał się w kontynentalnej Europie. Urokowi nowego oblicza Stranglers ulegli słuchacze Niemiec, Belgii, Norwegii, Francji oraz Polski.

Nie sądzę, by ktoś kiedykolwiek odnalazł raj, ponieważ raj opiera się  na kłamstwach.


Midnight Summerdream  - takich utworów po przesuchaniu szybko się nie zapomina. Muszę przyznać, że po latach nadal robi na mnie wrażenie. Wspaniale skonstruowane nagranie, które pokochałem od pierwszego usłyszenia w radio.  Piosenka posiada trzy wersje: trzyminutową singlową prezentowaną w radio,   dłuższą, z fantastyczny wstępem - która jest na FELINE, oraz dziesięciominutową 12" extended.
Dla Midnight Summerdream zainteresowałem się dawno temu całą płytą. Wcale nie odbierałem jej jako ,,nudnej". Reszta piosenek sączy się leniwie z głośników, może drażni co niektórych jednostajny, mechaniczny rytm perkusji, lecz jest ona jakby w tle. Muzycy mieli naprawdę sporo odwagi, by stworzyć prawie akustyczny album.
Inne, silne momenty na Feline to  European Female oraz Paradise. W tym drugim nagraniu zespół wspomagają piosenkarki Anna Von Stern oraz France Lhermitte (znajoma Jean-Jacques Burnela z zespołu Polyphonic Size).

Jak odbieram płytę po trzydziestu latach? Zanim podjąłem się napisania wspomnień, przez pięć dni słuchałem Feline. Porównując ją do wielu bezbarwnych płyt wydawanych w czasach obecnych przez różnych ,,grajków", ten krążek przebija je swoją naturalnością i lekkością. Klimat, który rozpoczyna Midnight Summerdream, utrzymuje się do ostatniego nagrania. I tu mała uwaga: amerykańska wersja płyty zawiera kompozycję ,,Golden Brown", która zupełnie nie pasuje przecież do całej koncepcji Feline.

Jeżeli ktoś nie słyszał jeszcze tej płyty, polecam z bonusami. Od siebie dorzuciłem też dwie wersje Midnight Summerdream - singlową i dziesięciominutową, gdzie Hugh trochę więcej śpiewa, niż bawi się w narratora.
I tak na sam koniec jeszcze dodam, że w tym samym roku J.J. Burnel oraz Dave Greenfield z The Stranglers wydali fajną, syntezatorową płytę ,,Fire and Water (Ecoutez Vos Murs)". Wystarczy posłuchać nagrania "Detective Privée", chyba tylko raz prezentowane w naszym radio.


1 Midnight Summer Dream        
2 It's A Small World        
3 Ships That Pass In The Night        
4 European Female        
5 Let's Tango In Paris        
6 Paradise    
7 All Roads Lead To Rome        
8 Blue Sister        
9 Never Say Goodbye
       
Bonus Tracks 
10 Savage Breast        
11 Pawsher    
12 Permission        
13 Midnight Summer Dream/European Female (Live)        
14 (The Strange Circumstances Which Lead To) Vladimir And Olga (Requesting Rehabilitation In A Siberian Health Resort As A Result Of Stress In Furthering The People's Policies)        
15 Aural Sculpture Manifesto

Extra Bonus
 
16 Midnight Summer Dream (single version)
17 Midnight Summer Dream (extended version)

20 Comments:

Blogger peiter said...

Obudziłem się własnie i pierwsze o czym pomyslałem, że tzreba Ci przypomnieć o dokładnie 30 rocznicy wydania podmiotu lirycznego Twego posta. A tu niespodzianka. Nie zawiodłes mnie. Wielkie dzieki. Wspaniały początek wspaniałego - miejmy nadzieje - dla nas wszystkich roku. Więcej sklecę, kiedy się naprawdę obudzę :)

wtorek, 01 stycznia, 2013  
Blogger peiter said...

