środa, 30 stycznia 2013

Soft Cell - The Art Of Falling Apart

Martin jest chłopcem z problemami. Przeżył wiele koszmarów rodzinnych  i teraz żyje w świecie fantazji. Istnieje niebezpieczeństwo, że posunie się za daleko, popchnięty przez swoją chorobliwą ciekawość. Widział zbyt wiele strasznych filmów i przeczytał zbyt wiele książek, a teraz żyje z dziwną obsesją. Stara się jej oprzeć, a zarazem jej potrzebuje, by istnieć. Ta obsesja to zabijanie.

Niezwykle klimatyczny ,,Martin" duetu Soft Cell nie dostał się na album ,,The Art Of Faling Apart". Inspiracją do stworzenia tego ponad dziesięciominutowego nagrania był amerykański horror w reżyserii George A. Romero ,,Martin" z 1978 roku. Kompozycja ,,Martin" była dostępna tylko jako 12 calowy maxisingel, dodany do pierwszych egzemplarzy całego albumu. Rarytas przestał być rarytasem, gdy w edycji kompaktowej dołożono go jako bonus.

Po olbrzymim sukcesie płyty ,,Non Stop Erotic Cabaret" duet pokazał swoją  perwersyjną twarz. Podczas, gdy ich pierwszy album zgodnie z tytułem dawał nam niewinne igraszki erotyczne, to na ,,Art Of Falling Apart" Marc Almond i Dave Ball prezentują ostry seks (i to niekoniecznie damsko - męski)!
1982 był rokiem, gdy Soft Cell zaczął się rozpadać. Już w listopadzie 1981 roku wokalista Marc narzekał: ,,Nie mam konkretnego życia. Nie chcę już tak dalej żyć. Problem można podsumować w dwóch słowach: ,,Tainted Love". Jeśli usłyszę to straszne ,,blink blink" raz jeszcze, to poderżnę sobie gardło".
Niespodziewany sukces jednego utworu przekształcił eksperymentalny, elektroniczny duet w gwiazdy muzyki pop. Marc i Dave wiedzieli, że muszą od tego wszystkiego odpocząć.

Almond uciekł do Nowego Jorku, natomiast Ball powrócił do Leeds. Marc poradził mu, by zapomniał o byciu w Soft Cell na parę miesięcy. Klawiszowiec Dave Ball tak naprawdę nie cieszył się z występów ,,na żywo", w przeciwieństwie do Almonda. Jednak twórcza pasja ich nigdy nie opuściła, mimo trudów wyczerpującego tournee. Tym razem postanowili zerwać z budowaniem prostych melodii, niejako mszcząc się za niesamowity sukces, który spadł na nich z dnia na dzień. Album zatytułowany ,,The Art Of Falling Apart" (Sztuka burzenia, rozwalania, niszczenia)  daje do zrozumienia, że  osiągnięty sukces duet traktuje jako najgorszy element w swojej sztuce i zamierza go świadomie i z premedytacją zniszczyć.
Tytuł został wymyślony przez Dave`a Balla. Marc chciał tą płytę nazwać ,,Dave Album", ponieważ klawiszowiec był bardzo zaangażowany w jego tworzenie. Ball postanowił tym razem dorzucić więcej podstawowych instrumentów i stworzyć muzykę bardziej ,,brudną".

We wrześniu 1982 roku duet spotkał się z producentem Mike Thorne, aby zakończyć nagrywanie albumu. Oboje byli nieco podejrzliwi, bo ich poprzednią płytę ,,Non-Stop Erotic Cabaret" producent zbyt wypolerował jeżeli chodzi o brzmienie. Jednak teraz Almond miał więcej doświadczenia oraz pewności siebie i wiedział jaki charakter nadać nowej płycie. Dlatego zostali współproducentami.

,,Byliśmy bardzo dumni z The Art Of Falling Apart. Było w nim sporo ,,nas samych". O wiele więcej dojrzałości. Nie byliśmy już dwoma chłopcami, którzy mają na koncie jeden wielki hit i nie wiedzą co robić dalej dorastając w studio."

Brzmienie Soft Cell rozszerzono o instrumenty obsługiwane przez Dave`a Ball: gitara basowa, gitary, bębny Conga oraz perkusja. Muzyka natomiast stała się trudniejsza w odbiorze. Bardziej zdecydowana, niemal agresywna.
Instrumentalista stworzył ścieżkę dżwiękową do idei wokalisty: ,,Marc pisał małe historie o tym, jak zwyczajne życie może być niezwykłe. Myślę, że cholernie dużo więcej osobiście podszedł do tworzenia tych piosenek. Wydaje mi się, że w każdym utworze jest cząstka jego osobowości".

Wydany w styczniu 1983 roku album zawierał, jak już wspomniałem - 12" maksisingel ,,Martin" oraz ,,Hendrix Medley" (wiązanka z przebojami Jimi Hendrixa).
Natomiast pierwszy singel z płyty to ,,Where The Heart Is", opowiadający historię nieszczęśliwej rodziny. Bezczelnie jak na ten duet przystało, pesymistyczną piosenkę wydano w czasie Bożego Narodzenia. Na liście przebojów w Wielkiej Brytanii nagranie osiągnęło 21 miejsce. Marc i Dave byli nawet zadowoleni z takiego wyniku. ,,Tak naprawdę nie obchodzi nas, jeżeli nie będziemy mieli kolejnej płyty na liście przebojów. Dużo jest w tym przypadku, sporo singli z dnia na dzień staje się przebojami, ponieważ ktoś skierował je na komercyjne tory".

Na albumie wyróżnia się nagranie ,,Numbers". Tytuł zapożyczony został z powieści gejowskich Johna Rechy, którego Marc Almond określił jako jednego z tych, którzy wywarli na niego wpływ jako pisarza. Soft Cell chcieli wydać ,,Numbers" jako singel, jednak firma Phonogram się sprzeciwiła, używając wyrażeń takich jak "komercyjne samobójstwo". Zamiast tego chciała wydać ,,Forever The Same". Jednak Marc, Dave oraz ich opiekun i odkrywca - Stevo, uparcie trwali przy swoim zdaniu.
,,Zdaliśmy sobie sprawę, że możemy stracić młodych słuchaczy, ale byliśmy gotowi to zrobić dla dobra bardziej dojrzałych ludzi" powiedział Marc ,,Nie chcemy fanów, którzy przez jeden tydzień lubią Kajagoogoo, a przez następny zachwycają się Adamem Ant."
Singel Numbers wydano w marcu i dotarł on do 25 pozycji na liście. Natomiast wielka awantura wybuchła, gdy wytwórnia Phonogram, chyba bojąc się slabej sprzedaży singla, dorzuciła bezpłatną kopię z nagraniem ,,Tainted Love". Oburzeni tym faktem Stevo i Marc Almond wparowali do siedziby firmy i delikatnie mówiąc ,,poprzestawiali" tam trochę mebli.

Patrząc na tą historię, zastanawiam się, że wytwórnie płytowe potrafiły wyrządzić wiele szkód w tworzeniu ambitniejszej formy muzyki. Wystarczy, by wykonawca stworzył chwytliwy przebój i jest już  instruowany, by dalej podążał w tym kieunku. Robienie z wielu zespołów ,,fabryki hitów" spowodowało, że świetnie zapowiadający się wykonawcy tworzyli coraz większy kicz, zdradzając nawet swoją godność. Jak słucha się albumu po trzydziestu latach? Aż nie chce się wierzyć, że to już tyle czasu minęło. To nadal jest Soft Cell z przebojowymi piosenkami, tylko że te nagrania trwają często po sześć i pięć minut. Tradycyjnej ,,trzyminutówki" tu nie znajdziemy. Pomijając osiem nagrań podstawowych - bonusy także dają ,,popalić". Wiązanka przebojów Hendrixa w brawurowym, elektronicznym  wykonaniu, niesamowity do dziś Martin, w którym to nagraniu wiele się dzieje, oraz długaśne Barriers i It`s A Mug`s Game tworzą ten krążek za spełniony, dostarczający wielu wrażeń. Może i nie ma tu ,,Tainted Love", ale za to mamy piosenki o striptizerkach, sado-masochistycznych ciągotach, gejowskiej miłości, opowieści o walce płci oraz seksualnej rozwiązłości. Almond zawsze z pogardą podchodził do słodkich piosenek o miłości, tutaj pokazuje nam ją z innej, bardziej mrocznej i perwersyjnej strony.