Czterech zakapiorów którzy stworzyli jeden z najinteligentniejszych składów, jakie wstrząsnęły angielskim rockiem. Seria świetnych, agresywnych płyt opluwających po zappowsku wszystko i wszystkich. Uwielbienie publiki i kolegów, od chłopców z TheCure po Roberta Frippa i U2. Burdy na koncertach, mordobicia dziennikarzy. Rozpoznawalny sound, oparty na wszechogarniającym miażdżącym basie, doorsowskich świdrujących klawiszach, hałaśliwej ciekawie kombinującej gitarze i niekonwencjonalnych świetnych bębnach. Potem eksperymenty z narkotykami i fascynacje UFOkami, zakończone więzieniem Cornwella i utratą w pożarze całego sprzętu. Psychodeliczna czarna dziura zobrazowana pełną smutku, rozczarowania i zimna płytą „La Folie”. A potem? A potem przychodzi rok 82 i wszyscy panowie, od 30 letniego karateki Burnella do 44 letniego eksbiznesmena Blacka – ZAKOCHUJĄ SIĘ. I odkrywają w swoim życiu zupełnie nowe wątki, doznania, znaczenia… I powstaje płyta w dyskografii Dusicieli absolutnie wyjątkowa, zwiewna, eteryczna, czasem wyszeptana.. Burnell - niegdyś rozwalający basem ściany (płyta „BlackAndWhite”) tu zadowala się wysmakowanym mruczeniem w podkładach sekcji, Black na starość (sic!) zaczyna eksperymentować z bębnami simmonsa, nadając grupie – powiedzmy – „europejskie” brzmienie, Cornwell posuwa piękne kantyleny w akustycznych sferach, a wszystko to zdominowane przez zupełnie nowy, wspaniały i fantastycznie przestrzenny sound klawiszy Greenfielda. Otóż to. Właśnie dla klawiszy warto odsłuchać tę płytę na słuchawkach. Produkcja płyty świetna, S.Churchyard odwalił kawał dobrej roboty. Gra sekcji potwierdza, że Burnell/Black to jeden z najlepiej zgranych duetów w historii. Nigdy przedtem i nigdy potem czterej twardziele nie pokazali tak lirycznego oblicza. „Feline” obrazuje, co może stworzyć facet, jeśli jest zaangażowany uczuciowo. Banda samców nagrała wściekle uwodzicielski materiał. Moim zdaniem nie ma tu słabego numeru. Powiem tak. To nie jest najlepsza płyta na świecie, ale ze mną od 25 lat jeździ wszędzie, zawsze towarzyszy w trakcie wakacji, sylwestrów i innych pamiętnych eventów. I na pewno należy do ścisłej piątki, jaką zabrałbym na bezludną wyspę. Tyle w skrócie, analizę każdego utworu z osobna sobie daruję, bo Wam nie starczy cierpliwości, a mnie i tak już wspomnienia przeróżne walą drzwiami i oknami percepcji 

wtorek, 01 stycznia, 2013  
Blogger peiter said...

P.S. na swojej stronie http://www.thestranglers.net/ Dusiciele celebrują okragłe rocznice poszczególnych swoich płyt, zamieszczajac mnóstwo wspomnień, pamiatek i drobiazgowe analizy, już zapowiadają podobne materiały o Feline...

wtorek, 01 stycznia, 2013  
Blogger Andrzej Kowlik said...

Miło przeczytać, jak mądrzy i inteligentni ludzie piszą.
Bardzo dziękuję.

ps: "ROBO" po co ci te linki, płyta jest do pobrania z netu, w wersji "po ludzku", a nie rzeźnia w postaci mp3.
np tutaj, w dwie minuty.
http://rutracker.org/forum/viewtopic.php?t=823333

wtorek, 01 stycznia, 2013  
Blogger RObert POland said...

Peiter: post o Feline gotowy był już dwa dni temu i czekał na odsłonę.
Natomiast, gdyby tu za komentarze wystawiane by były oceny, to obawiam się, że dla Twojego zabrakłoby skali.
Maksymalna, olbrzymia szkolna szóstka, nawet z plusem się należy.