7 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

a to jest akurat dobra płyta
romance

środa, 30 stycznia, 2013  
Blogger peiter said...

no pewnie, że dobra :)

piątek, 01 lutego, 2013  
Blogger TOM said...

Po tym poście uzmysłowiłem sobie że nigdy w całości nie słuchałem tej płyty Soft Cell. Bardzo lubię solowe dokonania Almonda zwłaszcza Enchanted dlatego aż nie chciało mi się wierzyć jak mogłem przegapić 3 album tego duetu. Sam Soft Cell porównuję do Frankie Goes To Hollywood - bo raz, że debiut i jednych i drugich bardzo mi się podoba po dzień dzisiejszy a drugie wydawnictwa nie były w stanie podtrzymać poziomu bo poprzeczka byłą ustawiona bardzo wysoko a drugie - wiadomo- tematyka utworów i cała otoczka w której funkcjonowali. W przypadku Almonda i Balla ich drugi longplay z 1982 roku "Non–Stop Ecstatic Dancing" kompletnie nie przypadł mi do gustu i pewnie dlatego jakoś nie specjalnie się interesowałem historią zespołu. Błąd. Za Twoją sprawą sięgnąłem po "The Art Of Falling Apart" z omawianego przez nas 1983 roku. Zawarte na albumie i "Numbers" i "Kitchen sink drama" i oczywiście "Heat" bardzo mi się podobają. Zanim wysłuchałem całości sięgnąłem jeszcze po youtuba by zobaczyć i posłuchać "Martina" - szkoda że mój angielski jest jaki jest ale i tak utwór wywarł na mnie wrażenie. Tak jak podsumował Romance - płyta jest dobra, nie trzeba się wysilać na głębokie analizy - dla mnie nie ma tutaj takiego "hałasu" jak na poprzedniej płycie z 1982 roku - i to jest na plus, to że nie ma hitu na miarę "Tainted Love" - no cóż - każdy ma swój wielki jeden hit, no może poza nielicznymi ale to zupełnie inna, prawie nieosiągalna liga - Soft Cell to taki zespół synth-popowy czy jak wolą niektórzy new-wave ważny dla lat 80-tych, pierwszej połowy, bardzo bogatej jeśli chodzi o różnorodność, ba, nowatorskiej i nie ukrywam szczególnie mi bliskiej - bo mnóstwo uwielbianych przeze mnie kapel stworzyło swoje najpiękniejsze utwory i płyty w tym właśnie czasie. Podoba mi się mix utworów Hendrixa - "Hej Joe" jest nieziemski - nie sądziłem że elektronicznie może mnie to tak porwać, świetnie to wymyśłili no i wykonali - miejscami jakbym słuchał Yazoo, odjazd !
I jeszcze jedno - dla mnie ta płyta nad wyraz brzmi świeżo. No ten hendrix to mnie teraz mocno kręci.
Rob dla mnie strzał w "10" - dziękuję za ten wybór - dopytywałem Cię jaka będzie następna płyta sugerując Soft Cell - ale pozajączkowało mi się bo sądziłem że "Non-stop Ecstatic Dancing" powstało na początku 83-ego a już miałem sobie "pojechać" po tej płycie a tu nic.
Tomasz

niedziela, 03 lutego, 2013  
Anonymous Anonimowy said...

Ta wersja kopie zady

http://www.youtube.com/watch?v=otXsKy27cvk

niedziela, 03 lutego, 2013  
Blogger peiter said...

Luty? Mam nadzieję, że będzie U2 i obawiam się, ze niestety będzie ThompsonTwins

poniedziałek, 04 lutego, 2013  
Blogger peiter said...

Istniejesz Gospodarzu???????

piątek, 09 stycznia, 2015  
Anonymous Anonimowy said...

Steve Strange 1959-2015

http://www.bbc.com/news/entertainment-arts-31449838

niedziela, 15 lutego, 2015  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home