Andrzej Kowlik pisze:ROBO" po co ci te linki (...)mp3

Jak to po co? Żebyś mi napisał komentarz, teraz mam ich już pięć :)

wtorek, 01 stycznia, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

link padł. może go schomiczysz?

wtorek, 01 stycznia, 2013  
Blogger artu said...

zacząłem ich słuchać właśnie od snu nocy letniej, to dobrze, bo gdybym usłyszał najpierw coś ze wcześniejszego okresu to the stranglers wyladowałoby najprawdopodobniej w rubryce "tym panom dziękujemy";

lubię sobie nagrać CD z najlepszymi kawałkami zespołu, w przypadku Dusicieli 80 minut best of wygląda tak

01 GOLDEN BROWN (1981 LA FOLIE)
02 STRANGE LITTLE GIRL (1982)
03 MIDNIGHT SUMMER DREAM (1983 FELINE)
04 THE EUROPEAN FEMALE (1983 FELINE)
05 ALL ROADS LEAD TO ROME (1983 FELINE)
06 IT'S A SMALL WORLD (1983 FELINE)
07 LET'S TANGO IN PARIS (1983 FELINE)
08 MIDNIGHT SUMMER DREAM (1983 FELINE EXTENDED VERSION)
09 LET ME DOWN EASY (1984 AURAL SCULPTURE)
10 NORTH WINDS (1984 AURAL SCULPTURE)
11 ICE QUEEN (1984 AURAL SCULPTURE)
12 SKIN DEEP (1984 AURAL SCULPTURE)
13 LET ME DOWN EASY (1984 AURAL SCULPTURE EXTENDED VERSION)
14 SKIN DEEP (1984 AURAL SCULPTURE EXTENDED VERSION)
15 ALWAYS THE SUN (1986 DREAMTIME)
16 ALWAYS THE SUN (1986 DREAMTIME HOT MIX)

40% to FELINE, drugie 40% AURAL SCULPTURE no i przyległości chronologiczne po bokach

środa, 02 stycznia, 2013  
Blogger RObert POland said...

Anonimowy pisze...

link padł. może go schomiczysz?

Link nie padł, tylko mediafire oznaczyło go, że chronią wrzutkę prawa autorskie.
Mam nauczkę, by nie nazywaĆ pliku rar tak, by było wiadomo, co jest w paczce.

Chomikowanie tej płyty nie ma sensu, bo ktoś ją ma już wrzuconą:

http://chomikuj.pl/kulin11/Muza/THE+STRANGLERS/Feline

środa, 02 stycznia, 2013  
Blogger be_red said...

świetna płyta, ale komentarz peiteraz mnie zabił, świetnie napisane, aż mi się odechciewa pisać swojego bloga bo takiego polotu i genialnych zdań stworzyć nie umiem i nie będę umiał. Własnie słucham tej płyty, a twój blog RObert POland dodaję do ulubionych.

środa, 02 stycznia, 2013  
Blogger peiter said...

artu - co byś powiedział na uzupełnienie Twojej składanki przedostatnim killerem z "Aural" http://www.youtube.com/watch?v=ZEICwRgw38o oraz perełkami z b-sidów http://www.youtube.com/watch?v=sLp0MKK8gCQ i http://www.youtube.com/watch?v=UZc2TQCBxvY ? Za uznanie dziękuję, cóż - fanatyzm wobec dusicielstwa potraja wenę i siły twórcze :)

środa, 02 stycznia, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

Obowiązkowo dorzuciłbym do tego składaczka nagrania "No More Heroes"

czwartek, 03 stycznia, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

Przy okazji posłuchałem poprzedniej płyty.
Nie da się tego słuchać, poza Golden Brown.

czwartek, 03 stycznia, 2013  
Blogger artu said...

zastanowiłbym się nad In One Door

sobota, 05 stycznia, 2013  
Anonymous Hamerski said...

W latach 80tych była to na pewno jedna z moich ulubionych płyt, była jedną z pierwszych którą w latach 90tych kupiłem na CD. Dzisiaj? Z okazji 30 lecia wydania płyty zespół mógłby odszukać taśmy studyjne, wykasować tą paskudnie brzmiącą elektroniczną perkusję i dograć żywego perkusistę :) No powiedzmy PARADISE i ALL ROADS LEAD... są wyjątkami w których nic bym nie zmieniał. PS. moje wydanie CD nie ma żadnych bonusów i to chyba lepiej.

niedziela, 06 stycznia, 2013  
Blogger gjon said...

z cyklu True Story. pierwszy raz "strendżlersów" (bo tylko tak ich kodowałem) poznałem na jakimś "kuszeroku", gdzie w sąsiedztwie Spandau Ballet przycupnął sobie "Golden Brown". Grany w jakimś dziwnym metrum zapadł w pamięć, ale w skojarzeniach już na zawsze Dusiciele łazili z "True" na plecach. Jakby tego było mało wyrwany nocą ze snu z pytaniem przyłożonym do głowy - z jaką muzyką kojarzy ci się "zi strendżers" palnąłbym bez wahania że z "zi szadołs" rzecz jasna! I byłbym z tej wiedzy dumny. A od 15 ryjemy się z kumplem z klipu, w którym jakiś afro-przypał wachluje głową wyjąc "aaaaaalwaaays, AAAAAlwaYYs" (w oficjalnym klipie ok. 1:16). No i wy mi teraz mówicie, że to THE STRANGLERS!!!?
Ale to nie koniec, panowie. Przesłuchałem tę płytę, skoro taka dobra, a ja lubię poznawać czczoną przez innych muzykę. No i w trakcie obracania dźwięków na patelni minę miałem z radością obwisłą jak po wylewie. Nic mi nie pasuje na tym krążku, a najgorzej że znowu - jako przygłup z teorii muzyki - nie potrafię tego nazwać. Podobnie mam z Queen, których twórczość doceniam i szanuję, ale słuchać nie potrafię, by nie zadławić się tym, co wraca z żołądka.
Na szczęście ta bajka dobrze się kończy. Dzięki godnemu szacunkowi wpisowi peitera poszukałem w dyskografii w obie strony od '83 i... padłem na kolana rażony albumami z lat '77-'79. Sam sobie zazdroszczę możności poznawania muzyki, która jest tak rewelacyjna, a jednocześnie dotychczas zupełnie nie miałem świadomości jej istnienia (wbrew obiegowym opiniom wcale nie ma takich perełek aż tak dużo, tym bardziej że każdy z nas inaczej "czuje" dźwięki). Niezwykłość tym krążkom nadaje syntezator - nie spotkałem jeszcze nigdy muzyki ciętej tak ostro, a jednocześnie z takim kunsztem i bogactwem kompozycyjnym oraz - co najważniejsze - wypełnionej tak doskonale poukładanymi i przemyślanymi klawiszami. "Feline" to tygrys w klatce z obciętymi pazurami, kokardką na szyi i petardą w dupie dla postrachu. Cały czas czekam, aż te brzdąkadełka odpalą, aż guzik w tym wypchanym cyckami dekolcie strzeli mi w ucho - a tu nic. Jedyne miejsce, gdy było mi błogo to w kawałku "Vladimir and Olga" podklejonym z singla MSD - tu rządzi i oczarowuje to, co tak mnie ujęło w tej twórczości, czyli syntezator właśnie.
Amen.

niedziela, 13 stycznia, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

kurczę link nieczynny poprpszę o reupload!

niedziela, 13 stycznia, 2013  
Blogger RObert POland said...

A ktoś tak zachwalał mediafire.

Spróbuj z mojego konta:

http://205.196.121.136/5d31w2fzdwug/9un8gtf63fo35x2/Stranglers+-+Feline.rar

niedziela, 13 stycznia, 2013  
Blogger peiter said...

@Hamerski - ale tam gra żywy perkusista, tyle że wpadł na pomysł walenia w te sześciokąty simmondsa :) no i wyszło mechanicznie :)

czwartek, 17 stycznia, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

Feline mam wersje na ktorej jest 9 utworow bez bonusów. Pierwszy raz uslyszalem ich u kuzyna, byla to epoka kaseciakow, mialem jakies 6-7lat, a teraz mam 35 lat jestem duzy kuń i nadal slucham The Stranglers.

malik->to->stara-malpa->inmail->kropka->pl

piątek, 25 stycznia, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

Byly to czasy PRL, 84 lub 85 w TV puszczono wideoklip Skin Deep.

piątek, 25 stycznia, 2013  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home